Karol Nawrocki w oczekiwaniu na telefon od Trumpa nie spał całą noc. Wyciągnął z barku butelkę mocnej kawy i ćwiczył zwroty przydatne w rozmowie: tak jest, dobrze, natychmiast, zrobię to, masz rację, jesteś wielki. Znając ich angielskie odpowiedniki, można bez obaw odbyć rozmowę z Trumpem. Nasz prezydent powtórzył je kilka razy, ale potem przysnął na chwilę. We śnie zobaczył, jak posłowie i senatorowie niosą go na rękach przez Plac Zamkowy, a Warszawiacy wykrzykują hasła na jego cześć. W ręku trzyma egzemplarz nowej Konstytucji przed chwilą zatwierdzonej w Sejmie większością 3/4 parlamentarzystów obu izb. Asystują mu najwybitniejsze postaci polityki: Przydacz, Jaki, Mejza, Kowalski i inni. Niestety, cudowny sen przerwał telefon z Ameryki. Z drugiej strony Donald monologował o swoim sukcesie w wojnie z Iranem, o niewdzięczności Europy i o tym, co zawsze, czyli o swojej wielkości. Karol z rzadka wtrącał wyuczone słówka i próbował się dowiedzieć, jaka była jego rola w uwolnieniu Andrzeja Poczobuta, bo ciągle go o to pytają, a on nie wie, co odpowiedzieć. Trump też nic nie wiedział i na tym skończyła się rozmowa.
Nawrocki do rana próbował zasnąć, licząc, że wróci do niego piękny sen, ale nie wrócił.
Prezydent zszedł do siłowni I trochę poćwiczył, ale targanie żelastwa nie sprawiało mu przyjemności takiej jak zwykle. Przed oczami miał wciąż widok siebie niesionego na ramionach przez Warszawę. Na szczęście zdążył otrzeć łzę zanim obudzona żona zdążyła zapytać: "Coś się stało? Trump cię zdenerwował?"
"Nie nic, miałem taki piękny sen."