Stefan Niesiołowski
Zjedzą własny ogon?
To pytanie właściwie powinno brzmieć: czy oni (oni to oczywiście pisowcy) rzeczywiście a nie oszukańczo, wycofają się z decyzji o podporządkowaniu PiS-owi sądów? To samo pytanie, czy uda się w Polsce zachować praworządność, w dłuższej perspektywie oznacza coraz wyraźniej także pozostanie w Unii Europejskiej.
W tej chwili obserwujemy coraz ostrzejsze walki frakcyjne wśród pisowców. Bardzo to przypomina walki frakcyjne w PZPR, nawet podobieństwo jest uderzające. Ziobro to nowa odsłona dążącego do władzy na fali nacjonalizmu Mieczysława Moczara i jego frakcji partyzantów.
Morawiecki, bardziej umiarkowany zwolennik łagodniejszego kursu, to ktoś w rodzaju Kliszki lub Ochaba. Tego rodzaju porównania są oczywiście grubym uproszczeniem, ale spekulacje dziennikarzy zastanawiających się, która frakcja Ziobry czy Morawieckiego zwycięży, i co to oznacza dla Polski, bardzo przypomina czasy PRL-u. Jest też dowodem podobnej degeneracji i skarlenia polskiej demokracji pod rządami pisowców, gdy procedury demokratyczne są fasadą, instytucje demokratyczne w zasadzie atrapami, a istota sporu sprowadza się do tego, że Ziobro wspierany przez obrażoną na Morawieckiego Szydło, obali Pinokia i co się wówczas będzie działo?
Ten spór ma jednak konkretny wymiar polityczny i nie sprowadza się wyłącznie do personaliów, chociaż w swojej istocie jest potwierdzeniem tego, że pisowcy niszczą wszystko czegokolwiek się dotkną, łącznie z normalną dla demokracji rywalizacją polityczną i konkurencją programową.
Istniała anegdota, że cały Marzec’68 w PRL sprowadzał się do tego, że grupa Gucwy wykosiła grupę Pisuli, a wcześniej w Październiku‘56 grupa Puławy wykosiła grupę Natolin i do takich rywalizacji oraz walk koterii sprowadzało się życie polityczne w PRL, co jakiś czas przerywane rozruchami, po których następowała zmiana I sekretarza, czyli człowieka rządzącego Polską z woli Moskwy.
Obecne podobieństwa są uderzające, chociaż na szczęście o wyborze władz w Warszawie nie decyduje Moskwa.
Frakcja nacjonalistów nie godząc się na niezależność sądów doprowadziła już do sparaliżowania rządu, który też jest przeciwko praworządności, choć chciałby unijnych pieniędzy. To jest istota coraz ciekawszego rozwoju sytuacji, w jaką wpędzili się pisowcy.
Nie widzę powodu, aby opozycja miała choćby w najmniejszym stopniu pomagać im w rozwiązaniu tego zapętlenia, w które sami się wpędzili. „Premier Mateusz Morawiecki umył ręce, bo liczy na to, że problem Izby Dyscyplinarnej załatwi Andrzej Duda. I to na niego spadnie odium ‘zdrajcy’, który uległ ‘brukselskiej okupacji’.
Ale prezydent nie pali się do podpisywania wszystkiego w ciemno. W obozie Zjednoczonej Prawicy trwa przeciąganie liny, jak ma wyglądać likwidacja Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.
Część polityków PiS z frakcji premiera Morawieckiego chce odblokować rozmowy nad akceptacją Krajowego Planu Odbudowy przez Komisję Europejską. A w ogóle to nie jest wina PiS. – Przecież ten projekt tworzący Izbę Dyscyplinarną to projekt prezydenta – przypomniał w TVN 24 poseł Marek Ast (PiS).
To samo podkreślają politycy Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry… a Ziobro grozi, że nie zagłosuje nad zmianami, które oznaczałyby spełnienie warunków Komisji Europejskiej i realizację wyroku TSUE. Ma także w samym PiS sporą grupę zwolenników, która opowiada się za twardym kursem antyunijnym; nie ustąpimy, najwyżej nie dostaniemy pieniędzy z Funduszu Odbudowy”.
Stan na dziś jest taki, że kancelaria premiera wycofała się z tego konfliktu i czeka na efekt negocjacji z prezydentem, który nie godzi się na wersję zmian w sądownictwie przedstawioną przez Ziobrę.” (Dominika Wielowieyska, „Wygaszanie Izby Dyscyplinarnej. Premier się schował, prezydent wchodzi do gry”, „Gazeta Wyborcza” z 1.11.2021 r.).
Myślę, że stwierdzenie, że całe to towarzystwo ochoczo i zajadle pożera własny ogon, dobrze oddaje głęboką myśl polityczną, jak również przemyślaną strategię dobrej zmiany.
https://www.temi.pl/felietony/zjedza-wlasny-ogon/