Dlaczego sprawy aktywistów powinny obchodzić nas wszystkich? Dlaczego powinny obchodzić także zwolenników obecnej władzy? Dlatego, że każdy z nas może znaleźć się na ich miejscu. Zależy to tylko od kaprysu władzy albo od panującej atmosfery politycznej. Nigdy nie wiadomo jakie działania zaczną władzę uwierać i być dla niej niewygodne.W kwietniu 2019 r. na terenie parafii św. Maksymiliana Kolbego w Płocku ponaklejano plakaty z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej. Aureole przedstawionych na obrazie Maryi i Dzieciątka zamiast złotego koloru miały barwy tęczy. Miesiąc później sześcioro policjantów puka do drzwi Elżbiety Podleśnej. Kolejni czekają w samochodzie pod domem. Przeszukanie. Zabierają dwa laptopy, karty pamięci z aparatów fotograficznych, wszystkie pendrive. Potem przeszukają auto. Choć czynności mają się na tym zakończyć, po „telefonie z góry” okazuje się, że Podleśna jednak jest zatrzymana, wiozą ją do Płocka. „Plany się zmieniły – mówi naczelnik wydziału nadkomisarz Jakub Gapiński. – Zatrzymujemy na 48 godzin”. Tylko skuteczna interwencja obrońcy adw. Radosława Baszuka powoduje, że po przesłuchaniu aktywistka zostaje zwolniona. Minister Brudziński aż trzy razy tweetuje w tej sprawie, chwaląc działania policji. Chyba Podleśnej nie lubi.
8 czerwca 2020 r. zostaje zatrzymana inna aktywistka, miała brać udział w rozwieszaniu plakatów oskarżających ministra Łukasza Szumowskiego o nadużycia korupcyjne i zaniechania w związku z pandemią COVID-19. Rozpoczyna się upokarzający spektakl. Wyprowadzają ją z domu w kajdankach, wszystko w obecności rodziców i nieletniej córki. Jest późno, po 23, noc spędza w areszcie. Policja przeszukuje mieszkanie, z piwnicą włącznie, bez nakazu, na tzw. blachę. Zabiera nośniki. W czynnościach bierze udział pięciu funkcjonariuszy, to robi wrażenie. Obrońca (zresztą ten sam, który bronił Podleśnej) informuje, że nie ma z klientką kontaktu. Policja długo nie chce powiedzieć, gdzie się znajduje. W tym czasie trwa przesłuchanie jej ojca. Polska policja tweetuje; „Podejrzenie popełnienia przestępstwa wiąże się z zatrzymaniem. Zatrzymanie z założeniem kajdanek”. W końcu zarzuty: kradzież z włamaniem na kwotę 450 zł. Obrońca podkreśla, że kompletnie bezzasadny.
Aktywistki z kolektywu Stop Bzdurom rozwieszały tęczowe flagi na warszawskich pomnikach w nocy w ubiegłym tygodniu. Flagę zatknęły m.in. na figurze Chrystusa przed kościołem Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Zdjęcia z wydarzenia opublikowały w sieci. Jedna z uczestniczek happeningu została zatrzymana przez policję. Dwie noce spędziła w komendzie. We wtorek policja zatrzymała dwie kolejne kobiety, oczywiście w kajdankach. Po jedną z nich jedzie aż w Bieszczady. Wiozą ją do komendy na Wilczą, dojeżdża o 4 nad ranem. W tym czasie trwa festiwal tweetów polskiej policji, dumnej ze swoich działań. Dzięki interwencji obrończyni Katarzyny Gajowniczek-Pruszyńskiej dziewczyny wychodzą na wolność. Dostają zarzuty znieważenia pomnika, grozi za to kara grzywny albo ograniczenia wolności. Po wyjściu na wolność aktywistek profesorka chemii Magdalena Pecuł-Kudelska robi eksperyment. Sama kładzie tęczową flagę na pomniku przy kościele Świętego Krzyża. Policja ją legitymuje i zabiera flagę. Nikt jej nie zatrzymuje. Odchodzi. Nie ma informacji, czy w związku z tym w kościele będzie kolejna msza przebłagalna.
Tak więc, czy naprawdę o flagę tutaj chodzi? Czy chodziło o kradzież z włamaniem na kwotę 450 zł?
A może chodzi o to, aby aktywiści i aktywistki przy każdym swoim działaniu słyszeli w głowie łoskot bojówek policji. Wszak w każdej chwili mogą się znaleźć obiektem ich zainteresowania.
Wtedy, jeśli ich działania są dla władzy niewygodne. Albo kiedy to przedstawiciel władzy osobiście składa zawiadomienie o przestępstwie, albo gdy działania dotyczą jego osobiście. Zamknięcie koleżanek i kolegów z innych organizacji, chociażby na kilka godzin, przemawia do wyobraźni. Przeszukanie na oczach sąsiadów, rodziny? Kto z nas chciałby być na ich miejscu? Efekt mrożący może zadziałać. Zapewne nie odstraszy ani Eli Podleśnej, ani aktywistek ze Stop Bzdurom. Ale może zadziałać na innych, chociażby tych z mniejszych miast. Tam wieści o zatrzymaniu roznoszą się szybciej, jest się mniej anonimowym.
https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,100865,261898... każdej z opisanych spraw można było wezwać aktywistki do złożenia zeznań czy wyjaśnień w komisariacie, a zatrzymanie zastosować wyłącznie wtedy, kiedy zaistniałyby okoliczności uzasadniające obawę, że dobrowolnie nie stawią się na wezwanie organu procesowego. Tymczasem zatrzymanie posłużyło wyłącznie w celu wykazania spektakularnej aktywności prokuratury w ściganiu działań nasyconych nie takim przekazem ideologicznym czy informacyjnym, jakiego obecna władza by oczekiwała. Albo działań zmierzających do negatywnej oceny postępowań jednego z jej przedstawicieli. Policja potraktowała więc ich stanowczo, za stanowczo.
Zwłaszcza że, kiedy wieszano nie flagi, ale zdjęcia posłów na szubienicy policja nie była tak zdeterminowana. A mężczyźni, którzy bili, wyzywali i pluli na 14 demonstrantek, które usiadły na moście w geście protestu przed hasłami marszu narodowców, nie zostali natychmiast przesłuchani i nie usłyszeli zarzutów.
Wątpliwości wzbudza nie tylko samo zatrzymanie. O przeszukaniu powinien decydować prokurator albo sąd. Przeszukanie w wypadkach niecierpiących zwłoki, czyli na tzw. blachę, oznacza modyfikację zwyczajnego standardu stosowania tego środka, łagodzi rygor gwarancji ochrony prywatności, ponieważ zachodzi nagle, bez wcześniejszego przygotowania. Orzecznictwo Sądu Najwyższego jest jasne: przeszukanie w przypadkach niecierpiących zwłoki to inaczej przeszukanie bezpośrednie realizowane w ramach pościgu, zatrzymań będących nakazem chwili oraz na przykład w stosunku do rozpoznanych groźnych przestępców. Żadna z tych okoliczności nie miała miejsca, kiedy przeszukiwano mieszkanie aktywistki, która rzekomo miała rozwieszać plakaty z ministrem Szumowskim.