Radosław Markowski: Co politologia mówi o referendum i pytaniach PiS
Pytania zaproponowane przez PiS są nielogiczne, pełne inwektyw i insynuacji, a ukryte cyniczne cele władzy są aż nadto widoczne – pisze politolog i socjolog.Miał rację – ponad wiek temu – Max Weber, gdy odpowiadając niektórym entuzjastom demokracji bezpośredniej, sugerował, iż ta udaje się po spełnieniu kilku warunków. Po pierwsze, społeczność decydująca o jakiejś ogólnej kwestii musi być niezbyt liczebna: gmina, fabryka, osiedle, w porywach powiat – to jego zdaniem najlepsza skala na referendum. Po drugie, uważał, że status społeczny osób biorących udział w referendum nie powinien się zbytnio różnić; arystokracja w jednym worku z profesjonalistami i półpiśmiennymi chłopami wydawała mu się nonsensem. W końcu, po trzecie i najważniejsze, by sensownie stosować referenda, ludzie w nich biorący udział muszą mieć tzw. merytoryczne minimum wiedzy o przedmiocie, którego referendalne pytanie dotyczy.
Wiek po Weberze
Współczesne badania potwierdzają trafność weberowskiej propozycji i dodają jeszcze kilka innych warunków koniecznych, by zasadnie proponować referendalne odpytywanie obywateli, co sądzą o jakiejś kwestii. I tak, kwestia poddana pod głosowanie musi stanowić istotny problem dla znacznej i znaczącej części społeczeństwa. Nie może to być – by użyć zgrabnego angielskiego pierwowzoru – a „non-issue”, a więc problem iluzoryczny. Poza tym referenda – ze swej ontologicznej istoty narzędzie „większościowe” – nie powinny być używane w sprawach dotyczących mniejszości, gdyż ta (z definicji) nie ma w referendalnej logice szans. Stąd wielka zaleta demokracji liberalnych, które konstytucyjnie chronią praw mniejszości przed autorytarnymi zakusami większości. Z tego (i nie tylko) względu referenda nie są uznawane za politycznie adekwatne narzędzie w tzw. permanentnie podzielonych społeczeństwach, podzielonych religijnie, rasowo, etnicznie.
Liczne badania testujące rozumienie przez przeciętnych obywateli, co właściwie było rozstrzygane w danym referendum, wskazują na ogromne pokłady niewiedzy, zagubienia czy wręcz nietrafnych z punktu widzenia własnego interesu ekonomicznego decyzji różnych grup społecznych. Ponadto w referendach (których frekwencja jest zazwyczaj znacząco niższa niż w wyborach parlamentarnych) niespełniony jest podstawowy warunek reprezentatywności tego przedsięwzięcia, a im niższa frekwencja, tym owa niereprezentatywność większa.
https://www.rp.pl/publicystyka/art38960441-rados...