Doniesienia z putinowskiej Polski
Wiele wskazuje na to, że Prezes Polski faktycznie chce zrealizować swój tzw. trójskok. Wiele wskazuje też na to, że tak bardzo zakałapućkał się w autokratyzowaniu polskiego ustroju, że mu się to nie uda. No bo popatrzmy.
Najpierw przypomnę: tzw. trójskok to miał być kolejny partyjny Wielki Plan. Spokojnie, nie chodzi o żaden potężny projekt odbudowy Polski, tylko o wygranie wyborów. Otóż Prezes uświadomił sobie, że przy obecnej dynamice wypadków Partia prawdopodobnie nie wygrałaby wyborów w 2023 roku. Tak, wiem, to brzmi jak wishful thinking, albo kolejna okładka Newsweeka. Tyle że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że jeśli Partia czegoś radykalnie nie zmieni, to do regulaminowych wyborów będzie jej bardzo, bardzo trudno zachować poparcie gwarantujące trzecią kadencję. Dlatego Prezes i jego akolici usiedli na Nowogrodzkiej i przeanalizowali jak ten problem rozwiązać. I wyszło im, że Partia musi zrobić dokładnie trzy rzeczy (stąd trójskok), a potem zorganizować przedterminowe wybory. Po pierwsze: uwalić Banasia, którego wydana Partii wojna zmieniła charakter z pozycyjnej na totalną. Po drugie: uwalić, zniszczyć, ograniczyć lub - idealnie - przejąć TVN, który jest jedyną dużą i niezależną od Partii telewizją (Polsat po cichu przejęto już dawno) i jako taka dostarcza rzetelnej informacji milionom Polaków. No i po trzecie: przepchnąć przez Sejm przynajmniej część Polskiego Ładu, nałożyć nowe podatki na "bogaczy" i rozdać trochę ulg innym. I wtedy zrobić wybory. Ploteczki niosły, że suweren miał zobaczyć te ulgi na rozliczeniu podatkowym w kwietniu, a potem pójść do urny i zagłosować jak trzeba. Ponieważ stawką mają być wybory i utrzymanie się przy korycie, Prezes wydał rzekomo rozkaz zrealizowania tych trzech skoków bez patrzenia na koszty.
Dygresja: Zamknijcie na chwilę oczy i wyobraźcie sobie Polskę, w której rządząca kasta angażuje tyle energii w jakieś rzeczywiste działania na rzecz państwa. Not bad, right?
No to teraz popatrzmy jak Prezesowi idzie realizacja tego planu. Zacznijmy od punktu, który ma na ten moment największe szanse na realizację, czyli na uwalenia Banasia. Póki co - podkreślam to - Partia z Banasiem nic nie robi. Tzn. prześladuje mu rodzinę, stawia wyssane z palca zarzuty i wali w niego w mediach, ale tak bardzo przywykliśmy do barbaryzacji naszej polityki, że takie działania stały się dla nas przezroczyste. Nie mniej jednak, Banaś ma chwilowo spokój, choć na horyzoncie ciągle majaczy perspektywa "rozpatrzenia" przez Trybunał Przyłębskiej konstytucyjności ustawy o NIK. "Rozpatrzenie" oraz "wyrok", który może np. odebrać szefowi NIK immunitet tylko na podstawie postawionych mu zarzutów karnych, a nie - jak to jest dzisiaj - prawomocnego wyroku skazującego.
Krótko mówiąc: ten punkt jest do zrealizowania, choć chwilowo nie jest realizowany.
Gorzej robi się za to w okolicy #lexTVN. Jak pamiętamy Partii ledwo co udało się przepchnąć projekt przez Sejm. Nie obyło się bez łamania regulaminu rękami Marszałek Reasumpcji oraz bezwstydnego i otwartego korumpowania sejmowego planktonu typu posłowie Kukiz i Sachajko. Problem Partii polega na tym, że ustawa niemal na pewno zostanie odrzucona przez Senat i wróci do Sejmu. No i wcale nie jest takie pewne, że się Partii drugi raz uda wygrać głosowanie. Dlatego już dwa razy wysłano przed publikę Adriana, który dwukrotnie wyraźnie zasugerował, że może ustawę zawetować. Oczywiście, jak chcecie, to możecie wierzyć, że Adrian nagle dostrzegł wartość wolności słowa i wolnych mediów. Ale zgodzimy się chyba, że znacznie bardziej prawdopodobny jest jeden z dwóch scenariuszy:
a) Wbrew kalkulacjom Prezesa, Amerykanie nie odpuszczą #lexTVN i konsekwencje jej uchwalenia mogą być dla Polskie dewastujące
b) Partii może brakować głosów do ponownego przepchnięcia jej przez Sejm, więc adrianowa zapowiedź weta uratuje Partię przed wizerunkową porażką
c) Wszystkie odpowiedzi są poprawne.
Zakładając, że zniszczenie TVN-u jednak się nie uda, warto odpowiedzieć sobie na pytanie: czemu? Według mnie Partia po prostu staje się ofiarą swojej własnej rewolucji. Na przykład sejmową większość straciła na własne życzenie. Nikt Partii nie kazał bezmyślnie brnąć w zeszłoroczne wybory kopertowe (to te co Sasin wiadomo co). Jak już się nie udały, to nikt nie kazał Partii bezwzględnie mścić się na Gowinie. W ogóle nikt nie kazał się Prezesowi z Gowinem kłócić, a tym bardziej wyrzucać go z koalicji. Stało się to, bo Prezes jest intelektualnie niezdolny do rozwiązywania jakichkolwiek problemów inaczej niż pałką po głowie. Również na własne życzenie Partia skłóciła nas z USA. I choć Amerykanów szantażowano (np. zakupem Abramsów), to wiele wskazuje na to, że nieźle się na Nowogrodzkiej przeliczyli i teraz mają ciepło w spodniach, bo kogo jak kogo, ale Amerykanów to oni się boją.
Krótko mówiąc: projekt #lexTVN jest co najmniej niepewny. Albo się nie uda i Partia wycofa się rakiem. Albo się uda i czekają nas konsekwencje, których nie uda się wytłumaczyć suwerenowi.
No i Polski Ład. Przyznam się Wam, że nie wiem co oni na tej Nowogrodzkiej mieli w głowach. Przecież gros Polskiego Ładu ma być finansowane z unijnych środków na pocovidową odbudowę i to wiadomo od dawna. A mimo to Partia jedną ręką wysyła do UE projekt PŁ z prośbą o klepnięcie finansowania, a z drugiej... och, ileż rzeczy jest z drugiej strony! By przypomnieć tylko najważniejsze: Partia nic nie zrobiła z unijnymi zastrzeżeniami dotyczącymi transparentności wydatkowania funduszy, olała unijne zastrzeżenia dotyczące ograniczania finansowania samorządów, używając marionetkowego Trybunału Przyłębskiej dwukrotnie de facto wyjęła Polskę poza unijny porządek prawny, zgłosiła rękami premiera do TP wniosek o rozpatrzenia wyższości prawa unijnego nad polskim (rozprawa pod koniec sierpnia, ale może być znowu przełożona), wypuściła Ziobrę (przypomnę: wicepremiera) na harce po mediach, pozwalając mu zapowiadać polexit, rozważa wypowiedzenie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka... itd., itp.
Krótko mówiąc: gdzieś tak w marcu Partia wydała otwartą wojnę Unii Europejskiej, jednocześnie prosząc tę Unię o pieniążki na pozbawione kontroli finansowanie swojego reżimu. I teraz są zdziwieni, gdy okazuje się, że pierwsze wypłaty mogą się pojawić dopiero w przyszłym roku, jeśli w ogóle. A to stawia pod wielkim znakiem zapytania cały Polski Ład oraz jego sens w kontekście wiosennych wyborów. Dodajmy do tego taki sam jak w przypadku #lexTVN problem z sejmową większością (bardzo ciekawi mnie czy za podwyższeniem podatków zagłosują chłopcy wolnorynkowcy z Konfederacji) i mamy sytuację, w której sztandarowy projekt Partii zaczyna wyglądać jak kula u nogi. A wystarczyło normalnie rozmawiać z Unią, całą tę wojnę o TSUE i ETPCz przełożyć na przyszły rok, schować na parę miesięcy Ziobrę, utransparentnić sposób wydawania pieniędzy. Dało się. Ale to tego trzeba być na nieco wyższym poziomie cywilizacyjnym, a tego Partia nie umie.
Podsumujmy.
Z trzech etapów trójskoku dwa stoją pod wielkim znakiem zapytania, a jeden jest chwilowo zawieszony. We wszystkich trzech wypadkach Partia sama wygenerowała sobie problem. We wszystkich trzech jest to bezpośrednia konsekwencja działań Prezesa, który ma niezwykle wysokie mniemanie o swoim intelekcie i wydaje mu się, że nad wszystkim panuje. W rzeczywistości dzieje się to, o czym mądrzy ludzie mówili przed 2015 rokiem. Partia tak bardzo wkręca się w demontaż systemu demokratycznego, tak bardzo brutalizuje całe zarządzanie państwem i tak bardzo wynosi korupcję polityczną do rangi cnoty, że w pewnym momencie traci nad tym wszystkim kontrolę.
Nie mówię, że to początek końca, bo nie pracuję w Newsweeku. Ale myślę, że można przyjąć tezę Rafała Kalukina z ostatniej Polityki, że Partia weszła już w etap schyłkowy. Ile będzie trwał, tego nie wiadomo. Ale nie widać co mogłoby się stać, by ten trend się odwrócił.
I dobrze.
PS. Sorry za wyjątkową marną photoshopkę, ale mam mało czasu i mało kawy.
Post edytowany