a proszę bardzo
W środowisku zajmującym się przeciwdziałaniem propagandzie rosyjskiej w Polsce i wsparciem Ukrainy tematem tygodnia stały się rewelacje niejakiego Tomasza Maciejczuka o rzekomym pododdziale „Dirlewangerowców” w ukaińskim batalionie ochotniczym Ajdar. Niestety musimy do tego wrócić i podsumować nasze stanowisko w tej dość żałosnej sprawie, której wszyscy chyba poświęcili aż za dużo energii. Niniejszy tekst jest okropnie długi, ale to wynika ze zagmatwania tej sprawy, która wymaga dogłębnego wyjaśnienia. Prosimy o wysiłek i doczytanie do końca. Mamy naprawdę różne przypuszczenia, niektóre dość przygnębiające, ale ograniczymy się do napisania tego, co możemy stwierdzić z pewnością. Celem tego postu jest uporządkowanie sytuacji i przedstawienie jasnego obrazu naszego stanowiska.
Zacznijmy od osoby Tomasza Maciejczuka. Jest polskim działaczem nacjonalistycznym, który różni się od większości w swoim środowisku tym, że obecnie przeszedł na stronę Ukrainy i stał się zwolennikiem idei Międzymorza [
http://archive.today/PAAm3#selection-527.8-527.175] – i chwała mu za to. Warto jednak wspomnieć o jego wcześniejszych powiązaniach i poglądach. Do niedawna był bowiem Maciejczuk zwolennikiem opcji rosyjskiej.
Po pierwsze, Maciejczuk sam potwierdza, że należał do założycieli X-portalu. Jak wiemy, jest to portal, który obecnie jest tubą ultraprorosyjskiej Falangi pod kierownictwem Bartosza Bekiera. Maciejczuk twierdzi, że wtedy X-portal miał inny charakter, był inicjatywą różnych środowisk nacjonalistycznych i nie był jeszcze przejęty przez Bekiera. Być może. Dysponujemy jednak wieloma wypowiedziami Maciejczuka z tego okresu (2008 rok), na przykład z Forum xportal już 23 sierpnia 2008 roku, w wątku „Stronnictwo moskiewskie na prawicy”. Maciejczuk pisze: „Jakże tu miło! To znaczy, że nie jestem sam w stronnictwie pro-rosyjskim?” [
https://www.facebook.com/218251225011751/photos/p.24411...
Po drugie, Tomasz Maciejczuk miał coś wspólnego z tzw. "słowiańskimi obozami patriotycznymi" w Moskwie – czyli szkoleniami paramilitarnymi organizowanymi między innymi przez rosyjską organizację „Dobrowolec”, z udziałem instruktorów Specnazu. Była to istna szkółka zielonych ludzików z udziałem nacjonalistów z Rosji, Polski, Słowacji i Serbii. Pisaliśmy już o tym [
http://tinyurl.com/obozyDobrowolca]. Współorganizatorem był Obóz Wielkiej Polski [
https://www.facebook.com/…/31470…/permali... Portal „Tragedia Donbasu”, o ile nam wiadomo prowadzony przez słynnego Dawida Hudźca z Obozu Wielkiej Polski właśnie, przebywającego teraz w Donbasie po stronie terrorystów i prawdopodobnie uczestnika tych obozów, przedstawia nawet obrazek wpisu Maciejczuka o następującej treści:
„Jako współorganizator tego obozu mogę Cię zapewnić, że wszystko jest już gotowe. Przetłumaczyłem instrukcje, dokumenty, wytłumaczyłem kwestie dojazdowe. Polacy będą mieli przydzieloną specjalną opiekę Rosjan, którzy kiedyś mieli kontakty z naszym krajem i mówią po polsku. Oprócz tego, jako niespodzianka, o której nie ma nigdzie wzmianki, planujemy wycieczkę do fabryki, w której produkuje się następcę kałasznikowa. To tak przy okazji, będą też zachodnie media, bo gościem fabryki tego dnia będzie pewien znany rosyjski polityk, który zamienił się ostatnio z kimś miejscami. Mamy w planie 5 minutowe spotkanie z tą gwiazdą rosyjskiej polityki. To i tak sporo. Niestety, ta część będzie zamknięta dla mediów, nie można robić zdjęć ani nagrywać. Wg. rosyjskich służb – "ze względów bezpieczeństwa". [
https://www.facebook.com/218251225011751/photos/p.24411...
Nie wiemy, czy ten wpis jest autentyczny, czy jest to fałszywka skierowana przeciwko Maciejczukowi, czy może kolejna konfabulacja naszego bohatera (wzmianka o spotkaniu tej bandy z Putinem albo Miedwiediewem wydaje się jednak dosyć nieprawdopodobna). Podrzucił nam to ponad miesiąc temu ktoś [
https://www.facebook.com/walgierz.sobchak.9], z którego profilu wynika, że jest silnie antyukraiński i dlatego zachowaliśmy to dla siebie, podejrzewając fałszywkę. Natomiast „Tragedia Donbasu” także używa tego zrzutu z ekranu wpisu Maciejczuka dopisując:
„Maciejczuk oburza się na wsparcie Noworosji przez Obóz Wielkiej Polski. Moralność “na złość mamie zajdę w ciążę”. Tymczasem swego czasu sam kreował się na współorganizatora słowiańskiego obozu- przy czym OWP nie było zainteresowane współpracą z samym Maciejczukiem. Na złość Ukrainie zawiozę Ukrom kalesony?” – pisze, zapewne, Dawid Hudziec [
http://tragediadonbasu.net/waffen-ss/].
Na rosyjskim portalu Vkontaktie istnieje nadal profil poświęcony obozowi paramilitarnemu w Moskwie [
http://vk.com/pvpkdobrovoletz?w=wall-3679968... datowany na 20 kwietnia 2013 roku. Jest nawet film z tego szkolenia [
http://youtu.be/_EFUXh9VLhQ]. Dołączamy zrzuty z ekranu dla tych z Państwa, którzy nie posiadają konta na Vkontaktie (tak trzymać). Maciejczuk polubił to wydarzenie [
https://www.facebook.com/218251225011751/photos/pcb.244... Maciejczuk był także zapisany na to wydarzenie w kategorii „potencjalni uczestnicy”, aczkolwiek międzyczasie skreślił siebie [
https://www.facebook.com/218251225011751/photos/p.24412...
Według profilu na Vkontaktie, obóz paramilitarny pansłowiańskich nacjonalistów w Moskwie miał miejsce od 22 do 27 sierpnia 2013 roku. Tak się składa, że właśnie wtedy nastąpiła internetowa metamorfoza Maciejczuka. Zlikwidował swój dotychczasowy profil na Facebooku, co zostało odnotowane na przykład 26 sierpnia 2013 roku na grupie dyskusyjnej „Українсько-польська культура і співпраця Polsko-ukr. kultura i wspolpraca”, której uczestnicy zachodzili w głowę, gdzie się podział Maciejczuk, który wcześniej występował jako twardy polski nacjonalista, gromiący wszelkie przejawy banderyzmu na Ukrainie [
https://www.facebook.com/218251225011751/photos/p.24412... Później Maciejczuk, zatarłszy ślady swoich dotychczasowych poglądów, pojawia się ponownie z nowym profilem, tym razem jako gorliwy przyjaciel Ukrainy i zwolennik idei Międzymorza.
Oczywiście, tylko krowa nie zmienia zdania i należy się cieszyć, jeśli ta przemiana jest autentyczna. Jednak wolno zauważyć, że metamorfoza była równie nagła, co diametralna. Maciejczuk pojawił się jak meteor na firmamencie pro-ukraińskim w 2014 roku, w okresie po Majdanie i zajęciu Krymu, kiedy wzmógł działalność publicystyczną i mimo służby w NSR zabrał się za wożenie pomocy do walczących batalionów, szczególnie do Prawego Sektora. Opublikował wywiad z Dmytrem Jaroszem. Rozsławiła go także polemika na internetowe filmiki z terrorystycznym watażką Motorolą. Stał się chłopcem do bicia środowisk antyukraińskich, zwłaszcza tzw. „pseudokresowiaków” – z dwoma znaczącymi wyjątkami. Nie odnotowaliśmy sytuacji, by mu jego byli koledzy czy to z X-Portalu, czy to z Obozu Wielkiej Polski wypomnieli, że zmienił front. Ale może kiepsko szukaliśmy. Niedawno jednak, bo 24 stycznia, Maciejczuk sobie z Dawidem Hudźcem ucinał gadki na jego profilu [
https://www.facebook.com/218251225011751/photos/p.24414... i był jego internetowym znajomym. Teraz – już nie.
Wszędzie zrobiło się pełno Maciejczuka, który relacjonował dosłownie każdy swój ruch. Zapraszają go media, występował w prasie i w telewizji, nawet w mediach zagranicznych [
http://www.zeit.de/…/ukraine-krieg-debalze... Budziło to niejakie zdziwienie u większości działaczy zajmujących się Ukrainą znacznie dłużej, niż od końca sierpnia 2013 roku. Zwracano mu wielokrotnie uwagę, że robienie sobie "selfie" z granatem w ręku może być wykorzystane przez rosyjską propagandę do plecenia andronów o tym, że to Polacy stoją za ukraińskimi formacjami ochotniczymi, na przykład za demonizowanym do niemożliwości Prawym Sektorem. Albo – że Rosjanie zrobią z Maciejczuka „polskiego najemnika u banderowców”. Zwracano też uwagę, że podawanie w czasie rzeczywistym szczegółów taktycznych o dyslokacji jednostek ukraińskich, a nawet o planowanych ruchach zwiadu, może sprowadzić nieszczęście [
https://www.facebook.com/photo.php…]. Nie słuchał, obruszał się. Składano to na karb młodzieńczej zapalczywości, aczkolwiek obawy rosły. Jak się okazuje, słusznie.
Maciejczuk rzeczywiście nad podziw świetnie mówi i pisze po rosyjsku. 26 grudnia 2014 roku opublikował wywiad ze sobą [
http://youtu.be/jwfozfIWTeo], w którym przedstawia swoje stanowisko i historię swojego zainteresowania Ukrainą i twierdzi, że rosyjskiego nauczył się tak dobrze zaledwie w rok, w toku swoich internetowych dysput z rosyjskimi nacjonalistami. Nas zastanawia, dlaczego nie uczył się ukraińskiego, skoro stał się taki pro-ukraiński. W każdym razie, smykałkę do języków miałby nieprzeciętną, gdyby osiągnął taki poziom w rok. Podejrzewamy raczej, że uczy się już dłużej, przynajmniej od okresu swoich prorosyjskich wypowiedzi z 2008 roku na forum X-portalu. Potwierdzają to jego pierwsze wprawki po rosyjski, które pojawiły się wtedy właśnie na forum X-portalu [
http://www.gnwp.eu/narodowcy/post/148252].
Kolejne wątpliwości są związane ze sposobem, w jaki Maciejczuk współpracował z innymi organizacjami, które organizują pomoc dla walczącej Ukrainy, takich jak Stowarzyszenie Pokolenie czy Fundacja Otwarty Dialog. Ta ostatnia organizacja zerwała współpracę z Maciejczukiem miesiąc temu w dość oględnym oświadczeniu [
https://www.facebook.com/OpenDialogFoundation/posts/842... wskazującym na problemy z rozliczeniem i na polu komunikacji. Natomiast na profilu Tomasza Maciejczuka doszło do istnej wojny między nim a przedstawicielką tej Fundacji, Panią Natali Panczenko. Mówiąc oględnie słyszymy, że zarzuca się Maciejczukowi, że transportuje pomoc zebraną w Polsce przez inne organizacje, a na miejscu przekazuje ją Ukraińcom przedstawiając samego siebie jako darczyńcę, zaskarbiając sobie w ten sposób zaufanie obdarowanych bojowników. Nie będziemy w to wnikać głębiej, ale nie da się tego nie odnotować.
Prześledźmy teraz bieg najnowszych wydarzeń. 1 marca b.r. Maciejczuk publikuje sensacyjny wpis:
„Ciekawe kiedy batalion Ajdar pozbędzie się pododdziału im. Dirlewangera? Na widok samochodów z symboliką Waffen SS stojacych przy bramie TEC w Szczastiu robi mi się niedobrze. TEC znajduje się pod kontrola Ajdaru. Przejezdzam przez brame, a warte trzymaja chlopaki z naszywkami SS Dirlewanger. Dirlewangerowcy zasłyneli ze strasznego okrucieństwa m.in. w rzezi na warszawskiej Woli czy też w pacyfikacji białoruskich i polskich wsi. Jak długo można to tolerować? Ajdar otrzymuje sporo pomocy z Polski, przyjeżdżają do nich nawet nasi posłowie. Wypadałoby coś z tym zrobić, a nie chować głowę w piasek. Zapewne wielu powie, że to marginalny problem i że lepiej o tym nie mówić, jednak zadajmy sobie pytanie kim mogą być ludzie biorący sobie Dirlewangera za patrona i wzór do naśladowania?” (pisownia oryginalna).
Groza! Pod postem Maciejczuka wywiązała się gigantyczna dyskusja licząca ponad trzysta komentarzy, podczas której Maciejczuk dodał zdanie o tym, że „Dirlewangerowcy” trzymali wartę [
https://www.facebook.com/tomasz.maciejcz…/&helli... i opublikował jedno zdjęcie przedstawiające ramię niezidentyfikowanej osoby z naszywką z symbolem „Dirlewangerwów”. Podczas dyskusji Pan Petro Kinzerski i inni zwracają uwagę Maciejczukowi, że 17 sierpnia 2014 roku, w innej dyskusji bronił batalionu Azow właśnie przed zarzutem, że walczą w nim neonaziści – uzasadniając to koniecznością wojenną itd.
Wpis Maciejczuka nie podaje daty jego wizyty w elektrociepłowni Szczastie, więc czytelnicy przyzwyczajeni do tego, że relacjonuje na bieżąco sądzą, że zdarzyło się to 1 marca. Jednak 2 marca, zarówno w dyskusji pod swoim wpisem z 1 marca, jak i w osobnym poście Maciejczuk publikuje zdjęcie czyjegoś ramienia z naszywką „Dirlewangera” i pisze: „Dirlewangerowiec w Szczastiu. Więcej na temat dirlewangerowcow wkrótce. Zdjęcie zrobiłem w styczniu 2015.” [
https://www.facebook.com/photo.php…].
Na tym etapie nie było żadnych innych dokumentów poza twierdzeniem Maciejczuka i zdjęciem łokcia z naszywką, z którego w żaden sposób nie wynikało, że zostało zrobione w Ajdarze, czyj to łokieć i czy choćby na Ukrainie. Czytelnicy poddają autentyczność zdjęcia w wątpliwość przeprowadzając analizę zdjęcia przy pomocy dostępnych w Internecie narzędzi. Tu pojawiamy się my – redakcja „Rosyjskiej V kolumny w Polsce” i kierujemy zdjęcie do analizy uznanego specjalisty Jima Hoerricksa z USA uznając, że nie można w tak poważnej sprawie się opierać na aplikacjach z Internetu. Wynik tej analizy – wskazujący na fotomontaż – podaliśmy w dobrej wierze w naszym wpisie z 5 marca [
https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=24254...
Spowodowało to lawinę komentarzy na naszej stronie od Maciejczuka i jego sfanatyzowanych wyznawców, a także – przedziwny alians – od znanych i mniej znanych przeciwników Ukrainy, wklejających nam normalne, chamskie rosyjskie fałszywki ze swastykami na Ukrainie, do których wszyscy przywykli. Ostatecznie musieliśmy zbanować nawet samego Maciejczuka, kiedy ten zabrał się za rozważania o tym, kto prowadzi naszą stronę – czym zajmowały się dotychczas raczej takie profile, jak „Polacy za rosyjskim Donbasem”, ale raczej nie przyjaciele Ukrainy, do których Maciejczuk sam siebie zalicza. Oczywiście Maciejczuk dopatrzył się w tym cenzury, by nie powiedzieć krycia nazizmu przez redakcję „Rosyjskiej V kolumny w Polsce”.
Propaganda antyukraińska od razu weszła na obroty – na wpis Maciejczuka o „pododdziale Dirlewangerowców” powołali się absolutnie wszyscy przeciwnicy Ukrainy i przyjaciele Rosji, od profesora Bogusława Pazia [
https://www.facebook.com/gedeania/posts/140645580633386... poprzez prowadzony przez Dawida Hudźca Novorossia Today po polsku [
http://novorossia.today/22435/] aż po kresy.pl [
http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo&helli... Wszystko w tonie: „a nie mówiliśmy? Ukraińcy to naziści!”. Udostępnienia idą w setki, a komentarze w tysiące. Do koncertu dołączył żałośnie Aleksander Majewski w portalu „wPolityce”, prawiąc prawidła o prawdzie leżącej po środku w artykule opartym na zdjęciu niezidentyfikowanego łokcia [
http://wpolityce.pl/autorzy/525-aleksander-majewsk... Gra-tu-lu-jemy.
6 marca otrzymujemy informację, że na profilu na Vkontakie pewnego – jak się zdaje – rosyjskiego nacjonalisty, Wadima Cukiernika [
http://vk.com/vad1ktt], będącego jednak zwolennikiem Ukrainy (takie cuda się zdarzają) pojawiły się kolejne zdjęcia przedstawione jako pochodzące z bazy Ajdaru w elektrociepłowni Szczastie. Jedno zdjęcie przedstawia kolejnego łokcia z naszywką „Dirlewangerowców” [
https://www.facebook.com/218251225011751/photos/p.24418... a drugie osobnika z rozwiniętą flagą nazistowską, za którym widać … osławioną furgonetkę [
https://www.facebook.com/218251225011751/photos/p.24418... 8 marca sprawdziliśmy ponownie profil Wadima Cukiernika i okazuje się, że zdjęcie z naszywką nadal tam jest, ale zdjęcie człowieka z rozwiniętą flagą nazistowską – zniknęło.
Maciejczuk kilkukrotnie zapowiada publikację kolejnych zdjęć, ale mimo ponagleń od dyskutantów nie czyni tego. Dopiero 8 marca, czyli aż tydzień po pierwszej swojej publikacji na ten temat, wczesnym popołudniem Maciejczuk publikuje link do artykułu z 5 marca brytyjskiego pisma the Guardian [
http://www.theguardian.com/…/ukraine-women-fightin... o ukraińskich kobietach walczących w Ajdarze, zwracając uwagę na ilustrujące ten artykuł zdjęcie uzbrojonej kobiety stojącej przed przyrdzewiałą furgonetką, na drzwiach której namalowany jest symbol „Dirlewangerowców” oraz liczba „1488” – odpowiadająca pewnej frazie znanej w subkulturze neonazistowskiej [
https://www.facebook.com/tomasz.maciejcz…/&helli... Maciejczuk pisze: „Taki sam samochód widziałem w styczniu 2015 roku.” O publikacji „The Guardian” pisał już jednak 7 marca portal kresy.pl, oczywiście dopatrując się w tym potwierdzenia wszechobecności nazizmu na Ukrainie [
http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo&helli... i cytując obficie Maciejczuka i innych protagonistów tej przepychanki – w tym nas.
Dwie godziny później, 8 marca popołudniu Maciejczuk wreszcie publikuje kolejną serię zdjęć [
https://www.facebook.com/tomasz.maciejcz…/&helli... Są to po raz kolejny zdjęcie z naszywką, nowe zdjęcie z inną naszywką neofaszystowską z tzw. krzyżem celtyckim i trzy zdjęcia osławionej już szarej furgonetki, w tym jedno na podstawie zdjęcia opublikowanego w „Guardianie” z dopiskami objaśniającymi. Kto i kiedy zrobił pozostałe dwa zdjęcia furgonetki – nie wiemy.
Zainteresowaliśmy się postacią fotoreportera, który wykonał zdjęcie opublikowane 5 marca w Guardianie. Nazywa się Jonathan Alpeyrie. Okazuje się, że jego zdjęcie pochodzi z serii zdjęć, którą opublikował wcześniej zajmujący się modą magazyn „Vanity Fair” [
http://www.vanityfair.com/…/…/women-soldie... Daty publikacji w Vanity Fair nie podano, ale inne zdjęcie z tej samej serii przedstawia cmentarz polowy w lesie [
http://www.vanityfair.com/…/…/women-soldie... Otóż Jonathan Alpeyrie 18 lutego na własnym profilu opublikował zdjęcie siebie zrobione na tymże cmentarzu w lesie [
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=101527224108560... Zdjęcie Alpeyrie’go zrobił inny fotoreporter, grek Giorgos Moutafis, który uważa, że jego awatar z sowiecką czapką z czerwoną gwiazdą jest zabawny. Na profilu Moutafisa znajdujemy zdjęcie ze Szczastia opublikowane 14 lutego [
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=102059394118658... 9 lutego Moutafis podawał, że przyleciał do Kijowa. Należy zakładać, że Alpeyrie i Moutafis przebywali w Szczastiu razem w połowie lutego, a Guardian też zbytnio się nie spieszył ze swoją publikacją – ponad 3 tygodnie. Natomiast na pewno nie są to zdjęcia ze stycznia.
Jonathan Alpeyrie jest dosyć znanym francuskim fotoreporterem, zamieszkałym w Nowym Jorku. Pracuje dla CNN i właśnie Vanity Fair. W 2013 roku przez 81 dni był porwany w Syrii [
http://www.france24.com/…/20130821-jonathan-alp... Lewicowy „Guardian” należy do mediów zachodnioeuropejskich, które naszym zdaniem najgorzej relacjonują konflikt na Ukrainie, stawiając znak równości między stronami, nazywając konflikt wojną domową, a nie inwazją rosyjską, itd. Sam Jonathan Lapeyrie robił na wiosnę 2014 roku reportaż po stronie separatystów (jak najbardziej mu wolno). Opublikował zdjęcie siebie w ich towarzystwie, z którego zrobił nawet na jakichś czas swoje zdjęcie profilowe [
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=101521453763210... To jeszcze nie świadczy o prorosyjskich sympatiach bardziej, niż sowiecka czapka jego kolegi Moutafisa. Ale już zupełnie nam się nie podobają jego enuncjacje w artykule krytycznym o sposobie, w jaki prasa donosi o konflikcie na Ukrainie:
„Others take a different view. Jonathan Alpeyrie, an American photojournalist who has covered the war for outlets including CNN and Vanity Fair, says that the Western media has demonized Putin and Russia. Western journalists often have a poor understanding of Russian history and what Russia wants for Ukraine and their country in the future. I don’t think Putin wants to be our enemy and the way the press portrays him is highly inaccurate,” he says. “He’s a more traditional leader, and he doesn’t transcribe well into how we view leaders here in the Western world.” [
http://globaljournalist.org/…/ukraine-reporting-dra...
Powyższe oczywiście nie znaczy, że do Szczastia nie przyjechali nieprzyjemnie dziwni ludzie w podgniłej furgonetce. Wydaje się, że przyjechali albo nawet bywali na stałe. Po prostu nie wiemy tego i cały problem polega na tym, że nie dowiemy się już. Tomasz Maciejczuk i Jonathan Alpeyrie przedstawili sprawę tak wyrywkowo i tak jednostronnie, dbając bardziej o lansowanie swoich osób, niż metodologicznie prawidłowe ustalenie prawdy, że temat na zawsze przeszedł ze sfery faktów do sfery propagandy. Kim by ci ludzie z przygniłej furgonetki nie byli, na pewno ich już tam nie ma. Jeśli byli w batalionie Ajdar, po tej aferze zostali albo pognani z niego, albo głęboko schowani. Jeśli przyjechali z innego miejsca, uciekli i się więcej nie pokażą.
Kim są albo byli ci osobnicy? Możemy mieć różne przypuszczenia. Wiadomo, i nigdy temu nie przeczyliśmy, że na Ukrainie – jak w każdym dużym kraju, w tym w Polsce – istnieją ugrupowania skrajnie nacjonalistyczne, a nawet wręcz brunatne. Tak na przykład oceniamy Falangę, której tubą się stał X-portal, którego Maciejczuk był współzałożycielem. Jednym z nich jest mało znana „normalnym ludziom” międzynarodowa sieć neonazistowska „Misanthropic Divsion” [
http://misanthropic.info/]. Istnieją nawet w Polsce [
http://vk.com/md_poland]. I rzeczywiście, posługują się symboliką „Dirlewangerowców” – w tym znakiem skrzyżowanych niemieckich granatów ręcznych czy szyfrem „1488”.
Ale istnieje też możliwość, że była to „ustawka” jakichś rosyjskich prowokatorów, którzy podjechali do Szczastia, pstryknęli sobie fotki i odjechali. Albo te zdjęcia sprytnie podrzucono tym, którzy je opublikowali. Jeśli to była prowokacja rosyjskich służb – albo jakichś innych przeciwników batalionu Ajdar – śmiemy twierdzić, że podpuszczenie Tomasza Maciejczuka jest dla fachowców wykonalne. Nie dowiemy się, bo zrobił się mętlik nie do rozplątania i odpowiada za to właśnie Maciejczuk.
Nad Jonathanem Alpeyrie nie będziemy się znęcać – wszystko wskazuje na to że jest to typowy francuski lewicujący dziennikarz, skażony zachodnioeuropejską soft-rusofilią. To nieuleczalne. Problem dotyczy Maciejczuka, który podaje się i za dziennikarza i za przyjaciela Ukrainy, a nie postąpił ani jak dziennikarz, ani jak przyjaciel Ukrainy, tylko jak pozer, manipulant i prowokator.
Zarówno jako dziennikarz, jak i jako przyjaciel Ukrainy, Maciejczuk powinien był rzetelnie udokumentować stwierdzoną przez siebie sytuację, przepytać świadków i zrobić zdjęcia, z których wynikałoby jednoznacznie gdzie, jak, przez kogo i przede wszystkim kiedy zostały zrobione. Powinien pozyskać wypowiedź kogoś z dowództwa batalionu Ajdar, ewentualnie kogoś z Ministerstwa Obrony. Powinien zainteresować sprawą badaczy ruchów nacjonalistycznych i neonazistowskich na Ukrainie, którzy są znani, na przykład Andreasa Umlanda. Na tej podstawie powinien był napisać należycie udokumentowany artykuł, albo złożyć odpowiednie zawiadomienie władzom ukraińskim, albo jedno i drugie. Ze zachowaniem właściwych proporcji, czyli bez zamiatania problemu pod dywan, ale i bez dawania pretekstu do głoszenia przez propagandę przeciwnika, że cały Ajdar, a nawet cała Ukraina to jedna wielka banda SS-manów dybiących na Polskę. I opublikować to raz, a dobrze.
Wolał jednak Maciejczuk sączyć wątpliwe informacje przez cały długi tydzień, kręcić i manipulować, edytować swoje wpisy, wycinać niewygodne dla siebie komentarze krytyczne a nawet – atakować personalnie tych, którym jego działalność przestała się podobać – w tym nas. Nie przedstawił też ani jednego świadectwa swoich słów od kogokolwiek ze znanych dziennikarzy przebywających w strefie ATO, jeśli nie wliczać publikacji pojedynczego zdjęcia od najwyraźniej prorosyjskiego dziennikarza francusko-amerykańskiego, bez podania miejsca, daty i okoliczności.
Istnienie ugrupowań neonazistowskich po stronie ukraińskiej jest okolicznością istotną, której Redakcja „Rosyjskiej V kolumny w Polsce” nigdy nie zaprzeczała. Nie zajmowaliśmy się tym dotychczas i nie widzimy powodu za to przepraszać – to nie jest nasz temat, po prostu: zajmujemy się demaskowaniem propagandy prorosyjskiej, w tym antyukraińskiej w Polsce, a nie PR-em batalionu Ajdar z Ukrainy. Pisanie o neonazistach na Ukrainie nie musi być propagandą, ale prezentowanie tego w tonie sensacyjnym bez zachowania proporcji – propagandą jest. Mamy bardzo duże pretensje do Maciejczuka za to, jak bardzo utrudnił wyjaśnienie tej sprawy i jak bardzo dał pożywkę dla propagandy naszych wspólnych (mamy nadzieję) przeciwników. Przy okazji Maciejczuk utrudnił oczyszczenie Ukrainy z brunatnej zarazy która, jak wszędzie, gdzieś na Ukrainie się czai i stanowi zagrożenie. Oczywiście mamy też pretensje do tych na Ukrainie, którzy tolerują działalność takiego kompromitującego towarzystwa, ale ten post jest o manipulacjach Maciejczuka.
A najbardziej zastanawiające jest to, że Maciejczuk swoje rewelacje opublikował nie w styczniu, kiedy to rzekomo był świadkiem obecności „Dirlewangerowców” w Szczastiu, lecz dwa miesiące później i to właśnie w dniu, w którym władze ukraińskie ogłosiły postanowienie o rozwiązaniu / przemianowaniu batalionu Ajdar, wokół którego toczy się na Ukrainie bardzo skomplikowana rozgrywka polityczna, której nie będziemy tutaj roztrząsać. Zastanawiające jest też, że dzieje się to właśnie w czasie, kiedy Werhowna Rada dała się namówić ugrupowaniu mocno podejrzanego populistycznego deputowanego Oleha Liaszki na uczczenie minutą ciszy Romana Szuchewycza, współodpowiedzialnego za rzeź wołyńską. Polski czytelnik przeżył tydzień pod hasłem „Ukraińcy plują nam w twarz”. Było jeszcze kilka podobnych zdarzeń. Tą zbieżność czasową można interpretować jako dobrze skoordynowaną akcję obrzydzania Ukrainy, kierowaną zwłaszcza do tych w Polsce, którzy dotychczas Ukrainę wspierali.
Miesiąc temu jeszcze chcieliśmy wierzyć, że Maciejczuk to narwany co prawda, ale jednak szczerze zaangażowany chłopak o złotym sercu i ADHD. Teraz jednak uważamy, że jest skompromitowany, a nawet podejrzany i najlepiej byłoby, by odsunął się od sprawy Ukrainy, która tego młodego człowieka w najlepszym razie przerosła. Może jest Maciejczuk szczery, ale narobił sporych szkód dla sprawy, której jakoby służy. Czasem w polityce tak jest, że ktoś chce dobrze, a wychodzi źle. A na wojnie to już w ogóle.
I to i tak jest najbardziej korzystna dla Maciejczuka wersja wydarzeń spośród interpretacji, nad którymi się zastanawiamy.
A kto twierdzi, że redakcja "Rosyjskiej V kolumny w Polsce" kryje nazistów – jest tak nieuczciwy, jak Mateusz Piskorski przestrzegający przed antysemityzmem na Ukrainie.
Українська версія:
https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=24479...