Paweł Wroński
Nowy pomysł Tuska: Zamiast zjednoczonej opozycji koalicja chętnych.
Tusk odracza pomysł budowy wspólnej listy opozycji, bo boi się zaostrzenia walki między opozycyjnymi ugrupowaniami. A to zaszkodziłoby budowaniu porozumienia po wyborach. KO zamiast tego chce budować "koalicji chętnych".
Na weekendowej konwencji programowej PO niemal na końcu przemówienia Donald Tusk stwierdził, że otrzymuje sygnały od partii opozycyjnych, że "nie są one skłonne do budowania wspólnej listy". - Szanuję tę opinię, choć uważam ją za błąd - stwierdził, zapowiadając, że razem z koalicjantami: Nowoczesną, Zielonymi i Inicjatywą Polską będzie chciał dogonić, a w dzień wyborów przegonić PiS.
Zapowiedź Tuska spełniła się o tyle, że już wtorkowy Kantar przyniósł informacje o tym, że PiS i PO dzieli zaledwie jeden punkt procentowy. Zjednoczona Prawica zjechała do 27 procent poparcia, a KO – 26 procent. Za nimi w duży odstępie jest Polska 2050 Szymona Hołowni oraz Konfederacja – po 9 procent i Lewica – 7 procent. Inne ugrupowania nie wchodzą do Sejmu.
W innym sondażu United Surveys dla RMF FM i "Dziennika Gazety Prawnej" PiS prowadzi (33,1 proc), a różnica wobec KO wynosi 7 punktów (26,1 proc.). Polska 2050 ma 10,6 proc, Lewica – 6,2 proc., PSL-KP – 6 proc., a Konfederacja – 5,8 proc.
Na sobotniej konwencji programowej Tusk jeszcze nie znał sondażu Kantara, który swoje badania prowadził 21-26 stycznia. Jego wypowiedź o zerwaniu z hasłem "zjednoczona opozycja", choć znalazła się na końcu wypowiedzi, była starannie przemyślana.
Na razie, po dość pozytywnie przyjętej konwencji programowej PO, zapanował spokój. Lewica na Twitterze zapowiedziała, że nie będzie ataków na PO, a wspólnym wrogiem jest PiS. Co ciekawe, w poniedziałkowych "Wiadomościach" TVP nie został zaatakowany Donald Tusk w tradycyjnym "kwadransie nienawiści". Nie wiadomo, czy propagandyści opatrznie zrozumieli intencje Tuska, czy też doszli do wniosku, że poprzez nieustanne ataki niechcący go lansują.