Proszę, wykażcie mi, gdzie popełniam logiczny błąd w rozumowaniu: miasto określa dany teren jako przeznaczony pod zabudowę jednorodzinną ---> ludzie kupują tam działki ---> dostają, także od miasta, pozwolenie na budowę ---> oczekują przyzwoitej infrastruktury, np. instalacji odprowadzającej należycie wody opadowe. A kiedy miasto, które jednoznacznie na każdym kroku dawało do zrozumienia, że JEST to teren nadający się do zamieszkania, teraz, w przypadku problemów, tych problemów nie rozwiązuje.