trochę długaśne ale może wyjaśnić jak to było w Sahryniu i jak to przy tej okazji upaińcy i niektórzy forumowicze próbują fałszować historię
prof. Józef Wysocki
Pragnę zwrócić uwagę na to, że tam, gdzie były udane polskie akcje obronne czy prewencyjne, tam historycy spod znaku OUN w ogóle nie wspominają o istnieniu UPA czy ukraińskiej policji na służbie hitlerowskiej, a próbują „przekwalifikować” te akcje na ataki na „bezbronnych cywili narodowości ukraińskiej”, dokonywane przez „zbrodniarzy” spod znaku AK. Symbolem takiej historycznej pokrętności jest właśnie Sahryń.
Na przedwiośniu 1944 roku front wschodni w szybkim tempie posuwał się na zachód. Przywódcy ukraińskich nacjonalistów zdawali sobie sprawę z tego, że klęska Niemiec jest już tylko kwestią czasu, toteż przyspieszyli dokonywanie czystki etnicznej na ziemiach, które wg nich staną się sprawą jakichś negocjacji co do przynależności państwowej, a oni, jako reprezentanci narodu zasiądą przy stole obrad, i będą współdecydować o przebiegu granic. W swoich kalkulacjach spodziewali się sytuacji analogicznej do tej, jaka powstała na tych terenach po I wojnie światowej. W domniemanych przyszłych negocjacjach Polska ma nie mieć szans do odzyskania choćby części rubieży wschodnich, bo Polaków tam ma już nie być, a ziemie zamieszkałe wyłącznie przez naród ukraiński nie mogłyby być przedmiotem negocjacji co do przynależności państwowej. Dlatego właśnie tuż przed nadejściem sowietów wzmogły się mordy dokonywane przez UPA na polskiej ludności. Wg ideologów OUN, do Wielkiej Ukrainy musiały też być włączone ziemie zamieszkałe przez ludność mieszaną polsko-ukraińską. Należało tylko „poprawić proporcje” – ale nie totalnie, na modłę wołyńską, gdyż Armia Krajowa była na terenach wschodnich dzisiejszej Polski dobrze uzbrojona i zorganizowana. Dlatego np. na Lubelszczyźnie UPA mordowała pojedyncze osoby, przysiółki, kolonie, rolników na polach, wracających z targu, itp. Wywiad AK stwierdził, że upowskie bojówki wychodzą i wracają do wsi Sahryń, strzeżonej przez liczny oddział ukraińskiej policji, która w Sahryniu miała umocniony posterunek. Nieliczni Polacy mieszkający niegdyś w Sahryniu i dwóch koloniach przy wsi, zostali częściowo wymordowani, reszta uciekła. W ten sposób wieś stała się czysto ukraińska. W tej sytuacji AK i BCh nie miały innego wyjścia, jak dokonać mobilizacji oddziałów z całej okolicy, otoczyć wieś i wezwać ukraińskich policjantów i upowców do poddania się. Oddział otaczający Sahryń liczył ok. 1.200 żołnierzy, był dobrze uzbrojony w broń maszynową, i granaty. Koncentracja została dokonana w nocy z 9/10 marca 1944 r. Po wystrzeleniu rakiety Ukraińcy zostali wezwani do poddania się, lub wyjścia kobiet i dzieci. Krzyknięto im, że są otoczeni i nie mają szans. Na te wezwania faszyści odpowiedzieli chaotycznym ogniem, nie czyniąc oblegającym żadnej szkody, gdyż ci byli na to przygotowani. Wówczas oddziały polskie otworzyły zmasowany ogień na wieś, która natychmiast stanęła w płomieniach. Niestety, „kule nie wybierają” i w trakcie tej palby mogli zginąć niewinni cywile. Polacy zdobywali dom po domu, a pochowane w piwnicach kobiety i dzieci były zwalniane. Upowcy, policjanci i Ssmani (najprawdopodobniej dezerterzy z dywizji SS-Galizien) ostrzeliwali się, ale nie mieli szans wobec dziesięciokrotnej polskiej przewagi. Zginęli wszyscy, około stu mężczyzn i bliżej nieznana ilość kobiet i dzieci, które zginęły od kul zabłąkanych. Po zdobyciu wsi dopiero okazało się, że Sahryń stanowił koszary UPA. W stodołach były piętrowe łóżka, duża kuchnia polowa, w bunkrach pod niemal każdą chałupą były magazyny broni, amunicji, żywności, itp. Po dokonaniu tego prewencyjnego ataku, w okolicy zapanował spokój. Gdy rok później bandy UPA naciskane przez NKWD na byłych polskich obszarach wschodnich II RP przechodziły na względnie spokojny teren Polski „pojałtańskiej”, to skierowały się w Karpaty, a nie na Lubelszczyznę, bo tam musiałyby walczyć, a nie bezkarnie mordować. Jeżeli niekiedy pisze się, że na Lubelszczyźnie UPA szukała kontaktu z AK, żeby oszczędzić się nawzajem, to właśnie dzięki polskiej akcji prewencyjnej w Sahryniu. UPA poczuła szacunek do jedynego argumentu, jaki do nich trafiał – do siły. W Sahryniu ukraińscy aktywiści przygotowali wielką uroczystość, która w zamiarach pogrobowców UPA ma wskazywać na morderstwo polskiej partyzantki na bezbronnej, wiejskiej ludności. Dlaczego akurat teraz? Ani to rocznica, ani żadna inna specjalna okazja. To przyspieszenie wynikło stąd, że do Polski – w ramach kampanii przedwyborczej przyjeżdżał prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko i była szansa, że w Sahryniu pojawią się obaj prezydenci. Drugą przyczyną przyspieszenia przygotowań do „uroczystości” w Sahryniu jest fakt, że IPN O/Lublin systematycznie dostarcza materiały do Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu, które opracowuje ostatni tom imiennego spisu ofiar zbrodni OUN-UPA oraz relacji żyjących jeszcze świadków ludobójstwa OUN-UPA na obszarze Lubelszczyzny. Opracowania pozostałych województw są już wydane i są w sprzedaży. Postawienie i uroczyste „poświęcenie” jakiegoś monumentu w Sahryniu mówiłoby o czymś innym, niż relacje świadków i dokumenty UPA odnalezione w bunkrach. Tylko że materiały historyczne czyta garstka ludzi, zaś monument będą oglądać wycieczki z ukraińskich szkół w Polsce i z Ukrainy, tak jak to jest w Pawłokomie. Pawłokoma była udanym eksperymentem pogrobowców UPA: udało się nie doprowadzić do ekshumacji rozstrzelanych Ukraińców, przez co wykonawcy tablicy pamiątkowej pozwolili sobie trzykrotnie zwiększyć ilość ofiar, a przede wszystkim dopisać tam kobiety i dzieci, co jest wierutnym kłamstwem i na to kłamstwo zgodził się Andrzej Przewoźnik, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Jako ofiary wpisano tam nawet tych Ukraińców, którzy wyjechali na roboty do Niemiec i nie wrócili. Dlatego Polacy – mieszkańcy Pawłokomy totalnie zbojkotowali całą uroczystość odsłonięcia tablicy pamiątkowej. Drugim sukcesem pogrobowców UPA w Pawłokomie było to, że w uroczystości uczestniczyli „kombatanci UPA”, w mundurach i ze sztandarem – w obecności prezydenta Rzeczypospolitej!! I wreszcie zjawisko towarzyszące uroczystościom, czyli okazyjne programy w polskiej telewizji, które były wyjątkowym sukcesem ukraińskich struktur działających w naszej telewizji, jak też koniunkturalizmu, głupoty i podłości zatrudnionych tam Polaków. Wcześniejszy kicz z tej dziedziny, jeszcze przed Pawłokomą, miał miejsce w Jaworznie, w byłym obozie niemieckim, a potem ubowskim. Po wojnie przez obóz ten przeszły trzy fale narodowościowe. Pierwszymi więźniami byli nadgorliwi folksdojcze, gestapowscy kapusie oraz niestety, też Polacy powracający z zachodu, akowcy, itp. Po operacji „Wisła” w Jaworznie osadzano rizunów z UPA, złapanych z bronią w ręku, lub podejrzanych o sympatie do UPA. Trzecią falę stanowiła młodzież polska z tajnych organizacji antykomunistycznych i podziemnego harcerstwa. Młodzież ta miała być resocjalizowana, tzn. nawracana na socjalizm. Pan prezydent Aleksander Kwaśniewski wpadł na pomysł, żeby z Jaworzna zrobić symbol pojednania: polsko-niemiecko-ukraińskiego (!!). Z jego inicjatywy na pamiątkowym głazie wyryto w trzech językach napis: Pamięci Polaków, Ukraińców, Niemców, tych wszystkich, którzy cierpieli tu niewinnie jako ofiary terroru komunistycznego, więzionych, zmarłych w latach 1945-1956 w centralnym obozie pracy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Jaworznie w hołdzie potomni. W ten sposób Pan Prezydent wrzucił do jednego worka i oddał cześć: konfidentom gestapo, rizunom i harcerzykom. Feta odbyła się 24 maja 1998 roku i miała znikome wydźwięk, bo prezydent Niemiec odmówił przyjazdu, zaś obecny na uroczystości prezydent Ukrainy Leonid Kuczma, cały czas trzymał spuszczoną głowę i nie odezwał się ani jednym słowem. Światowy Kongres Kresowian oddelegował do Jaworzna obserwatora w osobie Stanisława Walentyńskiego, który zwarzył uroczystą atmosferę tego kiczu. Moment ten opisuje Edward Prus, niestety, już świętej pamięci, w książce pt. „Operacja ”, na stronach 211 i 212: Stali oni [upowcy - J.W.] pod sztandarem sino-żółtym, nie ośmielili się rozwinąć, choć mieli swojego satanistycznego stiahu czerwono czarnego. Właśnie do osobnika miętoszącego nerwowo czerwono-czarną płachtę, podszedł A. Kwaśniewski i ku absolutnemu zaskoczeniu rizuna, zapytał: czy pan już przebaczył Polakom? W rizuna jakby piorun strzelił, rozwarł bezzębną gębę i tak trwał. Mógł się przecież wszystkiego spodziewać od Głowy Narodu, któremu OUN-UPA wycięła pół miliona obywateli, nawet spoliczkowania, ale nie słów, które nigdy z ust żadnego Polaka paść nie mogły. Z pomocą osłupiałemu upowcowi przyszedł Stanisław Walentyński, członek Dyrektoriatu Światowego Kongresu Kresowian, który został tu oddelegowany przez kresowiaków jako obserwator. Widząc dławiącego się własnym językiem upowca zawołał: „pan prezydent pyta, czy przebaczyłeś tym Polakom, którzy nie pozwolili się tobie zarżnąć i tym kobietom i dzieciom polskim, których nie zdążyłeś dorżnąć”. Kwaśniewski się zreflektował, chyba zrozumiał, że palnął głupstwo, więc czerwony jak piwonia, bez słowa oddalił się od hajdamaki i „wesołka”. Stanisław Walentyński żyje i potwierdził mi relację E. Prusa. Jak już wspomnieliśmy wyżej, na zakłamujących prawdę uroczystościach w Sahryniu miał być prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko, który prawdopodobnie nakłaniał prezydenta Lecha Kaczyńskiego do współudziału w uroczystościach. Ponieważ nasz Prezydent odmówił, więc Juszczence nie wypadało być tam samemu, gdyż to podkreśliłoby dezaprobatę całej sytuacji przez naszego Prezydenta. Na całe szczęście, bo tym razem miała się pojawić już kompania kombatantów UPA. Trudno sobie wręcz wyobrazić naszego Prezydenta idącego ku pamiątkowej tablicy pomiędzy szpalerami rizunów. Tym razem prezydent Lech Kaczyński posłuchał właściwych doradców (nie czas na publikowanie szczegółów z tym związanych). Na tablicy w Sahryniu jest wymienionych 650 ukraińskich ofiar polsko-ukraińskiej bitwy w Sahryniu. Liczba ta została uzgodniona na szczeblu państwowym, między Radą Pamięci Walk i Męczeństwa, reprezentowaną przez sekretarza tej instytucji Andrzeja Przewoźnika, a Państwową Komisją Międzyresortową ds. Upamiętnień Ofiar Wojen i Represji przy Gabinecie Ministrów Ukrainy, reprezentowaną przez Światosława Szeremeta. Uzgodniona liczba ukraińskich ofiar została przez stronę polską przyjęta na wniosek strony ukraińskiej. I tak jak w Pawłokomie, jest ponad trzykrotnie większa od podawanej w polskich relacjach [Jerzy Markiewicz „Partyzancki kraj”, „Związek Walki Zbrojnej, Armia Krajowa w obwodzie Tomaszów Lubelski” pod red. Ireneusza Cabana]. Strona polska nie przeprowadziła żadnych badań, np. dat urodzenia osób wymienionych jako ofiary – czy takie osoby w ogóle istniały?!. Przecież są książki metrykalne. W ten sposób możnaby uniknąć fikcji. Widać wyraźnie nieprofesjonalność strony polskiej. Natomiast strona ukraińska, poprzez wymuszenia, dąży do maksymalnego podniesienia swoich strat, a w szczególności kobiet i dzieci, by od strony moralnej zrównać AK z bandami UPA, na co sobie pozwolił prezydent Wiktor Juszczenko w wywiadzie telewizyjnym w dniu 8. września.