Nawet jeśli dane, które dopiero zaczną spływać ze szkół do MEN, pokażą, że z edukacji zdrowotnej zrezygnowała większość uczniów, to ten przedmiot wcale nie jest skazany na porażkę. Wiele będzie zależeć od nauczycieli i tego, jak będą prowadzić te lekcje. W większości szkół, do których dzwoniłem, nowego przedmiotu uczą doświadczeni nauczyciele, głównie biologii i dawnego wychowania do życia w rodzinie.
— U nas na początku roku szkolnego mieliśmy sporo rezygnacji. A potem niektórzy rodzice wracali i mówili, że chcą znów zapisać swoje dzieci na edukację zdrowotną. Bo rozeszła się fama, że nauczycielki ciekawie to prowadzą, że lekcje są fajne i uczniowie, którzy na nie nie chodzili, chcieli sami się przekonać, jak to wygląda — mówi Izabela Piaskowska, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 1 w Orzyszu.
Takich powrotów na razie nie doświadczył Radosław Kondraciuk. Ale on też jest przekonany, że jeśli te lekcje będą ciekawie prowadzone, to zainteresowanie edukacją zdrowotną z czasem będzie rosło. — Czasem o tym, że dziecko wypisało się z edukacji zdrowotnej, decydują banalne powody. Matka jednego z uczniów powiedziała mi, że jej syn chciał chodzić na te lekcje, ale wszyscy chłopcy z jego klasy się wypisali, więc nie chciał być wyjątkiem. Jak ucichnie ten cały szum i uczniowie dowiedzą się od kolegów, że te lekcje są interesujące, to nastawienie się zmieni. Nie tylko uczniów, ale też rodziców — twierdzi dyrektor podstawówki w Siematyczach.
To ona stworzyła jedną z najgłośniejszych podstaw programowych w Polsce. "Najbardziej absurdalny zarzut? Że promujemy rozwody" [WYWIAD]
Na razie nastawienie do edukacji zdrowotnej nie jest złe. Z opublikowanego dziś sondażu SW Research dla Onetu wynika, że ponad połowa Polaków (53,7 proc.) popiera wprowadzenie do szkół tego przedmiotu. Źle decyzję MEN w tej sprawie ocenia 27,1 proc. respondentów. Niemal co piąty badany (19,3 proc.) nie ma zdania na ten temat.
Sondaż pokazuje, że Polacy — mimo ostrej krytyki edukacji zdrowotnej ze strony biskupów — są raczej przychylni temu przedmiotowi. Niewiele jednak wskazuje na to, że ta przychylność przełoży się to na frekwencję na lekcjach. Szanse na to, że będzie w nich uczestniczyć ponad połowa uczniów, są raczej niewielkie.
https://www.onet.pl/styl-zycia/onetkobieta/ilu-ucz...