Ostatnio z okazji protestów rolników, zainteresowania ekologią i innych spraw zaczyna się trochę mówić o dystrybucji żywności i o dominacji sieci handlowych. Przypominamy tekst, który opublikowaliśmy 20 (słownie: dwadzieścia) lat temu, gdy w Polsce prawie nikt o tym nie myślał i nie pisał: "Badania British Retail Planning Forum z 1998 r. wykazały, że każde otwarcie dużego supermarketu oznacza likwidację kilkuset miejsc pracy (ponad ilość nowozatrudnionych w supermarkecie), co ma negatywny wpływ na rynek pracy w promieniu 15 km. The New Economics Foundation podaje, że 50 tys. funtów wydanych w niezależnych, lokalnych sklepach stwarza jedno nowe miejsce pracy, podczas gdy aż 250 tys. funtów potrzeba wydać w tym samym celu w hipermarkecie, co spowodowane jest skomputeryzowaniem i efektami skali. Na te liczby wpływ ma również fakt, że małe firmy współpracują z lokalnymi hurtowniami i usługodawcami, czego hipermarkety zwykle nie czynią. Supermarkety mają ogromną siłę nabywczą, co daje im wielką siłę przetargową wymuszając na rolnikach i przetwórniach najniższe ceny oraz powodując ostrą walkę konkurencyjną, grożąc zmianą dostawcy w przypadku braku obniżki cen". Całość w linku:
https://nowyobywatel.pl/2014/10/03/skutki-hipermarkety...