#ZielonaGranica #recenzja
Tak, wreszcie obejrzałem. I jako ostatni tekst przed ciszą wyborczą, chciałbym Wam wyjaśnić parę rzeczy. Nie o walorach artystycznych filmu, ale o warstwie informacyjnej. Oraz - w przypadku propagandy Partii - dezinformacyjnej.
Dużo spoilerów.
Najpierw przypomnę jak to w agitpropie mniej więcej szło. Otóż według Partii, film Holland miał być antypolskim paszkwilem, przedstawiającym polskich mundurowych jako jakichś zezwierzęconych troglodytów, co miało się, świadomie lub nie, wpisywać w rosyjsko-białoruską propagandę antypolską, bowiem dzięki temu filmowi, cała Europa miała zobaczyć, że Polacy to brutale.
W powyższym zdaniu właściwie nic nie jest prawdą.
Zacznijmy od mundurowych. A właściwie jednego, bowiem jednym z głównych bohaterów jest młody pogranicznik Janek. Historia Janka jest klasyczną historią przemiany. Janek najpierw w obecności migrantów mówi komuś przez telefon, że cuchną i ogólnie ma z nich heheszki. Wkrótce nachodzą go wyrzuty sumienia, trauma, którą próbuje zapić. Wreszcie Janek się zmienia i świadomie puszcza dalej migrantów, choć mógł ich zatrzymać. W epilogu widzimy go na granicy ukraińskiej zaraz po inwazji, gdzie kłamie, że nie służył na Podlasiu. Każdy, kto posiada jakąś bazową zdolność do odczytywania kodów kulturowych, doskonale widzi, że jest to historia przede wszystkim o tragicznej bezsilności człowieka, który z powodów politycznych dostaje rozkazy, które kłócą się z jego sumieniem. To jest naprawdę czytelne i oczywiste. No, ale jak jeden z drugim Glińskim tego nie oglądali, to skąd mogli wiedzieć.
Inni mundurowi są raczej tłem, mało który pojawia się więcej niż raz. Ale raczej próżno szukać tu jakichś zwyrodnialców. Ot, typowe trepy, które wykonują rozkazy, rzucając przy tym kurwami, a w wolnych chwilach opowiadają kumplom o dziewczynach. Nie wiem, może ktoś się spodziewał, że do SG idą profesorowie filologii, którzy przy herbacie dywagują o Schopenhauerze i absolutnie nigdy nie przeklinają…
Bardziej na serio. By wyjaśnić, czy rzeczywiście mamy do czynienia ze szkalowaniem munduru, zróbmy przegląd scen.
Jest na przykład scena, w której pogranicznicy niszczą migrantom telefony. Mamy multum relacji, że tak właśnie było.
Jest scena, w której mówią im, że wiozą ich do Niemiec, po czym wywalają ich za druty. Takich relacji również jest wiele.
W innej scenie, ktoś, w domyśle SG, niszczy aktywistce zaparkowane w lesie auto. Aktywiści i aktywistki Grupy Granica z pewnością Wam potwierdzą, że to się zdarzało.
Jest kilka scen, w których różni mundurowi bez powodu zatrzymują auta, przeszukują je, wlepiają mandaty, bezprawnie zabraniają gdzieś wjechać, każą udowadniać, że jest się Polakiem (“ta pani jakaś ciemniejsza, a po polsku umie?”), grożą bronią i tym podobne. Każdy mieszkaniec tamtej okolicy powie Wam, że to była codzienność. Osobiście znam ludzi, którym się to wielokrotnie przydarzyło.
Jest scena, w której mundurowi bezprawnie wywożą ludzi, którzy mają interimy, czyli unijne dokumenty zakazujące wywiezienia, a aktywistom odmawiają podania adresu. Takie sytuacje miały miejsce wielokrotnie.
Jest scena, w której dowódca jednostki SG mówi podwładnym, że “to nie są ludzie, tylko żywe pociski Łukaszenki” i tym podobne. Trzeba być kulturowym analfabetą, by nie widzieć, że to jest kalka nieludzkiej propagandy Partii.
Jest wreszcie scena, w której SG de facto porywa ze szpitala kobietę w fatalnym stanie, by wyrzucić ją za druty. Tu również znam osobiście ludzi, którzy próbowali takim porwaniom zapobiegać, a nawet organizowali kontrporwania. W sieci znajdziecie wiele relacji na ten temat.
No i jest oczywiście przepychanie ludzi przez drut kolczasty. W tym kobiet w ciąży i dzieci. Jak wiemy, takich pustaków wykonano tysiące.
I tak dalej i tym podobne. Krótko mówiąc: tak, te sceny są przytłaczające. Ale są kurwa prawdziwe. Wiemy, że wyrzucano za druty ludzi chorych, często w stanie agonalnym. Wiemy, że wyrzucano także kobiety w ciąży. Wiemy, że mundurowi byli agresywni werbalnie, grozili bronią, szarpali, zabierali wodę, telefony, nie pozwalali wziąć plecaków itd. Nie wiem (ja, może ktoś wie), czy rzeczywiście jedną z ciężarnych dosłownie przerzucono nad concertiną, wprost z paki ciężarówki. I nie wiem, czy rzeczywiście polscy pogranicznicy przerzucali przez płot ciała, wcześniej przerzucone przez Białorusinów, bo i taka scena jest. Natomiast nawet bez tych dwóch scen (które uważam wszak za wysoce prawdopodobne), mamy tu po prostu opiso tego stopnia, że właściwie, o każdej z tych scen już wcześniej czytałem.
Nawet historia z termosem niejednoznaczna, bo owszem, jeden pogranicznik tak robi, a migrant kaleczy sobie usta, ale będący tu głównym bohaterem Janek, natychmiast pyta kolegę, czy go pojebało.