Obajtek grozi "Wyborczej" pozwem. Za opisanie aktu oskarżenia wobec niego!
A Prokuratura Krajowa ponownie broni prezesa Orlenu - twierdzi, że akt oskarżenia, dzięki któremu miał zasiąść w sądzie razem z przestępcami i ludźmi zaangażowanymi w oszustwa, dotyczy "zdarzeń, które nigdy nie miały miejsca".
W poniedziałek „Wyborcza” opisała akt oskarżenia z października 2013 r., w którym prokuratorzy z Ostrowa Wielkopolskiego stawiają zarzuty ośmiu osobom. Głównymi bohaterami są ludzie, których stałym źródłem dochodów była windykacja fikcyjnych długów, brutalne najazdy, grożenie bronią.
Ta zorganizowana grupa przestępcza krążyła po Polsce z przerwami od 2003 r. do chwili wpadki w 2012 r. Jej przywódcą był Maciej C. „Prezes”. Tropy prowadziły prokuratora do kolejnych przedsiębiorców, których "Prezes" miał na liście. Chciał pieniędzy, żądał, by wyłudzali dla niego towary.
Tak śledczy dotarli do Bydgoszczy, gdzie dwóch pracowników firmy handlującej granulatem PCV postanowiło zarobić na boku. Ich wspólnikiem stał się lokalny przedsiębiorca Mariusz F., który sprzedawał granulat firmie Elektroplast ze Stróży w czasach, gdy kierownikiem był tam Daniel Obajtek. Mariusz F. opowiedział prokuratorom, jak razem z dzisiejszym prezesem Orlenu oszukiwali na dostawach (chodziło o zawyżanie wagi surowca).
Mariusz F. sypie Obajtka
Mariusz F. wypadł z biznesu, jego miejsce zajął „Prezes”, który dowiedział się o pokątnym handlu granulatem. I, zdaniem śledczych, kombinował z Obajtkiem, z którym się wiele razy spotkał.
W śledztwie Mariusz F. przyznał się do przestępstw, prokurator wnioskował o nadzwyczajne złagodzenie kary, pisał w akcie oskarżenia: „złożył w tym przedmiocie szczere i samoobciążające się wyjaśnienia. Szczegółowo opisał on wszystkie istotne okoliczności przestępstw, w których uczestniczył, ujawnił przy tym informacje dotyczące udziału pozostałych osób. Ponadto przedstawił zasady podziału zysków osiąganych z przestępczego procederu oraz role poszczególnych osób”.
Wg aktu oskarżenia kontakty Macieja C. i Obajtka wróciły po latach, gdy był już wójtem Pcimia. Jak pisze prokuratura, wziął od posłańca „Prezesa” 50 tys. zł. To, jak określał Maciej C., była „zaliczka” a konto dużego przetargu na gminną kanalizację. "Prezes" chciał go wygrać, ale jego firmy przepadły. Obajtek nigdy do winy się nie przyznał, prokurator uznał, że to, co mówił w śledztwie, było niewiarygodne.
Finału sądowego nie było. Proces nie mógł się rozpocząć, bo zawsze nie stawiał się ktoś z oskarżonych. A gdy PiS wygrał wybory, zmienił przepisy: Zbigniew Ziobro znów został prokuratorem generalnym, sprawę odebrano śledczym z Ostrowa i przekazano do Piotrkowa Trybunalskiego, a w Sejmie znowelizowano prawo tak, by można było wycofać z sądu akt oskarżenia, a sąd nie mógł tego zakwestionować.
Prokuratorzy z Piotrkowa wycofali akt oskarżenia we wrześniu 2016 r., a w czerwcu 2017 r. małopolski wydział zamiejscowy Prokuratury Krajowej umorzył sprawę Obajtka. Umorzenie podtrzymał w grudniu 2017 r. krakowski Sąd Okręgowy. Miesiąc później sędzia – decyzją Ziobry – awansowała na wiceprezesa Sądu Okręgowego, dziś jest wiceprezesem Sądu Apelacyjnego.
Prokuratura Ziobry: Obajtek jest czysty
Do publikacji „Wyborczej” odniosła się już w poniedziałek rano Prokuratura Krajowa. W komunikacie czytamy, że sprawa „dotyczy zdarzeń, które nigdy nie miały miejsca”, zaś akt oskarżenia prokuratury z Ostrowa Wielkopolskiego – „z uwagi na ułomność materiału dowodowego” – został wycofany z sądu.
Jak pisaliśmy, śledczy argumentowali, że muszą uzupełnić materiał dowodowy m.in. o to, jakie uprawnienia i obowiązki miał Obajtek, gdy pracował w Elektroplaście, i jaki był obieg dokumentów w firmie. Zastanawiali się nad biegłym z rachunkowości, ekonomiki przedsiębiorstw i technologii produkcji rur PCV. W sprawie łapówki chcieli badać faktyczne możliwości wpływania na wójta przy przetargu. Potem sprawę przejęła Prokuratura Krajowa.
Gdy akta Obajtka krążyły po prokuraturach, on sam robił już państwową karierę. W czerwcu 2017 r., gdy był już prezesem Energi, prokurator Tomasz Dudek umorzył sprawę. Po odwołaniu adwokata jednego z pokrzywdzonych sąd decyzję Dudka podtrzymał.
Dziś Prokuratura Krajowa przekonuje, że sąd kwestionował ustalenia Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim, dotyczące Obajtka już na etapie postępowania przygotowawczego. Chodzi o rok 2013, gdy prokurator z Ostrowa Wielkopolskiego postawił Obajtkowi zarzuty i chciał tymczasowego aresztowania. Ówczesny wójt Pcimia został zwolniony po 48 godzinach, bo sąd podczas rozprawy aresztowej odmówił prokuraturze.
W oświadczeniu Prokuratury Krajowej czytamy: „Wniosek ten spotkał się z druzgoczącą krytyką Sądu Rejonowego w Ostrowie Wielkopolskim. Sąd zarządził natychmiastowe zwolnienie Daniela Obajtka, stwierdzając, że zgromadzony w sprawie materiał dowodowy nie pozwala na przyjęcie, że zachodzi prawdopodobieństwo popełnienia przez Daniela Obajtka zarzucanego mu czynu”.
O samych zarzutach oszustwa i łapówki pisze, że „zostały postawione na podstawie wyjaśnień współoskarżonych, w tym osób karanych.” I że potem te osoby wycofały się ze swoich wyjaśnień lub ich wyjaśnienia okazały się sprzeczne ze zgromadzonym materiałem dowodowym. Nie pisze jednak, że część współoskarżonych wycofała zeznania już po wycofaniu aktu oskarżenia z sądu.
Obajtek straszy "Wyborczą"
Dalej Prokuratura Krajowa pisze o tekście „Wyborczej”: „nie zawiera zatem opisu prawdziwych zdarzeń, a jedynie negatywnie zweryfikowanego aktu oskarżenia. Wszelkie rozpatrywanie opisanych tam rzekomych zdarzeń jako prawdy materialnej jest nieuprawnione. Fikcyjność tych informacji została wykazana zarówno przez prokuraturę, jak i niezawisły sąd.” Równocześnie „prokuratura nie kwestionuje prawa dziennikarzy do relacjonowania i opisywania postępowań karnych.”
W oświadczeniu PK stawia tezę, że „Wyborcza” „nie daje czytelnikom możliwości poznania wskazanych powyżej okoliczności. Prezentowane są im szczątkowe, wybiórczo dobrane informacje, nie oddające całego kontekstu sprawy, w tym przede wszystkim zapadłych decyzji sądowych.”
To nie jest prawda. Poniedziałkowa publikacja „Wyborczej” rozpoczyna cykl, co jasno napisaliśmy – w kolejnych dniach opiszemy sprawę kasacji wyroku na troje współoskarżonych z Obajtkiem przez Sąd Najwyższy i samego umorzenia zarzutów wobec Obajtka.
Dotąd Prokuratura Krajowa publicznie nie udostępniła umorzenia z Krakowa, nie pokazała też decyzji sądu. „Wyborcza” jeszcze w lutym pytała Obajtka: kiedy i gdzie poznał Macieja C., dlaczego akurat do niego przyszli ludzie „Prezesa” z propozycją ustawiania przetargów? Skąd wzięło się jego nazwisko w aferze granulatowej?
Zamiast odpowiedzi Obajtek wymienił wszystkie rozstrzygnięcia prokuratorskie i sądowe, które go oczyszczają z zarzutów. Wszystkie są z czasów po wygranej PiS w wyborach i przejęciu prokuratury przez Ziobrę.
W poniedziałek mecenas Maciej Zaborowski, adwokat Obajtka, przysłał kolejne oświadczenie o tym, że jego klient nie został skazany. A z zarzutów oczyścił go niezwisły sąd. Stwierdził też, że „podjęte przez niego decyzje były oczywiście sprzeczne z interesem tej grupy, dlatego też już w 2013 r. został zaatakowany pomówieniami przez osoby oskarżone o działanie w ramach zorganizowanej grupy przestępczej, które wcześniej próbowały zastraszeniem wymusić na Panu Danielu Obajtku korzystne dla siebie decyzje”.
Cytuje słowa Macieja C. „zachowałem się (…) [w ten sposób], potwierdzając swoimi zeznaniami nieprawdziwe i kłamliwe oskarżenia (…) musiałem tak zrobić, gdyż była to jedyna alternatywa, abym opuścił więzienie”.
https://wyborcza.pl/7,75398,26907741,obajtek-znow-...
Sam Obajtek na Twitterze zagroził nam – po raz kolejny – pozwem.