Jestem rowerzystą i jestem kierowcą. W pełni popieram pomysł wprowadzenia owych kart. Obawiam się jednak, że samo egzekwowanie będzie marne albo działać będzie na zasadzie łapanki, czyli jakichś akcji "Łapaj- Trzymaj Wiosna 2017"
Pytasz Captor o związek. Według mnie on jest. Pozostając przy rowerzystach, wielu z nich po prostu nie zna przepisów, a w żyłach i tętnicach polska krew płynie. Gdy ktoś (kierowca) ich wolność zamierza ograniczyć to wybuchają agresją.
Prosty przykład, który u mnie wywołuje +10 do wkuu to przejeżdżanie rowerem po pasach. Rezolutne wielce. Zdziwiłbyś się jak wielu rowerzystów nie wie, że nie wolno. Ale zatrąb na takiego i poznasz kulturę okazaną co najmniej palcem. Wiesz, mam na myśli rowerzystę, który wjedzie Ci na pasy z prędkością 25 km/h. Nie widzisz go i się nie spodziewasz.
Mam do tego dwa zastrzeżenia. I tak egzekwowanie prawa wobec rowerzystów jest niskie, znikome wręcz i wątpię by się to zmieniło.
Nie widzę sytuacji gdy ktoś przymusi do egzaminu rzesze babć i dziadków, którzy na starych Ukrainach, po wiejskich (ale publicznych) drogach jeżdżą do sklepu, na rynek, do kościoła.
Szkoda, bo jak napisałem samą ideę popieram, ale w nią nie wierzę.