200 tysięcy ofiar wśród Polaków w latach 1937-1938 tylko z jednego rozkazu, a w Rosji właśnie buduje się kult Stalina?
Jutro jest bardzo ważna rocznica mało znanego wydarzenia. 11 sierpnia 1937 roku wydano rozkazu NKWD Nr 00 485, tzw. Rozkaz Jeżowa (ówczesny szef NKWD) rozpoczynający Operację Polską, w której padło 139 835 wyroków, która doprowadziła do bezpośredniej śmierci przez egzekucje ponad 111 000 Polaków przebywających na terytorium ZSRR, skazania na pobyt w łagrach prawie 30 000 i przymusowej deportacji co najmniej kolejnych 100 000 na zsyłki między innymi na Sybir i do Kazachstanu (gdzie dzisiejsza Polonia jest w dużej mierze potomkami Polaków, którym udało się przeżyć zsyłki Operacji Polskiej). Czym była Operacja Polska? Pierwszą i zarazem największą ze wszystkich akcji narodowościowych przeprowadzanych przez NKWD w czasach Wielkiej Czystki (inne narodowości na terenie ZSRR też eksterminowano, ale to Polacy stanowili 49% ofiar wszystkich akcji narodowościowych). Dla władzy, która opierała się na aparacie przemocy i już wtedy przygotowywała się do wojny z II Rzecz Pospolitą i resztą Europy, była to eliminacja ewentualnego zagrożenia w postaci piątej kolumny. Rozkaz Nr 00485 określał jednoznacznie kategorie ludzi, którzy mieli zostać aresztowani. Byli to:
– wszyscy pozostali przy życiu polscy jeńcy wojenni wojny polsko-bolszewickiej lat 1919–1921,
– wszyscy polscy uchodźcy i imigranci do Związku Radzieckiego,
– wszyscy członkowie polskich partii politycznych, a także wszyscy „działacze antysowieccy” z polskojęzycznych obszarów ZSRR.
Kolejny rozkaz Nr 00 486 z 15 sierpnia rozszerzał rozkaz również o współmałżonków i dzieci oskarżonych. W praktyce wyszło, więc, że aresztowano, a w konsekwencji zabijano lub wywożono tylko dlatego, że ktoś był Polakiem. Zabijano nawet członków Komunistycznej Partii Polskiej, którzy uciekali ze swojego kraju, gdzie za swoją prokomunistyczną działalność byli represjonowani i schronili się w komunistycznym Związku Radzieckim. Zabijano nawet osoby polskojęzyczne o innym pochodzeniu. W Berdyczowie aresztowano 60% zamieszkujących miasto Polaków. Rozkaz oficjalnie i wprost nakazywał funkcjonariuszom zmuszanie więźniów do dostarczania dowodów na samych siebie, co w praktyce oznaczało tortury. W torturach tych chętnie brał udział sam szef NKWD Nikołaj Jeżów, przez co w połączeniu z jego bardzo niskim wzrostem nadano mu pseudonim Krwawy Karzeł. Same zsyłki, natomiast, które błędnie można by wziąć za łagodniejszy wyrok, również nosiły znamiona zaplanowanego ludobójstwa, bo miejsca, w które zsyłano ludzi często nie dawały żadnych szans na wyżywienie i przeżycie. Za pocieszający może być przez niektórych przyjęty fakt, że wszyscy główni NKWD ziści odpowiadający za Operację Polską, w tym sam Jeżow, zostali zamordowani niewiele później, bo w latach 1938–1940. I to przez samych swoich, gdy władzę w NKWD przeją Ławrientij Beria i na polecenie Stalina przeprowadził czystki w szeregach organizacji. Jeżowa poddano torturom, w wyniku których wymuszono na nim przyznanie się do współudziału w rzekomym spisku mającym na celu zamach na Stalina i przejęcie władzy w ZSRR, współpracę z wywiadem POLSKIM i Niemieckim, ale również mniej znaczące „występki” np. homoseksualizm. Po przyznaniu się został rozstrzelany.
Pomimo że ta zbrodnia pochłonęła znacznie, znacznie więcej ofiar niż Katyń, nie przedostała się prawie w ogóle do świadomości szerszej części społeczeństwa. Pierwszy pomnik upamiętniający to wydarzenia powstał dopiero w 2022 roku. W Sokołach w naszym województwie. Nie ma o tym filmów, jest jedna książka. To tyle. Co wydaje się bardzo dziwne, jeśli wziąć pod uwagę skale represji tamtych wydarzeń i to, że mamy czas, w którym ludobójstwa na Polakach to niestety bardzo „chodliwy temat.”.
Kolejną rzeczą, przez którą uważam, że warto wspomnieć to wydarzenie i odejść nieco od monotematyczności w kwestii ludobójstw to, że w Rosji właśnie buduje się kult Stalina. Trzeba tu wspomnieć, że akcje narodowościowe to tylko niewielka część wszystkich ofiar okresu Wielkiej Czystki, podczas którego jeszcze przed wojną represję dotknęły 20 milionów ludzi, z czego zamordowano 8 milionów. Co najmniej, bo nie da się policzyć, ilu ludzi zginęło w łagrach. Przez cały okres swojego panowania Stalin odpowiada łącznie za KILKADZIESIĄT MILION ofiar. Niektórzy badacze wskazują, że liczba ta może przekraczać nawet sto milionów. A więc przy takiej skali terroru jeszcze przez kolejne dekady każdy Rosjanin miał w rodzinie co najmniej jedną osobę, którą dotknęły represje. To była osobista krzywda każdego Rosjanina. Temat Stalina był, więc nawet w Rosji niewygodny i kontrowersyjny. Z jednej strony wygrana w „wielkiej wojnie ojczyźnianej” (to rosyjski termin na IIwś, tyle że tam ona zaczyna się dopiero w 41 r. a nie 39 r., czyli dopiero, od kiedy Rosjanie zaczęli walczyć z Niemcami, bo o tym, co było wcześniej w Rosji starają się nie mówić) zakończona rozszerzeniem ZSRR i strefy wpływów, aż po Niemcy i cały jego mit, który budowała rosyjska propaganda. Z drugiej strony pamięć terroru i może trupów i krwi której przelał i czego nie dało się ukryć ani wyciszyć. I w Rosji też byli historycy, którzy w miarę rzetelnie badali i informowali o okresie stalinizmu. Ale to bardzo mocno się zmienia. Wystarczy wspomnieć, że na wszystkie 120 miejsc pamięci Stalina w Rosji, 105 powstało już za rządów Putina. Sam Putin gloryfikuje jego postać i wprost mówi, że „błędem było demonizowanie okresu jego rządów”. Propagandowi „historycy” prowadzą retorykę łagodzącą zbrodnie tamtego okresu. O systemie łagrów mówią jak o czymś wartościowym, o czymś co pozwoliło „wywrotowemu elementowi” dołożyć swoją cegiełkę do kolektywnej pracy, która pomogła budować dobrobyt Związku Sowieckiego. Ale to jest przekaz do ludzi którzy chociaż trochę interesują się historią. Bo młode pokolenie niekoniecznie to obchodzi. I wychowuje się w społeczeństwie, w którym brakuje już ludzi którzy pamiętają terror, czy to na własnej skórze, czy chociaż z ustnych przekazów rodziców, czy dziadków, którzy byli jego bezpośrednimi świadkami. I tu wchodzi inny rodzaj przekazu, czyli popkultura. Rosja wcisnęła Stalina w popkulturę. Koszulki ze Stalinem, kubki ze Stalinem. W Moskwie otworzył się barber o nazwie, a jakże, „Stalin”, a ich głównym chwytem marketingowym jest golenie wąsów „na Stalina”. I ludzie to kupują. Bo minęło już tyle czasu, że da się im ten demoniczny wizerunek ocieplić.
Mamy ostatnio w Polsce wysyp historyków co chwilę wspominających różne ludobójstwa nawet bez rocznicy. Ale wydaje mi się, że o rozkazie 00485 nie usłyszymy jutro w telewizji czy w radiu. Nie liczę, że ludzie, którzy od 5 lat non stop mówią o Wołyniu, tym razem wspomną inną zbrodnię. Ja nie chcę mówić teraz o stosunkach Polsko-Ukraińskich. Nie o tym jest ten post. Ale jeśli chcecie brać historię na poważnie to nie traktujcie jej wybiórczo. Jeśli uważacie, że historia powinna wpływać na dzisiejsze decyzje polityczne czy społeczne to spoko. Ale bądźcie w tym konsekwentni. Tymczasem widzę jak Wołyń przesłania wszystko. Ci sami ludzie, którzy przez Wołyń skrajnie antagonizują się przeciw Ukraińcom, jednocześnie mówią, że Rosja nie ma wobec nas złych zamiarów, co jest absurdalnie głupie. Ale to też nie jest temat na teraz. Budowanie się na Ukrainie kultu Bandery i decyzja Załęskiego odbiła się głośnym echem. Co miało swoje plusy i minusy. I było dość naturalne, ciężko było się spodziewać, że to w końcu nie pęknie. Ale budowanie się kultu Stalina dzieje się po cichu, mówi się o tym bardzo mało. Skąd ta dysproporcja? Skoro tylko jedna z wielu zbrodni Stalina, której rocznice mamy jutro pochłonęła więcej ofiar niż ludobójstwo dokonane prze UPA? (jeśli ktoś lubi takie złowieszcze wyliczanki, bo niektórzy bawią się w takie wyliczani, porównując Wołyń do Katyńa, wskazując Wołyń jako ich zdaniem większą zbrodnię, co jest moim zdaniem absurdalne, aby w ten sposób klasyfikować ludobójstwa jako „bardziej i mniej ważne”). Może to postać Bandery? Bandery, który (teraz będzie kontrowersyjnie) razem z całym swoim UPA na szachownicy drugiej wojny był jeszcze mniejszym pionkiem, niż nasi generałowie jak Anders i Maczek, których dokonania i danina krwi ich żołnierz w ostatecznym rozrachunku nie znaczyła absolutnie nic dla władców mocarstw rysujących nowe mapy Europy. Jednym z tych władców był właśnie Stalin. Stalin, który na swoim koncie nie ma tylko jednego czy dwóch ludobójstw dokonanych na Polakach. Ma też właśnie to rozrysowanie nowej mapy. Wciągnięcie nas w swoją strefę wpływów. Okres komuny i wszystkie represje, prześladowania i tortury z nim związane. Ściganie resztek partyzantów w lasach. Rozstrzeliwanie polskich patriotów, którym komuna się nie widziała. Przesłuchiwania na Rakowieckiej. Tragedie ludzi. To, że tacy bohaterowie jak gen. Maczek nie mogli po wojnie wrócić do kraju. W końcu utknięcie naszego państwa za żelazną kurtyną na kilkadziesiąt lat, co zahamowało nasz rozwój i przez co do tej pory jesteśmy zacofani względem zachodu. Co tak łagodnie nazywamy okresem komuny, a co w rzeczywistości było po prostu rosyjską okupacją. Za to wszystko odpowiada Stalin. A mimo to jego kult rozwija się po cichu. Nie biją na alarm internetowi pseudo historycy. Nie grzmi nasza skrajna prawica. Nikt nie ostrzega, że to się źle skończy. Nie dzieje się absolutnie nic z tego, co dzieje w związku z kultem Bandery. Który w porównaniu ze Stalinem był mniej niż pionkiem. Czemu? Mógłbym zasugerować kilka odpowiedzi, ale po raz kolejny, nie o tym ten post. Mam jedynie apel. Bądź konsekwentny, nie traktuj faktów i historii wybiórczo. A jeśli tematu Wołynia nie wykorzystujesz jedynie jako pretekst dla swojej nienawiści, tylko naprawdę i szczerze ubolewasz nad cierpieniem tych ofiar, to 11 sierpnia wspomnij też ofiary Operacji Polskiej. Zmów zdrowaśkę, zrób sobie minutę ciszy, czy co tam uważasz za słuszne. I co robisz, myśląc o ofiarach Wołynia, prawda?