Kanada nadal będzie płonąć, jeśli nie będzie reakcji Kościoła. "Zakony nie chcą udostępnić teczek"
Aneta OlenderAneta Olender
– Jest ich ponad 1200, ale spodziewamy się, że, gdy zostaną przeszukane wszystkie tereny, przy wszystkich szkołach rezydencyjny, będzie ich między 6 a 7 tysięcy – mówi w rozmowie z naTemat Thomas Lukaszuk, kanadyjski polityk polskiego pochodzenia, były wicepremier Alberty. Nasz rozmówca opowiada o tym, jak społeczeństwo Kanady reaguje na kolejne wstrząsające doniesienia i o tym, czego dziś oczekuje rdzenna ludność.
Czy w Kanadzie nadal płoną kościoły, czy raczej emocje już opadają?
Thomas Lukaszuk: Kościoły nadal płoną. Ostatnio spalono obiekt porzucony, opuszczony – kościół, który od dziesiątek lat nie pełnił tej funkcji. Wydaje mi się, że takich aktów będzie więcej, więcej kościołów będzie płonęło aż do momentu, kiedy papież, Watykan, w jakiś sposób nie ustosunkuje się do tej sytuacji, nie przeprosi.
Pojawiła się obietnica spotkania w grudniu, ale nie wiem, czy jest ona wystarczająca. Wydaje mi się – i tu się zgadzam z naszym premierem Justinem Trudeau – że przeprosiny są niezbędne i że muszą nastąpić tutaj, na terenie Kanady, a nie w przyszłości, w Watykanie.
Czyli to dążenie rdzennych mieszkańców do sprawiedliwości musi mieć początek w słowie "przepraszam" i musi się to wydarzyć tu i teraz?
Rdzenni mieszkańcy zawsze wiedzieli, co wydarzyło się w przymusowych szkołach, przez wiele lat próbowali przekonać o tym tutejsze władze. W końcu to zaakceptowano i rząd Kanady przeprosił. Teraz są podejmowane różnego rodzaju kroki, wszystko po to, żeby w jakiś sposób zadośćuczynić pokrzywdzonym.
Jednak Kościół katolicki w tej sprawie nigdy oficjalnie nie zabrał głosu – nie stało się tak nawet po odnalezieniu szczątków dzieci, których już wiemy, że są tysiące. Trzeba jednak uczciwie podejść do sprawy i uczciwie powiedzieć, że są w Kanadzie arcybiskupi, którzy – nazwijmy to – zbliżyli się do przeprosin. Ci duchowni okazują skruchę, ale wygląda na to, że mają zwierzchników, którzy na oficjalne "przepraszam" im nie pozwalają.
Niestety, obietnica spotkania na grudniowej audiencji u papieża wskazuje na to, że ta sprawa nie jest priorytetem Watykanu. Gdyby było inaczej, to papież byłyby w stanie spotkać się z delegacją rdzennych mieszkańców Kanady zdecydowanie wcześniej.
Ta zwłoka tylko podgrzewa negatywne emocje?
Z pewnością. Ta sytuacja nie różni się bardzo od relacji międzyludzkich. Gdybym ja uczynił pani jakąś szkodę i pani zmuszałaby mnie przez pół roku do przeprosin, co zrobiłbym po tym czasie, to niestety te przeprosiny po takim okresie i ze względu na to, że byłyby wymuszone, straciłyby na wartości.
Prawdziwa skrucha i prawdziwe przeprosiny, które są jakimś zadośćuczynieniem, powinny pojawić się natychmiast. Jeśli jednak coś takiego musi być skoordynowane i zajmuje tyle czasu, staje się raczej czymś w rodzaju protokołu międzynarodowego między Kanadą a Watykanem – nie międzyludzką relacją.
https://natemat.pl/363769,co-dzieje-sie-w-kanadzi...