Nakrzyczeliście na mnie że hej! Ja wbrew temu co niektórzy wypowiadający się sądzą, doskonale rozumiem o co chodzi. A chodzi mi o logiczny - a tu się okazuje, że nie dla wszystkich - ciąg wydarzeń.
Mam podpisaną kartę i już jestem wiarygodna? Aby to udowodnić, powinni być o dowód osobisty proszeni WSZYSCY klienci, żeby na 100 % było wiadomo że Kowalski to rzeczywiście Kowalski. Ośmielam się twierdzić, że mało która kasjerka, czyta to co na karcie w miejscu podpisu się znajduje. Informacja , jak się nazywam nic jej nie daje - nie zna mnie osobiście.
Owszem, gdy mam się podpisać na paragonie, to rzeczywiście jest potrzebny wzór podpisu dla porównania. Przypuszczam, że gdybym w miejscu na podpis umieściła np. kiełbasa krakowska, to i tak by tego nikt by się nie zastanawiał co tam jest napisane - wystarczy fakt odpowiedniego użycia środka piszącego.
A jeśli mam kartę nie podpisaną? Szanowny / a Boomer twierdzi "pani ze sklepu moze miec za to duże nieprzyjemnosci i duży ubytek w portfelu jesli karta okaże się fałszywa" Jakie nieprzyjemności? Jaki ubytek w portfelu? Jeśli następuje akceptacja ze strony banku, bo PIN był zgodny? Litości.
I jeszcze jedno - NIE PIEKLĘ SIĘ - i nie życzę sobie by ktokolwiek w ten sposób określał moje poglądy przedstawione w miejscu do tego odpowiednim - wszak robicie Państwo dokładnie to samo co ja - WYPOWIADACIE W SPRAWIE. Pozdrawiam