Wczoraj wieczorem byłam w kinie.
Jak na prawdziwą ŚWINIĘ przystało, byłam na Zielonej Granicy.
Kino pełne, ludzie kupowali bilety na najmniej komfortowe miejsca a potem siedzieli nawet na schodkach.
Uzbrojona w dwie paczki chusteczek i nastawiona na rozwałkę w głowie i sercu, słysząc jak mocny obraz zobaczę, poszłam z dusza na ramieniu i trochę w formie protestu.
Poszłam by móc się wypowiadać, by móc chwalić lub ganić. Poszłam by zrozumieć tą narrację i móc ocenić nie tylko sam film, ale i tych którzy o tym filmie mówią tak wiele.
Film długi, Czarno biały iiii no właśnie...
W nim Historia rodziny, konkretnej rodziny uchodzczej oraz polskiej mieszkającej tuż obok pola, a raczej lasu, walki.
Jeszcze przed samym wejściem na salę, napotkani znajomi mówili o jego sile, mocnym przekazie i okrucieństwie.
Więc słysząc i widząc ten strach po stronie zwolenników dzisiejszej władzy, widząc i czytając o atakach na twórców i wspierających go, czekałam na wstrząsające doświadczenie.
Co zobaczyłam w kinie, zapyta ktoś kto filmu nie widział.
Ano NIC
Tak, nic czego bym nie wiedziała, nie widziała, nie słyszała, nie wyobrażała sobie.
Nic, o czym nie było mowy w mediach.
Nic z czego myślący człowiek, nie zdawał sobie sprawy.
Nic odkrywczego.
Ten film nie jest bardziej drastyczny i bardziej działający na wyobraźnię niż to, czego byłam świadkiem gdy z grupą znajomych organizowałam pomoc na Polsko Bialoruską granicę.
Pamiętam gdy po raz pierwszy rozmawiałam z człowiekiem, który w przygranicznych lasach koordynował patryzantką spędzającą każdą noc w lesie poszukując ludzi ukrytych w lasach, na bagnach. Pamiętam ten strach, mój strach, tu na miejscu, gdy zdałam sobie sprawę, że robimy coś co w świecie jest legalne a u nas jest łamaniem prawa wedle interpretacji tej władzy.
Pamiętam tą konspirację, tą determinację(swoją i innych), Pamiętam te relacje i listy potrzebnych rzeczy. Rzeczy niezbędnych do ratowania ludzkich żyć. Noktowizory, specjalistyczne śpiwory, ogrzewacze chemiczne, gumowce, leki, środki opatrunkowe, żywność wysoko kaloryczną. Pamiętam tamte myśli i emocje.
Oglądałam ten film spokojnie, z wzruszeniem lecz bez jakiegokolwiek wstrząsu.
Czy to coś złego?
Uważam, że nie.
Lecz wyszłam z kina z jakąś dziwną pustką w głowie i sercu. Smutkiem, ale nie będącym efektem trafienia pioruna a tej ciszy.
Ciszy i dziwnego rodzaju przestrzeni, w której jedyne co chciałabym powiedzieć to: jpdl o co ta imba? Przestańcie kurnaa udawać, że ten film odsłania jakąś ukrytą prawdę.
Do jasnej cholery, ludzie, potraficie słuchać patrzeć i czytać ze zrozumieniem? Czytacie i słuchacie w ogóle? Przecież reżyserka nie pokazała niczego o czym nie mówiłyby media. Nic o czym nie było wiadomo!
Każdy, kto ma w domu telewizor, internet, radio lub czytać potrafi, to z całą pewnością widział i wie co działo i dzieje się w tych lasach. A dziś jakby ktoś władzy napluł w oczy i to kwasem przynajmniej. Zasłaniają oczy, uszy a nawet jak ta ryba rozdymka nadymają się i wystawiają kolce. Wszystko tylko dlatego, że ktoś pokazał już znaną większości rzeczywistość.
Dziś, gdy wstał nowy dzień, nazajutrz po obejrzeniu filmu, czuję ogromne wzburzenie, ale nie z powodu drastycznych obrazów czy treści ,ktore widzialam. A z powodu tej paniki i amoku jakiego doswiadczają przeciwnicy tego dzieła, a który jest widoczny w przestrzeni publicznej i wśród sympatyków i osób członkowskich dzisiejszego obozu rządzącego.
Wracając jeszcze na chwilkę do dnia wczorajszego, na kilka godzin przed seansem, gdy znajomemu mówiłam o planach na wieczór, zaczepiły mnie dwie osoby. Mężczyzna i kobieta w wieku na oko podobnym do mojego.
Przyznali się, że są oboje funkcjonariuszami Straży Granicznej, rozmowa ta była dla mnie dużo bardziej wstrząsającą niż sam film.
Usłyszałam, że ten film to wierzchołek góry lodowej. To historia dramatyczna, lecz mimo wszystko lata świetlne oddalona od tego, jak ta rzeczywistość wyglądała naprawdę. To taka "grzeczna" ocenzurowana i przystosowana do możliwości poznawczych odbiorcy, wersja. Wersja uszyta tak, by z dużym wyczuciem pokazać problem a jednocześnie nie przekroczyć granicy zgorszenia. A może trzeba czasem naprawdę wstrząsnąć ludźmi, by jak zimny prysznic wywołać dreszcze i reakcję skulenia całego ciała?
Usłyszałam od tego duetu, jak strzelało się nagminie w powietrze, jak dowódcy chwalili wiernie wypełniających "misję" pograniczników. I jedyne co od dawna tkwiło mi w głowie, to czy rozkazy, które otrzymywali patrolujący granicę, były aż tak egzekwowane przez przełożonych, że nie było miejsca na odrobinę empatii względem osób uchodzczych?
Wiecie co Usłyszałam?
Że przecież nie było żadnych rozkazów! Nikt nikomu nie dawal żadnych konkretnych dyspozycji jak postępować z "nielegalnymi", bo tak się o nich mówiło. Nie Osoby, nie ludzie, nawet nie ciapaci a "nielegalni" jak towar z przemytu!
Ta dwójka była tam na miejscu, co robili dokładnie nie wiem, ale jasno powiedzieli, że ten film to piękny i lajtowy obraz z piekła. A to, co było ogromnym problemem, zostało tylko zasygnalizowane. Mówili o głębokiej indoktrynacji funkcjonariuszy, o upolitycznianiu, o szczuci i prowadzeniu psychologicznej gry, w której byli pionkami. W której nikt z zespołu nie miał odwagi zrobić inaczej niż reszta. Nikt się nie wyłamywał a jeden pilnował drugiego. O donosicielstwie jednych na drugich, o chwaleniu najskuteczniejszych, o misji obrony kraju i o braku jednoznacznych rozkazów. O straszeniu wojną, zagrożeniu, okropnych konsekwencjach dla kraju i ich rodzin, terroryzmie i wyjątkowości ich misji. I powtórzę, pernamentnym braku rozkazów!
Wszak za rozkazem idzie decyzja i odpowiedzialność, a tam wszystko rozgrywało się w Wielkiej otchłani niesprecyzpwanych oczekiwań względem strażników. To była systemowa przemoc, względem nich samych i tych uciekających przed wojną ludzi(ten fakt był wciąż pomijany).
Czy ich tłumaczę?
ABSOLUTNIE NIE
Próbuję zrozumieć, jak ojciec pozostawiający swoje dzieci w domu w lesie już nie widział dziecka a nielegalny towar.
Zrozumieć dlaczego i czy ktoś kiedyś odpowie personalnie za te tragedie.
Jak ta władza, posuwając się do socjotechnik i przemocy psychicznej by osiągnąć swój cel może wierzyć w słuszności swoich postaw.
Czy naprawdę ich polityczny cel idzie w zgodzie z wartościami które niosą na ustach?
Miłość do bliźniego ale nie ciapatego?
Nie wierze w boga, ale jeśli ich zdaniem jest, to czy nie boją się,że za to wszystko odpowiedzą? Co za wolta w ich głowach? Co za rozdwojenie jaźni i standardów. Co za pernamentny brak logiki.
Bardzo chciałabym zrozumieć tą polską, katolicką mentalność, że można bić żonę i dziecko, ale nie można o tym mówić. Że można być złym człowiekiem, ale też solidarnie trzeba kryć takich jeśli są "nasi", że brudy trzeba prać we własnym domu, a ten kto cokolwiek powie głośno, jest tym najgorszym, jest zdrajcą. To na niego się wylewa wiadro pomyj, bo powiedział coś głośno, na zewnątrz. A to dlatego, że nie zniósł obłudy i szukał sposobu na rozwiązanie problemu. Bo jest świadomy i odważny!
Niestety takich ludzi się nie lubi, tacy ludzie są niewygodni.
Może dlatego, że takie postawy zmuszają nas wszystkich do wyjścia ze swojej strefy komforty? Bo zmuszają do refleksji i powzięcia odpowiedzialności za swoje decyzje, życia i stan rzeczy?
Może lepiej zamykać oczy, nadstawiać kark i budować tą sztucznie wykreowaną rzeczywistość dla lepszego samopoczucia?
To właśnie to mną wstrząsnęło, to właśnie to pozostało mi w głowie i sercu, to właśnie ta myśl towarzyszy mi nie tylko od wczoraj.
Może własnie to, dlatego że życie pokazywało mi już nie raz, że za stawianie sprawy jasno i stawianie czoła jest się karanym.
Nie tylko przez pisowską władzę, ale przez nas-ludzi. I to w każdej przestrzeni. Doświadczyłam tego w aktywizmie, polityce a nawet rodzinie.
Bo świadomość i decydowanie o sobie, to odpowiedzialność za podejmowane decyzje i ich konsekwencje. Bo to stan, który zmusza do analizowania, oceniania i pozyskiwania ogromu wiedzy by te decyzje móc podejmować świadomie. Wszak ich konsekwencje nie będą niczyją winą a naszą własną.
Łatwiej powiedzieć Oni są źli, oni nam to zrobili, każda władza jest taka sama. A kto do jasnej cholery ją wybrał? Nie podejmowanie decyzji to też decyzja!
Mam nadzieję, że ta cała sala, która po filmie wstała i klaskała, ŕównież zrozumiała co jest grane. Nie tylko na ekranie!
Moja wymowna mina przed filmem była jeszcze bardziej zmieszana i zdziwiona po.
Agnieszka Chyrc