Marcin Krueger
pSdteroosn
n
43h7
m
0ct12f71
4
0371mgt1
i
8
i3855c57f8i8ff
4hl9al7hcl
·
Złote zęby Obajtka
Kiedy w świetle reflektorów znika blask, a pozostaje tylko odblask metalu — niekiedy złotego, niekiedy zardzewiałego — historia pokazuje, że wszystko, co błyszczało w Orlenie, nie zawsze było czyste. Właśnie tak kończy się epoka Daniela Obajtka — człowieka, który przez lata budował wokół siebie mit nieomylnego menedżera, a w rzeczywistości, jak głoszą dziś uchwały NWZ Orlenu, pozostawił po sobie rachunek, który ktoś musi zapłacić.
„Złote zęby w ustach władzy świecą tylko do pierwszego świtu” — pisał kiedyś poeta, którego w PRL-u nie wolno było cytować. I ten świt właśnie wstał. Orlen, przez lata traktowany jak prywatny folwark politycznego układu, dziś domaga się naprawienia szkód. Szkód, które — jak czytamy — obejmują wydatki na cele prywatne, brak nadzoru, zaniżanie cen paliw i finansowe transfery w ramach Orlen Trading Switzerland. A więc mamy klasykę gatunku: patriotyzm na ustach, Szwajcaria w portfelu.
Władza lubi opowiadać, że wszystko czyni dla narodu. Ale gdy narodowi sprzedaje paliwo po cenach politycznych, to nie miłość do obywatela — to zimna kalkulacja wyborcza. „Niech lud ma taniej, a my — chwilowo — drożej, bo taniej władzy nie kupisz.” Rok 2023 zapisał się więc jako czas, gdy bak Polaka był pełny, a spichlerz Orlenu pustoszał.
Teraz spółka państwowa, dawniej tarcza propagandy sukcesu, staje się salą sądową. Obajtek i Róg — nazwiska, które jeszcze niedawno otwierały drzwi do ministerstw, dziś widnieją w uchwałach o dochodzeniu roszczeń. Ironia dziejów? Nie. Po prostu rachunek historii, której nie da się anulować korektą księgową.
„Każda władza karmi się własnym cieniem.” Cień Obajtka, choć odszedł z gabinetu, wciąż kładzie się na polskiej gospodarce. Bo zaufanie, które utracił Orlen, nie wraca jak ropa z beczki — ono paruje. I choć politycy będą jeszcze długo przekonywać, że to jednostkowe błędy, każdy ekonomista wie, że korporacyjne patologie mają zawsze wspólny mianownik: bezkarność władzy splecionej z partią.
Dziś NWZ w Płocku nie jest tylko formalnością. To symboliczny moment, gdy korporacyjny smok, hodowany przez lata przez kolejne rządy, zaczyna pożerać własny ogon. Ci sami, którzy klaskali, dziś mówią o odpowiedzialności. Ci sami, którzy podpisywali absolutoria, teraz powołują się na „brak informacji”. Jakby złote zęby Obajtka błyszczały tak oślepiająco, że nikt nie chciał patrzeć, w czyim uśmiechu się odbijają.
Nie łudźmy się — proces naprawy potrwa latami. Prawnicy będą szukać winy w procedurach, biegli w bilansach, politycy w przeciwnikach. Ale opinia publiczna, ta nieufna i zmęczona, zapamięta jedno: że zębami można gryźć, ale można też się na nich przejechać.
A kiedyś, może za dekadę, ktoś znów zapyta: jak to możliwe, że w państwie, które miało być nowoczesne, narodowy koncern służył nie ekonomii, lecz propagandzie? I wtedy ktoś odpowie półgłosem: „Bo złote zęby też rdzewieją, tylko później niż srebrne.”