Wuchwalonym przez PiS stanie prawnym istnieje wyraźna możliwość, że tworzone pod politycznym nadzorem ministra obrony Wojska Obrony Terytorialnej zostaną użyte do takich działań przeciwko antyrządowym demonstracjom, które normalnie powinna wypełniać policja
10 listopada 2018 Andrzej Duda podpisał ustawę zmieniającą sposób zarządzania siłami zbrojnymi. Zmieniła ona strukturę najwyższego dowództwa. W ustawie nie ma postulowanego przez opozycję zastrzeżenia, że „Wojska Obrony Terytorialnej nie mogą zostać użyte przeciwko polskim obywatelom”.
Przeciwko temu zapisowi ostro zaprotestowali posłowie PiS. Antoni Macierewicz, b. minister obrony, uznał poprawkę za „skrajną bezczelność i obrażanie honoru żołnierza”, Piotr Kaleta stwierdził, że „nie jest w stanie zrozumieć, że coś takiego mogło się zrodzić w głowie posła”.
Jedynej próby udzielenia merytorycznej odpowiedzi podjęła się posłanka Anna Maria Siarkowska (klub PiS, przedtem Kukiz’15) – choć wcześniej stwierdziła, że poprawka i dyskusja o niej jest „tak absurdalna, że aż – mówiąc kolokwialnie – zęby bolą”.
Posłanka Siarkowska pominęła jednak jeden, fundamentalny element – Wojska Obrony Terytorialnej są wyłączone ze struktury dowodzenia i podporządkowane bezpośrednio ministrowi obrony narodowej.
W nowelizacji (Art. 1, ust. 1, pkt b) stwierdzono tylko, że stan taki będzie trwał, aż szef MON „stwierdzi, w drodze zarządzenia, osiągnięcie pełnej zdolności do działania przez Wojska Obrony Terytorialnej”.
Zniesienia tego dziwnego wyłączenia WOT spod wojskowego dowództwa (które powoduje podejrzenia, że w rzeczywistości WOT są budowane jako polityczna bojówka PiS) zaproponowała PO zgłaszając pakiet pięciu poprawek. Ich skutkiem byłoby podporządkowanie dowódcy WOT dowódcom generalnemu i operacyjnemu oraz szefowi Sztabu Generalnego. Tak jak są podporządkowane pozostałe cztery rodzaje sił zbrojnych (wojska lądowe, marynarka, lotnictwo i siły specjalne).
Poprawki zostały odrzucone. Art. 5 ust. 1 pkt 4 ustawy stanowi więc, że „Ministrowi ON podlega bezpośrednio (…) Dowódca Wojsk Obrony Terytorialnej”, a art. 6, że „W czasie pokoju Minister Obrony Narodowej kieruje działalnością rodzajów Sił Zbrojnych przy pomocy Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego oraz Dowódcy Wojsk Obrony Terytorialnej”.
Ustawa stwierdza też w Art. 8 ust. 1, że szef Sztabu Generalnego do tego czasu nie będzie miał nic do powiedzenia o działaniach Wojsk Obrony Terytorialnej. („Do zakresu działania Szefa SG Wojska Polskiego należy dowodzenie Siłami Zbrojnymi, z wyłączeniem Wojsk Obrony Terytorialnej – do czasu osiągnięcia pełnej zdolności do działania przez Wojska Obrony Terytorialnej”).
Posłanka Siarkowska nie ma więc racji – Wojsk Obrony Terytorialnej nie obowiązują te same zasady, co pozostałych rodzajów sił zbrojnych, ponieważ ich dowódca odpowiada bezpośrednio przed ministrem, a głównodowodzący Wojskiem Polskim nie mają ani wglądu w to, co robią „terytorialsi”, ani nic do powiedzenia w sprawie nowego rodzaju sił zbrojnych.
Wiceminister Skurkiewicz się kompromituje
Bezzasadność i „niepoważność” poprawki zakazującej użycia WOT przeciwko obywatelom polskim próbował udowodnić wiceminister obrony narodowej Wojciech Skurkiewicz. Zacytował pierwszy ustęp art. 26 Konstytucji RP (twierdząc, że „dosłownie cytuje” cały artykuł):
„Siły Zbrojne Rzeczypospolitej Polskiej służą ochronie niepodległości państwa i niepodzielności jego terytorium oraz zapewnieniu bezpieczeństwa i nienaruszalności jego granic”.
Wiceminister przekonywał: „Nie ma tu nic o użyciu ich przeciwko ludności, dlatego proszę nie wprowadzać zamieszania i tego typu propozycji legislacyjnych pod obrady, bo są one absolutnie niepoważne i cofają nas do mrocznych czasów stanu wojennego, do totalitaryzmu”.
„Siły Zbrojne zachowują neutralność w sprawach politycznych oraz podlegają cywilnej i demokratycznej kontroli”.
pełny tekst art.26 Konstytucji
Mogą jednak wystąpić okoliczności, w których wojsko zostanie zgodnie z prawem użyte przeciwko polskim obywatelom. Delegację konstytucyjną do tego daje słowo „bezpieczeństwo” w cytowanym przez Skurkiewicza pierwszym ustępie Art. 26.
Rozwinięto to w art. 18 ustawy o policji, który stanowi, że „jeżeli użycie oddziałów lub pododdziałów Policji okaże się lub może okazać się niewystarczające, do pomocy oddziałom i pododdziałom Policji mogą być użyte oddziały i pododdziały Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej”, a „pomoc (…) może być udzielona również w formie prowadzonego samodzielnie przez oddziały i pododdziały Sił Zbrojnych przeciwdziałania zagrożeniu, w przypadku gdy oddziały i pododdziały Policji nie dysponują możliwościami skutecznego przeciwdziałania tym zagrożeniom”.
Ustawa stanowi, że taka pomoc może zostać udzielona „w razie zagrożenia bezpieczeństwa publicznego lub zakłócenia porządku publicznego” i wymienia szereg przypadków, takich jak
powszechne zagrożenie „życia, zdrowia lub wolności obywateli”,
bezpośrednie zagrożenie „mienia w znacznych rozmiarach”
lub bezpośrednie zagrożenie „obiektów i urządzeń ważnych dla bezpieczeństwa lub obronności państwa,
siedzib centralnych organów państwowych
albo wymiaru sprawiedliwości”
oraz zagrożenie „przestępstwem o charakterze terrorystycznym”.
Zgodnie z procedurą ustawy o policji postanowienie o użyciu wojska do wsparcia lub wypełniania obowiązków policji wydaje prezydent na wniosek premiera, jednak „w przypadkach niecierpiących zwłoki decyzję o udzieleniu pomocy (…) podejmuje Minister Obrony Narodowej na wniosek ministra właściwego do spraw wewnętrznych”, a prezydent „niezwłocznie wydaje postanowienie o zatwierdzeniu lub uchyleniu decyzji” szefa MON (tu warto zastrzec, że w państwie PiS słowo „niezwłocznie” oznaczać może nawet po kilku latach, bo tyle zajęło „niezwłoczne” wydrukowanie orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego z 2016 roku).
https://oko.press/wot-jak-policja-pis-odrzucil-z...