Czteroosobowa rodzina z Drezna w Niemczech płaci za wywóz śmieci 54 zł miesięcznie. W odległym o 270 km Wrocławiu Kowalscy w 2020 roku będą płacić 88 zł miesięcznie za taką samą usługę. W Warszawie - 94 zł, w Poznaniu - 64 zł, w Łodzi - 96 zł. Wszędzie drożej niż w Niemczech. Bezwzględnie. Tymczasem typowy Niemiec zarabia 10 tys. zł. Typowy Polak - 3 tys. zł.
W tamtym roku głośna była walka z "mafią śmieciową", która masowo puszcza z dymem składowane śmieci. Tyle że przejawem tej patologii są nie tylko płonące śmietniska, ale i stawki za wywóz śmieci - ekonomicznie irracjonalne czyli bandyckie.
Poza tym dążyć powinniśmy do budowy gospodarki bezodpadowej, w której nie ma żadnych śmieci, gdyż wszystkie odpady mogą i powinny być zarazem surowcem podlegającym reprodukcji lub wytwarzaniu gazu*.
Niemcy stoją pod marketami z wielkimi torbami pełnymi butelek tak szklanych jak i plastikowych, bo nie opłaca się ich wyrzucać. U nas butelkomat postawiony w Urzędzie Miasta Krakowa został zamknięty po dwóch miesiącach, bo "Zainteresowanie przerosło oczekiwania ratusza, w maszynie skończyły się już pieniądze wydawane mieszkańcom za butelki".
Na wysokie ceny wywozu śmieci wpływ ma m.in. to, że w niektórych regionach firmy śmieciowe po wygraniu przetargu stały się monopolistami i zaczęły to wykorzystywać.
* W 2011 funkcjonowało w Polsce 155 biogazowni. Do 2015 roku ich liczba wzrosła do 278, w tym: 78 rolniczych, 99 przy oczyszczalniach ścieków, 97 przy wysypiskach. Ich potencjał produkcyjny wynosił 0,18 mld m3 biometanu. Tymczasem potencjał biogazu w Polsce wynosi 2,9-6,4 mld m3. Całkowity potencjał biometanu wynosi zatem do 3,8 mld m3. Cała komunikacja komunalna mogłaby i powinna funkcjonować w oparciu o komunalne zakłady produkcji komunalnego gazu odnawialnego. Powinno być to naczelnym tematem naszej kampanii samorządowej, choć trudno się tego spodziewać, ponieważ nasze samorządy są pozadłużane. Bez zaangażowania państwa trudno będzie o wdrożenie takich rozwiązań.