Paszport potrzebny, żeby wyjechać nawet do Niemiec czy Słowacji, i kolejki na granicach.
Praca aż do emerytury w jednym zakładzie, na przykład w państwowym zakładzie produkcji kabli.
Mięso, mąka, cukier, słodycze i alkohol na kartki, w wyznaczonej ilości per człowiek i nic więcej.
Buty zimowe albo letnie, tylko krajowych producentów.
Samochód używany, na który trzeba zbierać 15–20 lat.
Mieszkania dostępne jeszcze mniej niż teraz, bo nie ma ich komu i za co budować.
Piece na węgiel, bo to nasze polskie złoto, ale w zamian smog zabija rocznie jakieś 300–500 tys. Polaków.
W szpitalach tylko podstawowe badania i terapie, a ludzie na starych łóżkach, bo na nowe nie ma pieniędzy.
W aptekach tylko krajowe leki (jakieś 30 procent tego, co jest dzisiaj, bo przecież zagraniczne koncerny są poza naszym zasięgiem).
Sklepy też tylko państwowe i z polskimi produktami, i też jakieś 20 procent, a może mniej, niż dzisiaj.
Władza może wszystko, obywatel nie może nawet narzekać, bo od razu będą represje.
Sądy są na usługach władzy, a ty nie masz się gdzie odwołać, bo przecież nie mamy już nic wspólnego z Unią Europejską i TSUE.
Tak wyglądałaby suwerenność w wykonaniu tych, którzy dzisiaj mówią o konieczności wyjścia z Unii, o polexicie.
Znamy to, bo już to kiedyś przerabialiśmy i z trudem pokonaliśmy. Wywalczyliśmy sobie miejsce pośród krajów zachodnich i ich dogoniliśmy.
Andrzej zEU