Amerykański „bioetyk” bez zażenowania pisze o zabijanych w wyniku aborcji dzieciach jako o potencjalnie „użytecznym źródle” narządów dla dorosłych. Uważa też, że rynek tkanek i narządów płodowych powinien być legalny. Nie trzeba chyba zaznaczać, jak wpłynęłoby to na liczbę aborcji. Z pewnością pojawiłoby się też zjawisko zachodzenia w ciążę tylko i wyłącznie po to, żeby zabić dziecko (sprzedając przy tym jego organy). Za chwilę wrócimy do skutków takich działań, ale najpierw jeszcze fragment ze wspomnianego artykułu:
„Uderzającą zaletą legalnego handlu narządami płodowymi, w przeciwieństwie do narządów dorosłych, jest to, że może on zapewnić wszystkie korzyści, których pragną zwolennicy bez powodowania szkód związanych z wyzyskiem, których obawiają się przeciwnicy. Taka sprzedaż może dowodzić rzadkiej transakcji gospodarczej w dziedzinie medycyny, w której można powiedzieć, że wszystkie uczestniczące strony odnoszą korzyści. Pierwszą uderzającą cechą narządów płodowych jest to, że ich podaż jest praktycznie nieograniczona. W przeciwieństwie do żywych dawców nerki, którzy muszą przejść przez życie z tylko jedną działającą nerką, kobiety w ciąży, które oddają nerki płodowi, mogą to robić wielokrotnie bez ponoszenia medycznych konsekwencji utraty narządów w wieku dorosłym. (…) Rynek narządów płodowych umożliwiłby kobietom wykorzystanie ich zdolności reprodukcyjnych dla własnej korzyści ekonomicznej. Jeśli kobieta ma fundamentalne prawo do przerwania ciąży, dlaczego nie ma prawa do korzystania z produktów tej przerwanej ciąży według własnego uznania?”
https://www.zycierodzina.pl/hodowla-sztucznych-macic-i-han...