Marek Woźniak
·
Rosja w Polsce jest wszechobecna.
Rosja w Polsce ma się dobrze. Nie w sensie formalnym, dyplomatycznym czy gospodarczym, lecz w wymiarze znacznie głębszym i groźniejszym, w sferze wpływu na sposób myślenia, postrzegania rzeczywistości, interpretowania faktów oraz ocen moralnych. Jej obecność nie manifestuje się dziś przez wojska stojące na granicach ani przez oficjalne deklaracje polityczne, lecz przez stopniową, konsekwentną infiltrację przestrzeni informacyjnej i społecznej. To właśnie tam rozgrywa się współczesna wojna, której celem nie jest zajęcie terytorium, lecz przejęcie umysłów. Mechanizm tego oddziaływania jest subtelny, długofalowy i niezwykle skuteczny. Nie polega na przekonywaniu do Rosji wprost, lecz na systematycznym osłabianiu wszystkiego, co mogłoby stanowić dla niej realne zagrożenie. Uderza więc w spójność społeczną, zaufanie do instytucji, zdolność do racjonalnej debaty, autorytet prawa, sens wspólnoty oraz w samą ideę państwa jako dobra wspólnego. Zamiast tego promuje chaos, emocję, gniew, podejrzliwość i permanentny konflikt. Społeczeństwo poddane takiej presji przestaje analizować rzeczywistość, a zaczyna na nią reagować odruchowo, impulsywnie, często agresywnie. To dokładnie ten stan, którego potrzebuje zewnętrzny gracz, aby sterować procesami politycznymi bez formalnego sprawowania władzy. W takim stanie szczególnie łatwo rodzi się agresywny, faszyzujący sposób myślenia, często podszyty hasłami patriotyzmu, suwerenności i obrony tzw. "prawdziwej Polski". To patriotyzm krzyku, nie odpowiedzialności, patriotyzm pokazywania pięści, nie rozumu. Społeczeństwo coraz mniej przypomina wspólnotę obywateli, a coraz bardziej zbiorowość wytresowaną do reagowania na bodźce. Człowiek pozostaje biologicznie obecny, lecz jego autonomia poznawcza ulega stopniowej erozji. Znika empatia, zanika refleksja, a emocja staje się jedyną formą uczestnictwa w życiu publicznym.
Na takim gruncie pojawiają się postacie i środowiska polityczne, które nie tylko nie przeciwdziałają temu procesowi, ale wręcz go wzmacniają. W polskiej przestrzeni publicznej szczególną rolę odgrywa tu nurt skupiony wokół Grzegorza Brauna i jego zwolenników. Brauniści nie kryją swojej fascynacji Rosją jako mitycznym bastionem tradycji, porządku i antyzachodniej siły. Ich przekaz jest jawnie antyunijny, antyliberalny i antydemokratyczny, a jednocześnie zaskakująco zbieżny z rosyjską narracją strategiczną. Nie jest to już nawet subtelna gra wpływu, lecz otwarte ideologiczne pokrewieństwo, w którym Kreml jawi się jako naturalny punkt odniesienia, a Polska jest neuronem Rosji.
Nie inny sposób myślenia ma Konfederacja. Niezależnie od formalnych deklaracji, jej przekaz systematycznie podważa sens obecności Polski w Unii Europejskiej, relatywizuje zagrożenie rosyjskie i wzmacnia izolacjonistyczne nastroje społeczne. To dokładnie ten efekt, na którym Rosji zależy najbardziej. Scenariusz, w którym Polska jest słaba, skłócona z sojusznikami, zamknięta w micie własnej wyjątkowości i rzekomej oblężonej twierdzy w tym kontekście to Polska idealna dla Moskwy. Dlatego w tym sensie, Konfederacja wpisuje się w logikę wojny informacyjnej (media społecznościowe, wypowiedzi, manifestacje), niezależnie od tego, czy jej liderzy postrzegają siebie jako jej uczestników, czy jedynie beneficjentów politycznego chaosu.
Nie sposób mi pominąć także Prawa i Sprawiedliwości, które w 2015 roku doszło do władzy w warunkach sprzyjających zewnętrznej ingerencji informacyjnej i społecznej manipulacji, a faktycznie przy udzielę rosyjskich służb. Lata ich rządów przyniosły systematyczną erozję instytucji państwa prawa, podporządkowanie mediów publicznych propagandzie, dewastację systemu sądownictwa i brutalną polaryzację społeczną. Wszystkie te procesy, niezależnie od intencji ich autorów, obiektywnie osłabiały państwo polskie i czyniły je bardziej podatnym na wpływy zewnętrzne. Państwo skłócone wewnętrznie, pozbawione zaufania obywateli i oparte na logice „my kontra oni” jest państwem idealnym z punktu widzenia rosyjskiej strategii.
Kontrowersje budzi z oczywistych względów postać Nawrockiego, który przez wielu postrzegany jest nie jako niezależny reprezentant interesu państwa, lecz jako polityczny produkt określonego środowiska i określonej narracji. Jego publiczne wypowiedzi, gesty i wybory symboliczne budują obraz człowieka osadzonego w świecie agresywnej tożsamościowej polityki, bliskiej rosyjskiemu rozumieniu władzy, siły i pogardy wobec dialogu. Jego fascynacja Donaldem Trumpem, postacią wielokrotnie postrzeganą jako użyteczny element rosyjskiej gry destabilizacyjnej wobec Zachodu, dodatkowo wzmacnia nie tylko w naszym kraju te obawy, ale na wśród partnerów Polski na całym świecie. Nie chodzi tu o dowody procesowe, lecz o analizę wzorców, zależności i zbieżności narracyjnych.
Całość tego obrazu składa się na pytanie znacznie poważniejsze niż personalne spory czy partyjne konflikty. Jest to pytanie o realną podmiotowość państwa polskiego. Czy decyzje podejmowane na najwyższych szczeblach władzy wynikają z chłodnej analizy interesu narodowego, czy raczej z emocjonalnej gry, w której Polska staje się polem kremlowskiej strategii? Czy immunitety, bezkarność i instytucjonalna ochrona nie służą dziś bardziej zabezpieczaniu władzy niż odpowiedzialności przed obywatelami? O ile mi nie można napluć politycznemu zdrajcy w twarz o tyle on ma do tego "prawo". To on je stanowi, a ja mam tylko się temu podporządkowywać.
Historia Polski pokazuje, że Rosja zawsze obawiała się jednego, ludzi wykształconych, samodzielnie myślących i zdolnych do krytycznej refleksji. Katyń nie był dziełem przypadku, lecz logicznym elementem strategii podporządkowania społeczeństwa polskiego przez Związek Radziecki. Eliminacja inteligencji miała pozbawić naród zdolności do samostanowienia. Dziś nie trzeba mordować elit wystarczy je ośmieszyć, zdeprecjonować i zastąpić krzykiem tłumu. Mechanizm pozostał ten sam, zmieniły się jedynie narzędzia. Związek Radziecki zmienił tylko nazwę, ale nadal to ten sam twór, tak jak Porozumienie Centrum zmieniło się na Prawo i Sprawiedliwość, czy Solidarna Polska na Suwerenna Polska. Zmieniają się nazwy, ale reguły, mechanizmy, narzędzia i ludzie pozostają ci sami.
Wojna w Ukrainie obnażyła ten konflikt w całej ostrości. Gdy rosyjska agresja stała się faktem, to nie władza, lecz społeczeństwo pierwsze ruszyło z pomocą. Miliony Polaków wykazały się solidarnością, empatią i odpowiedzialnością. Był to autentyczny patriotyzm bez haseł i bez przemocy. Dopiero później państwo, pod presją nastrojów społecznych, włączyło się w działania systemowe. Dlatego dzisiejsze próby podważania sensu tej pomocy, domagania się wdzięczności czy eskalowania historycznych sporów w czasie trwającej wojny należy postrzegać jako element destabilizacji, a nie troski o interes narodowy.
Prawdziwy patriotyzm nie potrzebuje haseł ani demonstracji siły. Nie krzyczy na ulicach, nie bije pięścią, nie szuka wroga w każdym, kto myśli inaczej. Patriotyzm buduje państwo poprzez wiedzę, pracę, prawo, rozwój gospodarczy i mądrą współpracę międzynarodową. Silna Polska to Polska zakorzeniona w strukturach europejskich, zdolna do dialogu, ale i do obrony swoich interesów. To Polska przewidywalna, stabilna i szanowana. I właśnie takiej Polski Rosja obawia się najbardziej. Dlatego od lat podejmowane są próby podpalenia naszego społeczeństwa od środka. Próby te nie zawsze są spektakularne, ale są konsekwentne. I niestety, częściowo się powiodły. Pozostaje więc pytanie, którego nie da się już dłużej ignorować, czy Polska w pełni decyduje dziś o sobie, czy też coraz częściej reaguje na procesy sterowane z Moskwy, poprzez emocję, strach i dezinformację? Odpowiedź na to pytanie leży w świadomości społeczeństwa, w jego zdolności do myślenia, rozróżniania interesu narodowego od manipulacji oraz w odwadze stawiania pytań, nawet jeśli są one niewygodne.
Wolność nie znika dziś pod przymusem, lecz pod naporem hipnotycznej, kłamliwej i celowo zmanipulowanej informacji. Media prawicowo-partyjne, takie jak TV Republika czy cyfrowe zaplecze w postaci algorytmicznego Tik-Toka, nie informują one tresują. Produkują emocję zamiast faktu, strach zamiast analizy i nienawiść zamiast myślenia. To dokładnie ten model przekazu, na którym od dekad opiera się rosyjska propaganda. Dlatego wolność myślenia, niezależność od medialnej hipnozy i zdolność do krytycznej refleksji zawsze były i pozostają największym wrogiem Kremla.
W tym miejscu pojawia się w moim przekonaniu kwestia fundamentalna dla każdego państwa, które chce nazywać się państwem prawa, dotyczy to odpowiedzialności za słowo. Osobiście uważam, że kłamstwo polityczne na użytek parti lub polityka, które nie jest zwykłą opinią, a wypowiedziane świadomie, z premedytacją i w celu wprowadzenia społeczeństwa w błąd powinno podlegać odpowiedzialności karnej. Kłamstwo polityczne przestaje być elementem debaty, a staje się narzędziem destabilizacji państwa. Demokracja nie polega na prawie do dowolnego kłamstwa, lecz na odpowiedzialności za wpływ, jaki wywiera się na obywateli. Bez tej zasady wolność słowa degeneruje się w wolność manipulacji.
Państwo, które toleruje kłamstwo polityczne w imię sondaży i strachu przed wyborcami, przestaje być państwem prawa. Łatwiej burzyć pomniki niż przeciąć realne źródła destrukcji, które niszczą polskie społeczeństwo, polską wspólnotę i polską przyszłość. Dlatego trzeba to powiedzieć wprost: Rosja w Polsce ma się coraz lepiej – nie dlatego, że jest silna, lecz dlatego, że zbyt wielu boi się ją nazwać i zbyt wielu pozwala jej działać.
Jestem człowiekiem wolnym, ponieważ staram się myśleć samodzielnie. Nie poddaję się propagandzie żadnych mediów, w dużej mierze dlatego, że ich nie oglądam i nie słucham, a jeśli już sięgam po informacje, robię to z dystansem i nieufnością. Nauczyłem się budować własny sposób rozumienia świata, nieoparty na emocjonalnym przekazie, lecz na analizie, porównywaniu faktów i świadomym odrzucaniu informacyjnej hipnozy. I właśnie dlatego coraz częściej zadaję sobie pytanie, które powinno niepokoić każdego odpowiedzialnego obywatela, a brzmi ono: skoro rosyjskie wpływy są w Polsce tak głęboko zakorzenione, skoro nawet politycy strony antyprawicowej czasem to przyznają, to dlaczego nie usuwa się realnych źródeł tego problemu? Dlaczego pozwala się funkcjonować mediom prorosyjskim, organizacjom i środowiskom, a nawet partiom, których przekaz uderza w interes państwa, skoro zakazy takiej działalności są zapisane choćby w Konstytucji?
Odpowiedź jak mi przychodzi na myśl to strach, kalkulacja polityczna, obawa przed reakcją elektoratu i przed społecznym niezadowoleniem. To po co mi taki polityk, który bardziej niż bezpieczeństwo Polski dostrzega własną korzyść. I znowu rodzi się kolejne pytanie znacznie poważniejsze: czy rzeczywiście jesteśmy państwem prawa, a jeśli tak, to czyjego prawa polskiego czy rosyjskiego? Łatwiej jest burzyć pomniki i symbole niż zmierzyć się z tym, co realnie niszczy polskie społeczeństwo, polską wspólnotę i polską przyszłość. A skoro tak, trzeba to powiedzieć wprost: Rosja w Polsce nie tylko ma się dobrze, Rosja w Polsce ma się coraz lepiej.
MW
Post edytowany