Były dyrektor biura prasowego Kancelarii Prezydenta: załoga samolotu potwierdzała, iż nie było żadnych nacisków
- Czy procedury zostały złamane? Moje zdanie nie ma tu żadnego znaczenia. Tak jak wtedy, tak i teraz uważam, że powinni tym zajmować się fachowcy z Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych - tłumaczy w rozmowie z Onetem Marcin Kędryna. Były dyrektor biura prasowego Andrzeja Dudy jest jednym z bohaterów artykułu Wirtualnej Polski o tuszowaniu niebezpiecznego incydentu podczas lotu z udziałem prezydenta latem 2020 r.Samolot z prezydentem na pokładzie przez cztery minuty leciał bez formalnej kontroli z ziemi, co mogło doprowadzić do katastrofy lotniczej
Według WP urzędnicy, którzy orientowali się w sprawach dotyczących lotnictwa, wiedzieli, że doszło do złamania przepisów. Mimo to późniejsza rozmowa na komunikatorze WhatsApp dotyczyła głównie tego, w jaki sposób zatuszować całą sprawę przed dziennikarzami
Wśród dyskutantów był Marcin Kędryna, który zapewniał, że nie było żadnych nacisków na pilotów ze strony środowiska prezydenta, by wystartować mimo późnej pory i formalnego końca dnia pracy kontrolera lotów
- Interesowały mnie dwie kwestie. Po pierwsze - potwierdzenie tego, co usłyszałem od pasażerów samolotu, czyli, że nie było żadnych nacisków i prób kontaktu z załogą, po drugie – nie chciałem, by w moich komunikatach pojawiło się słowo za dużo - tłumaczy dziś w rozmowie z Onetem
Według niego pasażerowie nie zdawali sobie sprawy z tego, że było opóźnienie. - Nikt nie rozmawiał o tym z załogą. Stewardesa w pewnym momencie ogłosiła, że samolot czeka na samochód „follow me”. Później podczas rozmów z LOT-em usłyszałem, że załoga potwierdzała, iż nie było żadnych nacisków
https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/incy...