Ziobro kradł prawie 4 miliardy rocznie.
Niby wszyscy wiedzieli, a jednak cicho. Były ksiądz i osadzony Roman Kotliński ujawnia kolejną aferę Ziobry.
Chodzi o miliardy złotych ukradzione pod pretekstem zatrudnienia więźniów.
Ziobro zatrudnił ok. 90% więźniów na umowę o pracę. To około 90 tysięcy osadzonych.
Ponieważ byli oni zatrudnieni na umowę o pracę, to musieli zarabiać, co najmniej najniższą krajową tj. ok. 3,5 tys. zł. netto. Problem w tym, że pracowali fikcyjnie i najczęściej o tym nie wiedzieli. Cześć ok. 5% rzeczywiście pracowała w łaźni, w magazynie, w pralni, w warsztacie, na stołówkach, ale dostawali po 50 zł. Pozostali nie otrzymywali nic – mówi Pan Roman Kotliński. Podpisywali jakieś karteczki, że pracują, bo to było dobrze widziane przy ocenie osadzenia i resocjalizacji.
Policzmy. Dajmy na to 80 tys. zatrudnionych po 3,5 tys. zł. to miesięcznie ok. 315 mln zł dla Ziobry.
Rocznie to 3 miliardy 780 milionów ukradzionych złotych.
Jakaś cząstka była przeznaczona na drobne rzeczy w więzieniu, chyba dla mylenia czujności osadzonych.
To jest większa afera Ziobry niż wszystkie razem wzięte.
Ile zawiózł do Argentyny, aby zapłacić za pałace dla siebie i Rydzyka, a ile za gościnę u putinowskiego Orbana, to nawet nie wymaga wyjaśnień.
Bezczelny wyrachowany, podły, bezkarny, s-syn i mafioso z pistoletem w majtkach. Teraz okazało się, że to fujara i miękiszon pod ochroną ludzi Putina u Madziarów. Boi się więzienia, bo okrutnie i podle okradł też więźniów, więc woli uciekać i chorować, szczuć z daleka i oskarżać, by nie być osądzony i osadzony.
Tymczasem chory, on cierpi biedaczek, czeka na ogłoszenie, męczennika kaczek.
Adam Mazguła