Wbrew twierdzeniom przedstawicieli rządu, karty do głosowania w wyborach prezydenckich wcale nie są drukowane przez państwo. Jak ustaliliśmy, zamówienie trafiło do prywatnej firmy. I choć PiS deklaruje przywiązanie do polskich przedsiębiorstw, to zlecenie dał drukarni kontrolowanej przez koncern zagraniczny.hoć nie ma jeszcze przepisów dotyczących głosowania korespondencyjnego, rząd się tym nie przejmuje i pełną parą prowadzi do niego przygotowania
Jednym z kluczowych elementów jest wydrukowanie ok. 30 mln kart wyborczych
Odpowiedzialny za przygotowanie wyborów korespondencyjnych wicepremier Jacek Sasin twierdzi, że karty są drukowane przez państwową Polską Wytwórnię Papierów Wartościowych
To nieprawda. Karty są drukowane przez prywatną firmę z kapitałem niemieckim — czego rząd nie chce przyznać
Firma drukuje karty wyborcze, których wzoru formalnie jeszcze nie ma
Obóz władzy za wszelką cenę stara się, by wybory prezydenckie odbyły się w maju — w wersji korespondencyjnej. Problem w tym, że ustawa o głosowaniu korespondencyjnym znajduje się w tej chwili w kontrolowanym przez opozycję Senacie, który nie spieszy się z jej przyjęciem, bo PO, PSL i Lewica majowych wyborów nie chcą. Ustawa z poprawkami Senatu wróci do Sejmu prawdopodobnie dopiero 6 maja, czyli na cztery dni przed obowiązującą w tej chwili datą wyborów.
Oczywiście, PiS przygotował sobie przepisy umożliwiające przesunięcie wyborów, ale najpóźniejszym według zapisów konstytucyjnych możliwym terminem jest 23 maja. W najlepszym razie zatem obóz władzy ma miesiąc, aby przygotować wybory, jakich w Polsce jeszcze nigdy nie było — listowne głosowanie dla dziesiątków milionów ludzi.
Nie zważając na brak podstawy prawnej, rząd już prowadzi przygotowania do wyborów. Jak pisaliśmy w Onecie, kilka dni temu do samorządów trafiły pisma Poczty Polskiej z żądaniem udostępnienia danych osobowych wyborców. Poczta tłumaczy, że potrzebuje ich do zorganizowania głosowania — tyle, że robi to bez żadnej podstawy prawnej, bo przepisy w tej kwestii nie weszły jeszcze w życie.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Szef PKW złamał prawo? Burza wokół pisma do samorządowców
Minister odległy od prawdy
Jeszcze większym kłopotem jest przygotowanie kart wyborczych dla każdego uprawnionego do głosowania, czyli ok. 30 mln Polaków. W niedawnym wywiadzie dla TVN24 wicepremier Jacek Sasin — odpowiedzialny za przygotowanie wyborów korespondencyjnych — oświadczył, że karty drukuje państwowa spółka Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych. — Już drukuje, rzeczywiście to jest prawda, druk został podjęty — zapewniał. Wcześniej o drukowaniu kart przez PWPW wspominał europoseł PiS Adam Bielan, rzecznik sztabu wyborczego Andrzeja Dudy.
Jak ustalił Onet, i Sasin, i Bielan mówili nieprawdę, bo PWPW wcale nie drukuje kart do głosowania. Ba, w ogóle państwo się tym nie zajmuje. Zamówienie trafiło do prywatnej spółki Samindruk z Brodnicy — tę informację potwierdziliśmy w czterech niezależnych źródłach. Samindruk jest zaś kontrolowany przez berlińską firmę Gather Druck und Vertrieb GmbH.
Jak ustaliliśmy, PWPW nie ma takiego sprzętu ani doświadczenia, by wydrukować 30 mln kart wyborczych, tyle samo towarzyszących im oświadczeń o osobistym głosowaniu oraz 90 mln kopert niezbędnych do wysyłki i odbioru pakietów wyborczych.
— To kwestia sprzętu i technologii. Nasze maszyny po prostu wykonują innego rodzaju druki. W dodatku kłopotem był czas. Dlatego zlecenie trafiło do Samindruk — twierdzi nasz rozmówca z PWPW. Zapewnia on, że brodnicka firma ma wszystkie niezbędne certyfikaty bezpieczeństwa, które gwarantują, że podczas całej operacji nie dojdzie do nieprawidłowości. — Udział PWPW w przygotowaniu kart polega na naniesieniu zabezpieczeń — twierdzi.
Ile to kosztowało? Miliony