Osoby odprowadzające dzieci to są skrajne przypadki. Wiem, że czasami nie chcą zapisać bliżej miejsca zamieszkania bo albo nie ma miejsc albo się słyszało od znajomych niepochlebne informacje na temat danej placówki.
Ale są jednak osoby, które naprawdę mogłyby sobie darować "szpan" jazdą w samochodzie jak mają do pracy powiedzmy kilometr czy dwa. Ładna pogoda - wyjść trzeba jakieś 10-15 minut wcześniej i się zdązy na bank. Odpadnie wtedy myślenie o tym gdzie zaparkować, odpadnie myślenie o tym jak jechać z powrotem .... Wykorzystajmy tą piękną aurę i po prostu przesiądźmy się na własne nogi a nie na cztery kółka :)
Przypomniał mi się obrazek z księgi przygód Tytusa Romka i A;tomka kiedy to bohaterowie zwiedzali jedną z wysp Nonsensu w której ta wyspa była dosłownie zakorkowana samochodami (Papcio chyba był wizjonerem) i taki dialog:
- Przepraszam, daleko do stadionu?
- Samochodem dwa dni, pieszo 10 minut a jeśli zejdziecie po schodach "na skróty" to stadion jest za rogiem.
Cóż ... niewiele juz nam brakuje byśmy do miejsca celu oddalonego np o dwa kilometry jechali samochodem dwa dni ... nie sądzicie?







