Marcin Jachimiak
Wieści z frontu - Poniedziałek.
Właściwa runda I walki z epidemią.
Poniedziałek jak zwykle przyniósł nam dreszczyk emocji, zazwyczaj padał net od Pomarańczki co kończyło się kłótniami z pacjentami, no bo ,,jak to bez komputera nie można zarejestrować, wystawić L4 czy recepty", ale wiecie mamy epidemie więc to by było za mało.
W weekend konsultanci krajowi różnej maści oraz wiele organizacji zawodowych wydało wyraźne wytyczne mówiące o tym by maksymalnie ograniczyć ilość pacjentów w placówkach medycznych, wszelkie możliwe wizyty realizować w ramach Teleporady, przesunąć szczepienia conajmniej o 2 tygodnie, odwołać bilanse, kwalifikacje lekarzy medycyny sportowej, medycyny pracy, wizyty u specjalistów, a materiał do laboratorium pobierać włącznie na Cito , w sytuacjach w których wyniki są absolutnie niezbędne do dalszego leczenia, dawkowania leków. Wszyscy pozostali, planowi, rutynowi , mają siedzieć w domu. E- receptę i L4 w większości przypadków da się wystawić na podstawie wywiadu. Oczywiście jeśli to niemożliwe i konieczne wtedy dopiero pacjent może przyjść do placówki medycznej.
Właściwy cyrk zaczęliśmy w osłabionym składzie. Na codzień przyzwyczailiśmy się do tego, że absolutnie każda placówka ma braki na poziomie 20-30% do kadry minimalnej i to wszystko trzyma się na naszej zgodzie na pracę w zmniejszonej obstawie personelu i dla tego , że średnio zasuwamy 2 etaty, a w pracy wykonujemy obowiązki 4 innych zawodów. Jednak ten poniedziałek przyniósł nam kolejne osłabienia kadrowe. Zgodnie ze specustawą każdy kto ma dziecko poniżej 8 roku życia mógł wziąć urlop wychowawczy na 2 tygodnie, no i kto mógł ten brał. W przypadku mojej placówki prawie połowa kadry.
Oczywiście nikt nie ma do nich pretensji i nie chodzi tylko o to, że nie mieli z kim zostawić dzieci.
Decydując się na taki zawody każdy z nas liczył się z pewnym wkalkulowanym w nie ryzykiem , ryzykiem utraty własnego zdrowia i życia (o tym jak to wygląda opowiadałem nie raz) , ale nikt nie zmusi rozsądnego człowieka do ryzykowania zdrowia i życia własnej rodziny, własnych dzieci, własnych rodziców.
Jak nazwalibyśmy strażaka który wbiega do płonącego budynku by ratować uwięzionych tam ludzi? Bohaterem? Jak mówili byśmy o nim gdyby wbiegł tam bez stroju ochronnego? A co gdyby wbiegł w płomienie z własnym dzieckiem na plecach wpychając do budynku przerażoną żonę ? No tu już mielibyśmy conajmniej wątpliwości, a spodziewał im się raczej potępienia i linczu. Jak on mógł ryzykować życie niewinnych osób, a tym bardziej dziecka?
Czemu więc wymagacie od nas byśmy poświęcali nie tylko swoje zdrowie i życie, ale też zdrowie i życie własnych rodzin?
Główny Inspektor Sanitary wysłał nam piękny elaborat o tym, że powinniśmy mieć faruchy jednorazowe, maski z filtrem, google i przyłbice do każdego pacjenta z podejrzeniem Wirusa (ponieważ od 4 dni wedle WHO jesteśmy krajem transmisji, każdy pacjent jest potencjalnie zakaźny, niezależnie czy wrócił z Chin, Włoch czy siedział na tyłku w Polsce).
Kolejne dane mówią o tym iż w samych Włoszech zachorowało 700 medyków pomimo zastosowania wszelkich środków ochrony wysokiej klasy. Zmarło minimum 30 z nich to wynika z praw statystyki.
U nas poza szpitalami zakaźnymi ze świecą można szukać placówek dysponujących takim sprzętem, bo nie jest on na codzień potrzeby ,albo tak rzadko używany, że są go nieznaczenie ilości.
Większość tych rzeczy sprowadzamy z Niemiec bądź z Azji czyli z miejsc gdzie z powodu epidemii ograniczono eksport i tak drodzy państwo zostaliśmy bardzo często z pięknymi wytycznymi GISu i 2 maskami chirurgicznymi i 2 fartuchami na cały oddział.
Nasi pracodawcy dwoją się i troją by cokolwiek nam kupić, zamiast środków do dezynfekcji zdarza się , że myjemy powierzchnię środkami do ochrony roślin, tylko nieliczni , którzy pomyśleli odrobinę wczesniej mogą liczyć na absolutnie podstawowy zestaw który i tak nie kompletny widzicie na zdjęciu powyżej (1 zestaw 1 pacjent, nie mam googli i maski z filtrem bo z cudem graniczy ich zakup...mój pracodawca się mocno postarał, ale i tak wydarł z magazynów jedynie kilka kartonów).
Nie dziwię się więc moim kolegom i koleżankom że z obawy o zdrowie i życie własnej rodziny nie chcą przychodzić do pracy, w pełni to rozumiem, tak jak będę rozumiał dalsze branie urlopów i L4.
Nie mam jeszcze dzieci, rodzice 130 km odemnie, dziakdów nie mam, jedyną osobą której zdrowie ryzykuje jest moja żona, też pielęgniarka.
Poza zdziesiątkowaną kadrą nastał nas też chaos informacyjny. Cóż z tego że są obowiązujące nas wytyczne skoro GIS nie wydał zarządzenia, a NFZ nie zgadza się na wstrzymanie/odwoływanie wizyt.
Co chwila nowy mail, z nowymi wytycznymi, procedura pisana na kolanie nieaktualna za kilka minut , a na środku tego bajzlu my robiący z siebie idiotów przed pacjentami i nie mogący im udzielić żadnych informacji.
Jedna palcówka pobiera, inna nie, w jednym szpitalu są odwiedziny, w innym nie, w jednym personel się ubiera , w drugim nie, jeden lekarzach chce szczepić inny nie. Jedno towarzystwo i konsultant pisze takie rozporządzenie, następny inne.
Za kilka miesięcy prokurator zapomni jak wyglądał mój poniedziałek, nie zapyta, tylko będzie wymagał podstawy prawnej mojego zachowania. Skąd ja mogę wiedzieć czy pacjent którego zaszczepie nie jest w okresie inkubacji Coronawirusa? Co jeśli umrze? Co jeśli umrze z innego powodu, a prokurator znajdzie w dokumentacji , że danego dnia był u mnie i postanowi zrobić ze mnie kozła ofiarnego, bo zrobiłem coś o godzinie 11 wedle procedur z godziny 10, a o 10.50 weszły nowe?
Protezowanie systemu w przedeniu tragedii....
Ale k*rwa wołaliśmy, apelowaliśmy, protestowaliśmy, by to naprawić, by reformować....to dla rządu i społeczeństwa byliśmy bandą c*p i ch*jów, bez serca żądających tylko kasy.
Póki co w karetkach, przychodniach i szpitalach walczymy z pojedynczymi przypadkami i podejrzeniami koronawirusa, pojedynczymi w skali placówek, w skali kraju liczonymi w dziesiątki tysięcy.
W jednym szpitalu pacjenci siedzą w izolatce, aż do otrzymania wyniku, a i tak później mają zleconą kwarantannę, w innym po pobraniu wymazu są puszczani do domu, idą na przystanek i jadą autobusem...wynik za 2 dni, telefonicznie. Zresztą o czym my mówimy jeśli badania pobiera się tylko osobom które mają objawy, są w stanie średnim/ciężkim i wrócili z Włoch/Chin conajmniej 14 dni temu oraz tym którzy mieli na pewno kontakt z osobą której testy wyszły dodatnie. A gdzie inne kontakty? Co z osobami które wróciły 13 dni temu? Okres inkubacji wedle aktualnej wiedzy medycznej (raport z 8 marca) to nie 2 tyg, a w 95 % 3-7 dni, zdarzały się również takie ponad 20....czyli nie robimy testu bo nie było 14 dni, nie robimy testów bo nie ma objawów (70% zakarzeń jest skąpo objawowych), ogólnie nie robimy testów?
Ludzie z Corona chodzą po ulicach, chodzą do pracy , przychodza do przychodni i na pewno część z nich właśnie w tej chwili umiera w zaciszu Oddziału Intensywnej Terapii, na Sorze czy w Karetce mając w karcie zgonu napisane magiczne sformułowanie: niewydolność krążeniowo-oddechowa.
Jaja i kpiny to mało powiedziane.
Właściwa wojna rozpocznie się dopiero za kilka tygodni ...
My jeszcze nie gotowi, a Wy?