-13°C

34
Powietrze
Cóż... Bywało lepiej.

PM1: 12.08
PM25: 20.27 (51,66%)
PM10: 23.25 (135,14%)
Temperatura: -13.00°C
Ciśnienie: 1019.70 hPa
Wilgotność: 58.43%

Dane z 01.02.2026 12:55, airly.eu

Szczegółowe dane meteoroliczne z Mińska Maz. są dostępne na stacjameteommz.pl


facebook
REKLAMA

Forum

Fajtłapy z partii PO-KO czyli POKO !!!!

6631 postów
gdzieś indziej Postów: 13990
michal1965
gdzieś indziej, postów: 13990
Piątek, 4 lutego 2022 21:10:52
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
trzeba opiłować tego, co chciał piłować innych.
MIńsk Mazowiecki Postów: 5878
Zagłoba
MIńsk Mazowiecki, postów: 5878
Piątek, 4 lutego 2022 21:13:22
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
I tego co pokroił społeczeństwo!
gdzieś indziej Postów: 13990
michal1965
gdzieś indziej, postów: 13990
Piątek, 4 lutego 2022 21:17:42
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Oooooo

Dobrze, że mu w Brukseli robotę dali.

Ale podobno wrócił i znowu mąci.
MIńsk Mazowiecki Postów: 5878
Zagłoba
MIńsk Mazowiecki, postów: 5878
Piątek, 4 lutego 2022 21:25:10
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Prezes? Fakt!
Post edytowany
Żabodukt Postów: 82145
kumak
Żabodukt, postów: 82145
Piątek, 4 lutego 2022 21:34:55
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
nie damy...
Post edytowany
gdzieś indziej Postów: 13990
michal1965
gdzieś indziej, postów: 13990
Piątek, 4 lutego 2022 21:39:11
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
W każdym razie jestem pod wrażeniem twoich zdolności montażysty.
MIńsk Mazowiecki Postów: 5878
Zagłoba
MIńsk Mazowiecki, postów: 5878
Piątek, 4 lutego 2022 21:41:53
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Nie mylić z sygnalistą.
Czyj to gong?
Post edytowany
Żabodukt Postów: 82145
kumak
Żabodukt, postów: 82145
Piątek, 4 lutego 2022 23:30:46
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
michal1965 Dziś, 2 godz. temu
0
+
-
W każdym razie jestem pod wrażeniem twoich zdolności montażysty.to nie montaż tylko grafika ruchoma tu montaż
Post edytowany
Żabodukt Postów: 82145
kumak
Żabodukt, postów: 82145
Sobota, 5 lutego 2022 10:56:57
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
KORZENIE ZŁA - pierwszy zwiastun filmu braci Sekielskich o SKOKach (napisy PL)
W 2019 roku bracia Sekielscy rozpoczęli zbiórkę na dokument poświęcony aferze SKOK-ów. - W tę historię w różny sposób zamieszani są politycy z obu stron barykady, więc nikomu nie zależy, by go rozdrapywać, a to jest gruba afera - mówił wtedy Tomasz Sekielski. Prace nad filmem "Korzenie zła" nadal trwają, jednak premiera coraz bliżej, dlatego twórcy postanowili zaprezentować pierwszy zwiastun.
https://kultura.gazeta.pl/kultura/7,114438,28076873,korz...
Post edytowany
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Sobota, 5 lutego 2022 12:38:37
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Polskie służby są w czołówce europejskiej jeżeli chodzi o inwigilację obywateli. Polscy operatorzy mają obowiązek przez dwa lata przechowywać informację o tym kto, kiedy, gdzie i z kim się łączył i jak długo rozmawiał. Nazywa się to retencją danych. Informacje o połączeniach zbiera się „na wszelki wypadek”, a policja i służby mają do nich dość swobodny dostęp.

Służby uzyskują wszystkie dane na temat właściciela telefonu. Znajduje się tam komplet informacji, które wpisano podczas zawierania umowy z firmą telekomunikacyjną, m.in. numer prawa jazdy, NIP, PESEL, imiona rodziców, miejsce pracy, stan majątkowy. Dzięki temu ABW błyskawicznie namierza właściciela danego numeru, dostając dodatkowo komplet informacji na jego temat. Nie wiemy, w jakich konkretnie postępowaniach nasze dane są faktycznie wykorzystywane ani w jakim celu są pobierane od operatorów.

Liczba pytań o dane abonenta w Polsce:

– w 2009 r. – 1 mln 48 318 tys.
– w 2010 r. – 1,4 mln
– w 2011 r. – 1,85 mln
– w 2012 r. – 1,75 mln
– w 2013 r. – 2,17 mln
– w 2014 r. – 2,35 mln

W krajach UE okres retencji danych wynosi najczęściej od 6 miesięcy do 1 roku. Według danych z 2010 roku w Polsce na tysiąc obywateli zakłada się ok. 27,5 podsłuchu, w Wielkiej Brytanii, która ma autentyczny problem z terroryzmem to jest 8 na tysiąc,a w Niemczech 0,2 na tysiąc.

Koszty wykazów rozmów i danych abonentów telefonicznych żądanych przez służby i instytucje uprawnione do ich pozyskiwania ponosili abonenci. Tylko w 2011 roku kosztowały one 74 miliony zł. Operatorzy telekomunikacyjni dostarczali te informacje za darmo, bo obligowało ich do tego prawo. W praktyce płacili za to abonenci, bowiem operatorzy przerzucali na nich te koszty.

Jedno zapytanie od służb kosztowało operatorów 40 zł. Firmy telekomunikacyjne chciały wprowadzenia opłat za billingi dla państwowych służb. Jak podał „Dziennik Gazeta Prawna”, w 2011 roku serwis społecznościowy nk.pl wyliczył, że koszt jednego zapytania od służb o udostępnienie danych kosztował ich 50 zł, zaczął więc wystawiać służbom faktury. Okazało się, że w 2010 roku służby przesłały 2343 zapytania, a w 2012 roku zaledwie 473.
Według dziennika Rzeczpospolita 8 czerwca 2009 roku na spotkaniu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, którym udział wzięli m.in. przedstawiciele Komendy Głównej Policji, Straży Granicznej, CBA, ABW i MSWiA, powstała grupa robocza mająca wprowadzić zmiany do nowelizowanej ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Policja i służby specjalne chciały, by portale i witryny gromadziły dane o internautach i ich działaniach na potrzeby możliwych śledztw.

Służby miałyby dostęp do tych informacji przez 24 godziny na dobę, zdalnie, bez wiedzy i na koszt właścicieli witryn. Dane miałyby być gromadzone przez 5 lat. Obowiązek ten spocząłby na firmach zarządzających komunikatorami internetowymi, witrynami z blogami oraz forami dyskusyjnymi. Według internautów rząd PO chciał też cenzurować internet w postaci nowelizacji ustawy hazardowej, która wprowadzała rejestr stron zakazanych.

INWIGILACJA DZIENNIKARZY

– ABW w 2008 roku nagrywała rozmowy dziennikarzy Bogdana Rymanowskiego i Cezarego Gmyza z Wojciechem Sumlińskim w związku z jego próbą samobójczą, po nakazie aresztowania w sprawie afery marszałkowej i rzekomego handlu tajnym aneksem do raportu Komisji ds. weryfikacji WSI. ABW niezgodnie z przepisami nie zniszczyła stenogramów prywatnych rozmów dziennikarzy nie związanych ze sprawą. Zostały one nawet odtajnione i i udostępnione pełnomocnikowi prawnemu Jacka Mąki, wiceszefa ABW, do wykorzystania w zupełnie innym procesie między nim a dziennikiem Rzeczpospolita.

– Cezary Gmyz był też inwigilowany razem z Maciejem Dudą z TVN 24 w sprawie odsunięcia od śledztwa smoleńskiego prokuratora Marka Pasionka. Jego przełożeni z prokuratury wojskowej podejrzewali go o przekazywanie tajemnic postępowania mediom oraz funkcjonariuszom amerykańskich służb specjalnych. Zarzutów mu jednak nie postawiono, a sprawę umorzono. Organy ścigania próbowały ustalić tożsamość informatorów dziennikarzy.

Prokurator wojskowy kpt. Łukasz Jakuszewski zażądał od operatorów telefonicznych wykazu wszystkich połączeń dziennikarzy od 30 kwietnia do 15 listopada 2010 roku. Zwrócił się także o wykaz i treść wszystkich wysłanych i otrzymanych przez dziennikarzy esemesów, co prowadziło do złamania tajemnicy dziennikarskiej. Była to próba obejścia prawa, które zabrania przesłuchiwania dziennikarza w celu ustalenia tożsamości jego informatora.

Dziennikarze zamierzali złożyć zażalenie do sądu. Płk Mikołaj Przybył zwołał konferencję prasową, w której w dramatycznym oświadczeniu odpierał wszystkie zarzuty o wycieku tajnych informacji oraz o inwigilacji dziennikarzy, które według niego miały być próbą ataku na Wojskową Prokuraturę Okręgową w Poznaniu, która skutecznie walczyła z układem mafijnym w strukturach dowództwa Wojska Polskiego. W czasie krótkiej przerwy w konferencji, gdy dziennikarze zostali wyproszeni z sali płk Przybył strzelił sobie w głowę. Strzał był na tyle nieskuteczny, że jego życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo.

– Dwóch innych dziennikarzy z dziennika Rzeczpospolita było również inwigilowanych przez służby, z powodu dziennikarskiego śledztwa w sprawie strzałów jakie padły w kierunku prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Gruzji. Piotr Kownacki, były szef Kancelarii Prezydenta, został oskarżony o to, że rzekomo ujawnił dziennikarzom poufny raport służb specjalnych. ABW, aby zidentyfikować informatora dziennikarzy sprawdzała ich połączenia telefoniczne, odtwarzano, gdzie jeździli, przeglądała zapisy kamer z instytucji państwowych, w których bywali.

Obok operacji ABW toczyło się oficjalne śledztwo prokuratorskie. Prokuratura przesłuchała setki świadków, m.in. premiera, marszałków Sejmu i Senatu, ministrów. Sprawdzano billingi urzędników z kancelarii Lecha Kaczyńskiego. Sięgnięto do zapisów połączeń Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki. Raport ABW w sprawie strzałów w Gruzji był kompromitujący dla tej służby. Szef ABW Krzysztof Bondaryk pisał w nim, że najpewniej „sytuacja mogła być wykreowana przez stronę gruzińską”. Był on zwykłą prasówką, przeglądem tego, co o sprawie pisały media. Szef agencji nie przedstawił dowodów na poparcie daleko idących hipotez.

– Specjalna grupa funkcjonariuszy ABW miała też dokonać w drugiej połowie lipca 2010 roku nielegalnego przeszukania mieszkania dziennikarza Piotra Nisztora. Powodem działań ABW było podejrzenie, że dziennikarz posiada niejawne dokumenty WSI, co miało wynikać z pytań, które Piotr Nisztor wysłał do ówczesnego marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego. Podczas przeszukania skopiowano wszystkie nośniki elektroniczne. Dokumentów jednak nie znaleziono, uszkodzono za to laptopa dziennikarza. Gdy zorientowano się, że podczas przeszukania popełniono błędy, wysłano do dziennikarza funkcjonariuszy, którzy próbowali go przekonać, że przeszukanie było przeprowadzone przez SKW, a dzięki wstawiennictwu ABW niczego mu nie „podrzucono”.

PODSŁUCHIWANIE PREZYDENTA

– Prezydent Lech Kaczyński był inwigilowany. Dokumenty, do których dotarła „Gazeta Polska” świadczyły, że 25 października 2008 roku o godz. 23:02 dane prezydenta Lecha Kaczyńskiego wprowadzono do tajnej Bazy Wiedzy Operacyjnej Centrum Antyterrorystycznego ABW. Oznaczało to, że od tamtej chwili wobec głowy państwa można było stosować wszelkie rodzaje inwigilacji, w tym podsłuch. Dane wprowadził funkcjonariusz delegowany do CAT z innej służby. Zebrane informacje na temat Lecha Kaczyńskiego trafiły z CAT do bazy ABW.

Kilka miesięcy po powstaniu CAT ABW okazało się, że ktoś kopiuje tajne dane na temat różnych osób z komputerów. Początkowo wykryto, że powielono dane ponad 70 osób, ale kolejna kontrola dowiodła, że liczba ta sięgnęła kilkuset. Co ciekawe, robiono to zawsze nad ranem na kody osób, które zdeponowały swoje karty w CAT i nie było ich w tym czasie w pracy. Sporządzono na ten temat notatki służbowe, które trafiły do szefów ABW, jednak nie prowadzono w tej sprawie żadnego postępowania wyjaśniającego.

CYBERPRZESTĘPCZOŚĆ

– MSWiA i ABW złożyły Narodowemu Centrum Badań i Rozwoju zlecenie na skonstruowanie „autonomicznych narzędzi wspomagających zwalczanie cyberprzestępczości”, które pozwolą na zdalne włamywanie się do komputerów oraz infiltrowanie przesyłanych plików. Chcą „niejawnie i zdalnie uzyskiwać dostęp do zapisu na informatycznym nośniku danych, do treści przekazów nadawanych i odbieranych oraz je utrwalać”. Służby specjalne nie mają prawa zlecać tworzenia narzędzi hakerskich, dlatego MSWiA zamierzało dopisać do ustawy o policji prawo do „stosowania środków elektronicznych” umożliwiających owo „niejawne i zdalne uzyskanie dostępu”.

URZĄDZENIA KRYPTOGRAFICZNE

– Pod koniec 2008 roku ABW przeprowadzała testy sześciu różnych modeli szyfrujących komórek. Bezpieczne telefony miał otrzymać prezydent oraz kilkadziesiąt najważniejszych osób w państwie. Pozwalały one na prowadzenie rozmów poufnych – na trzecim poziomie klauzuli tajności. Nie wiadomo, jakie telefony trafiły wówczas do Kancelarii Prezydenta.

Dzięki decyzjom Radosława Sikorskiego w MSZ i MON stosowany był amerykański system komercyjny BlackBerry, który nie gwarantował żadnej ochrony poufności. W wielu krajach UE odchodziło się już od tych telefonów, zakazując ich używania w administracji państwowej i wdrażało rozwiązania oparte na własnych systemach kryptograficznych. W Polsce jednak zagraniczny dostawca zmonopolizował kluczowe dla bezpieczeństwa obszary funkcjonowania państwa.

W Polsce są firmy i rozwiązania spełniające najwyższe normy bezpieczeństwa m.in. spółka TechLab2000 i opracowany przez nią system Sylan (System Łączności Niejawnej), oferujący rozwiązania dla analogowych, cyfrowych i bezprzewodowych sieci telefonicznych. W 2008 roku MON zawarło umowę z TechLab2000, która została pozytywnie zaopiniowana przez Służbę Kontrwywiadu Wojskowego. Pozytywnej opinii służb wojskowych nie podzielała jednak ABW, a spółka TechLab2000 i jej produkty stały się w latach 2008-2009 przedmiotem zadziwiających działań ABW.

ABW, jako instytucja certyfikująca urządzenia kryptograficzne od 2 lat odmawiała certyfikowania wyrobów TechLab. Doprowadziło to firmę do poważnych problemów finansowych. W wydanym przez zarząd TechLab2000 oświadczeniu można było przeczytać, że „działania ABW dążą do wyeliminowania systemu Sylan z rynku w sposób całkowicie bezprawny”. System Sylan skutecznie uniemożliwiał śledzenie rozmów prowadzonych przy użyciu aparatów firmy TechLab. Jak podawał producent, szybkie rozszyfrowanie rozmowy z telefonu Krypton wymagałoby tak wielkiej mocy obliczeniowej, że w całym wszechświecie nie starczyłoby krzemu na komputery.

UPRAWNIENIA DO INWIGILACJI

– Znowelizowana w 2010 roku ustawa o Najwyższej Izbie Kontroli mówi, że każdy kontroler NIK może zbierać informacje na temat pochodzenia rasowego, preferencji seksualnych, poglądów politycznych, wyznania, a nawet gromadzić dane o DNA, nałogach oraz o stanie naszego zdrowia. Projekt zmian w ustawie został przegłosowany w Sejmie głosami PO, PSL i SLD. Nad nowelą ustawy pracowała w 2008 roku sejmowa komisja ds. kontroli państwowej pod kierownictwem Mirosława Sekuły z PO.

– Uprawnienia do podsłuchiwania obywateli planowano dać też wywiadowi skarbowemu, podlegającemu Generalnemu Inspektorowi Kontroli Skarbowej. Wywiad skarbowy mógł już podsłuchiwać obywateli, ale jedynie za zezwoleniem sądu. Nowa ustawa planowała nadać kontroli skarbowej takie same uprawnienia w tej sprawie, jakie mają CBA czy ABW. Dotąd jednak zdobyte drogą podsłuchu informacje fiskus mógł wykorzystać tylko w postępowaniu, w toku którego podsłuch zastosowano.

W nowej ustawie miał znaleźć się punkt, który mówił, że fiskus może wykorzystać informacje z podsłuchów telefonicznych także w innych postępowaniach kontrolnych. W praktyce oznacza to tyle, że jeśli podsłuchiwany podatnik ujawnił w trakcie rozmowy telefonicznej szczegóły dotyczące działań innej osoby, działań zdaniem fiskusa podejrzanych, wówczas zdobyte w ten sposób informacje fiskus będzie mógł przeciwko tej osobie wykorzystać.

– W błyskawicznym tempie została uchwalona ustawa „o wymianie informacji z organami ścigania państw członkowskich Unii Europejskiej”. Przejście tej ustawy uzasadniane było przez rząd Donalda Tuska unijnymi standardami. Z założenia ustawa miała określać „zasady i warunki wymiany informacji z organami ścigania państw członkowskich Unii Europejskiej w celu wykrywania i ścigania sprawców przestępstw lub przestępstw skarbowych oraz zapobiegania przestępczości i jej zwalczania oraz przetwarzania informacji, a także podmioty uprawnione w tych sprawach”.

Tymczasem do projektu włączono liczne zmiany w ustawach, które miały dawać nowe uprawnienia ABW, Straży Granicznej, Żandarmerii Wojskowej, CBA, Agencji Wywiadu, Służbie Wywiadu Wojskowego i Służbie Kontrwywiadu Wojskowego, a szczególnie Policji do pozyskiwania w uproszczony sposób, a więc bez decyzji sądu, informacji dotyczących osób podejrzanych o dokonanie przestępstw. Dopiero sprzeciw opozycji oraz medialne nagłośnienie intencji rządu zdecydowały o wycofaniu najbardziej kontrowersyjnych zapisów.

W kształcie, w którym przeszły przepisy ustawy, pozwalają one na rozciągnięcie procedury wymiany informacji o polskich obywatelach na organizacje międzynarodowe oraz państwa nie będące członkami UE i pozwalają na całkowitą dowolność działań służb. Ustawa przewiduje utworzenie „punktu kontaktowego” w którym funkcjonariusze służb specjalnych III RP będą mieli bezpośredni dostęp do wszystkich baz danych na temat obywateli.

Najbardziej poufne informacje o obywatelach polskich mogą bez przeszkód trafić do takich państw jak: Chiny, Kuba, Rosja, Wietnam czy Białoruś – wszystkie one bowiem są członkami międzynarodowej organizacji policyjnej INTERPOL oraz należą do „państw trzecich”, o których mowa w ustawie.

TECHNIKI OPERACYJNE

– W senackim projekcie ustawy o zmianie ustawy o ABW oraz Agencji Wywiadu z 2012 roku, Senat proponował katalog przestępstw, których będzie mogło dotyczyć zastosowanie przez ABW technik operacyjnych. Jedną z możliwych konsekwencji wejścia w życie zaproponowanych przepisów było to, że ABW będzie mogła wstrzykiwać tzw. „konie trojańskie” do systemów operacyjnych obywateli.

Będzie mogła stosować: kontrolowanie treści korespondencji, kontrolowanie zawartości przesyłek, stosowanie środków technicznych umożliwiających uzyskiwanie w sposób niejawny informacji i dowodów oraz ich utrwalanie, a w szczególności treści rozmów telefonicznych i innych informacji przekazywanych za pomocą sieci telekomunikacyjnych.

WYWIAD SKARBOWY

– Najwyższa Izba Kontroli sprawdzała w 2013 roku, jak 18 jednostek różnych służb obchodzi się z danymi z billingów. Okazało się, że wywiad skarbowy, w ciągu zaledwie 2,5 lat, podsłuchiwał ponad dziesięć tysięcy ludzi. Podsłuchiwani nie byli informowani, że taka procedura miała miejsce. Podatnik może dowiedzieć się o tym tylko wtedy, gdy wszczęte zostanie przeciwko niemu postępowanie karne skarbowe, a on jako osoba podejrzana będzie miał wgląd w akta sprawy, w których billing jako dowód zostanie dołączony. To informacje nie tylko o numerach, z którymi abonent się łączył, ale i o logowaniu się do sieci, co pozwala ustalić, gdzie dana osoba była i z kim się spotykała.

– Szefem wywiadu skarbowego w Ministerstwie Finansów został funkcjonariusz ABW oddelegowany do resortu właśnie w celu kierowania wywiadem skarbówki. w resorcie finansów złamano podstawową nieformalną zasadę, która przestrzegana jest przez większość rządów na całym świecie, aby nie oddelegowywać funkcjonariuszy służb specjalnych do innych służb lub urzędów, o ile nie jest to uzasadnione sprawami strategicznymi wagi państwowej.

Okazało się, że poza dyrektorem departamentu wywiadu skarbowego w Ministerstwie Finansów, w resorcie zatrudniono jeszcze dwóch innych agentów ABW. Dzięki temu, że agent ABW kierował wywiadem skarbowym, służba zyskała dostęp do informacji i systemów operacyjnych skarbówki, z których normalnie nie mogła korzystać. Aby uzyskać dostęp drogą oficjalną, ABW musiałaby zwrócić się o nie na drodze formalnej.

– W pierwszej połowie 2013 roku polskie władze wysłały do Facebooka 233 nakazy ujawnienia danych użytkowników. Żądania dotyczyły dokładnie 158 kont. Co ciekawe, nie wszystkie spotkały się z aprobatą portalu, ponieważ należący do Marka Zuckerberga serwis udzielił informacji tylko w 9% wybranych przypadków.

NIEDOSTATECZNA OCHRONA OBYWATELI

– Jak wynikało z raportu Najwyższej Izby Kontroli z 2013 roku, aktualnie obowiązujące przepisy dotyczące pozyskiwania danych telekomunikacyjnych nie chroniły dostatecznie obywateli przed nadmierną ingerencją państwa. W Polsce przede wszystkim brakowało niezależnego organu, który zajmowałby się weryfikacją zasadności pozyskiwania i wykorzystywania bilingów.

Według NIK powinien istnieć katalog spraw, przy których takie czynności będą dozwolone. Dużą uwagę zwrócono także na brak mechanizmów sprawozdawczych, które powinny zapewniać rzetelną informację o pozyskiwanych danych telekomunikacyjnych. NIK poinformował także o naruszeniach, które miały miejsce ze strony polskich służb. Było to m.in. nieusuwanie zbędnych danych, pozyskiwanie informacji przez nieuprawnionych funkcjonariuszy i niezidentyfikowane osoby oraz brak informowania obywateli o pozyskiwaniu ich bilingów.

UDOSTĘPNIANIE INFORMACJI

– Jak wynikało z dokumentu opublikowanego przez hiszpański dziennik El Mundo a udostępnionego gazecie przez Edwarda Snowdena, Polska była jednym z 20 krajów udostępniających dane amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego. Opublikowany przez El Mundo tajny dokument NSA nosił tytuł „Dzielenie się zaszyfrowanymi informacjami z zagranicznymi partnerami o operacjach przeprowadzanych w sieciach komputerowych”.

Polska była w nim wymieniona w tzw. Grupie B – państw, wśród 19 innych krajów, które ułatwiały NSA dostęp do informacji służb specjalnych, w tym dostęp do tzw. metadanych, czyli zbiorów danych na wybrany temat. Dokument zakazywał krajom Grupy B instalowania programów komputerowych, które uniemożliwiłyby Stanom Zjednoczonym dostęp do sieci i nakazywał, aby kryterium współpracy między krajami Grupy B stanowił – jak to wyrażono – zysk netto na rzecz interesów USA.

– Według dokumentów ujawnionych przez Edwarda Snowdena, polski rząd współpracował z NSA – amerykańską Agencją Bezpieczeństwa Narodowego. Już w 2009 roku NSA od zewnętrznego partnera pozyskiwała z terenu Polski metadane, a następnie pełne treści połączeń internetowych. Wszystko to działo się we współpracy z “oddziałem polskiego rządu”. Pozyskiwanie danych miało dotyczyć Afgańskiej Armii Narodowej, Bliskiego Wschodu i niektórych krajów afrykańskich.

Projekt ten otrzymał kryptonim ORANGECRUSH. W Polsce funkcjonował również pod kryptonimem BUFFALOGREEN. NSA z terenu naszego kraju była w stanie przechwytywać ponad 3 miliony rozmów telefonicznych dziennie. Mogło być tak, że w zamian za pomoc w podsłuchiwaniu łącz internetowych routujących dane z Bliskiego Wschodu nasze służby pozyskały od NSA dostęp do technologii analizujących rozmowy telefoniczne.

– Polski rząd zakupił system służący do szpiegowania komputerów i telefonów komórkowych, nawet wtedy gdy nie są połączone z Internetem. Informację na temat zakupów przez państwa oprogramowania zawarto w raporcie „Mapping Hacking Team’s „Untraceable” Spyware” sporządzonym przez kanadyjskich naukowców z Toronto działających w grupie The Citizen Lab.
http://www.grzechy-platformy.org/inwigilacja/
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Niedziela, 6 lutego 2022 17:47:15
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
„Platforma jest przede wszystkim wielką mistyfikacją. (…) W istocie jest takim świecącym pudełkiem. Mamy do czynienia z elegancko opakowaną recydywą tymińszczyzny lub nowym wydaniem Polskiej Partii Przyjaciół Piwa, której kilku liderów znakomicie się odnalazło w PO.”
Stefan Niesiołowski
Platforma Obywatelska
Post edytowany
Żabodukt Postów: 82145
kumak
Żabodukt, postów: 82145
Środa, 9 lutego 2022 05:27:31
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie wyłudzenia unijnych środków. Chodzi o spółki Łukasza Mejzy
Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze wszczęła śledztwo w sprawie wyłudzenia ponad 750 tys. zł ze środków unijnych na fikcyjne szkolenia, do którego miało dojść w latach 2019-2021 na terenie województwa lubuskiego — wynika z pisma, które otrzymał urząd marszałkowski tego województwa i z którym zapoznał się Onet. Charakterystyka sprawy, którą zajmują się śledczy, wskazuje, że chodzi o spółki należące do posła Łukasza Mejzy.
https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/prok...
Mińsk Mazowiecki Postów: 3889
Silencium
Mińsk Mazowiecki, postów: 3889
Środa, 9 lutego 2022 07:20:13
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Wkrótce kolejne ciekawe sprawy, również z Mińska?
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Piątek, 11 lutego 2022 10:47:52
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Najemnicy „Wyborczej” z Czech robią dalej zadymę wokół Turowa

Polsko-czeska umowa sprawie kopalni w Turowie miała zamknąć sprawę. Okazuje się, że niektóre ośrodki i publicyści napuszczają Czechów na Polskę. Kiedy poskrobać, okazuje się, że np. to jacyś wyrobnicy naszej krajowej „Gazety Wyborczej”.

Porozumieniu stawia się zarzuty, niedostatecznej obrony czeskich interesów. Podziemna zapora ma być niewystarczająca w zatrzymaniu odpływu wód gruntowych z czeskiej strony, odszkodowanie jest za małe, a nadzór za krótki.

Chociaż premier Czech Petr Fiala powiedział, że „to wielki sukces i udało się przełamać bariery w stosunkach czesko-polskich z ostatnich lat”, to niektórzy takie bariery chcieliby utrzymać.

Porozumienie krytykują przeciwnicy rządu, ale też Greenpeace, dla którego „negocjowanie odbywało się w bardzo krótkim czasie”, a efekt jest „oburzający”. Dla ekologów powinno się to zakończyć zaprzestaniem eksploatacji złoża.

Czeskie obawy wspierają… Niemcy, które same rozwijają energetykę opartą na węglu brunatnym. Po ich stronie granicy, ekolodzy twierdzą, że planowana rozbudowa kopalni w kierunku granicy czesko-polskiej może spowodować osunięcie się ziemi o jeden metr w mieście Zittau.

Najdalej poszedł jednak w komentarzu dla publicznego Czeskiego Radia jego felietonista, niejaki Luboš Palata. Ten tłumaczył Czechom, że wyrok TSUE dawał nadzieje na zatrzymanie „rozbudowy monstrualnej polskiej kopalni, a być może nawet funkcjonowania równie monstrualnej i zanieczyszczającej elektrowni opalanej węglem brunatnym”.

Jego zdaniem Polacy „jeszcze nie zrozumieli, że to zbrodnia, a rozszerzanie górnictwa i dalsze niszczenie krajobrazu nie jest rozwiązaniem”. Palata twierdził nawet, że Czesi są w tej dziedzinie „kilka kroków przed” Polakami, którzy tkwią w „cywilizacyjnym zacofaniu”.

Wszystko wyjaśnia jednak to, że ów Luboš Palata to współpracownik m.in. „Gazety Wyborczej” (także Deutsche Welle). W swojej publicystyce krytykuje Wyszehrad, wspiera przyjmowanie migrantów i daje przykład krajów zachodnich. Jego zdaniem zamykając granice, Czechy oddzieliły się od Europy Zachodniej.

Komentując zamachy terrorystyczne z 13 listopada 2015 r. w Paryżu twierdził, że „muzułmańscy uchodźcy są naszymi sojusznikami w walce z Państwem Islamskim”. W styczniu 2016 roku Luboš Palata z okazji uruchomienia przez Komisję Europejską mechanizmu przeciw Polsce pisał, że Polacy „będą musieli bronić swojej demokracji i wolności, być może na ulicach, strajkami…”.

Zabierał też głos w sprawie odszkodowań powojennych. W maju 2019 r. pisał, że Czechom nie przysługują żadne reparacje wojenne od Niemiec za szkody wyrządzone podczas okupacji Czech, Moraw i Śląska, ponieważ Czesi zrekompensowali sobie to mieniem po wysiedleniu Niemców z Czechosłowacji. I skąd oni ich biorą?

Źródło: Radio Praga
https://nczas.com/2022/02/10/najemnicy-wyborczej...
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Piątek, 11 lutego 2022 15:05:53
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Jaka opozycja, tacy działacze… Ohydne prowokacje Lotnej Brygady Opozycji

https://fronda.pl/a/jaka-opozycja-tacy-dzialacze...
Żabodukt Postów: 82145
kumak
Żabodukt, postów: 82145
Piątek, 11 lutego 2022 16:42:39
-2
0 -2
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Strategia zmierzająca do utrzymania władzy za wszelką cenę już przygotowana. Komuniści wesprą polskich narodowych bolszewików!
Post edytowany
Żabodukt Postów: 82145
kumak
Żabodukt, postów: 82145
Niedziela, 13 lutego 2022 19:15:56
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
jeśli korupcja władzy jest dla nas ewidentna, a zarazem uważamy, że jest ona coraz mniej istotnym problemem dla nas i dla państwa, oznacza to, że spora część społeczeństwa jest w pewien sposób zdemoralizowana

Od 2015 roku, gdy obóz prawicy wygrał wybory, życie publiczne kipi od skandali korupcyjnych – od afery KNF, przez aferę dwóch wież Kaczyńskiego, aż po zakupy bezużytecznych maseczek i respiratorów w pandemii – żadna z tych i wielu innych spraw nie została wyjaśniona.

Nawet w najnowszej odsłonie „afery Pegasusa” ujawnił się wątek korupcyjny. Wszak zakup tego oprogramowania, jak wykazała Najwyższa Izba Kontroli, wyglądał jak podręcznikowa korupcja. Dokonując go ze środków Funduszu Sprawiedliwości, który co do zasady ma wspomagać ofiary przestępstw, dopuszczono się przekroczenia uprawnień i naruszono dyscyplinę finansów publicznych.

Przyznał to wiceminister finansów minister Piotr Patkowski, rzecznik dyscypliny finansów publicznych, ale uznał, że naruszenie w kwocie 25 mln zł miało znikomą szkodliwość dla finansów publicznych (sic!).

W dobrze działającym państwie za tego rodzaju nadużycia dymisje byłyby natychmiastowe, ale z marszu zajęłaby się nimi też prokuratura. Jednak w państwie „wielkiej korupcji”, które wybudował nam PiS, nie ma na to szans.

To państwo, w którym prokuratura jest do dyspozycji władzy, a nie obywateli, gdzie priorytetem nie jest interes publiczny, tylko interes partii rządzącej, jej elit politycznych, urzędniczych i biznesowych.

Państwo „wielkiej korupcji” to układ, gdzie korupcja jest po prostu narzędziem sprawowania władzy. Sprawa Pegasusa jest tego jedną z wielu ilustracji.

Antykorupcyjny bez(w)ład

Trzeba też odnotować, że obóz PiS nie prowadzi żadnej polityki antykorupcyjnej. Trudno za jej przejaw uznać Rządowy Program Przeciwdziałania Korupcji na lata 2018-2020 będący listą ogólników. Równie groteskowe są inicjatywy takie, jak ustawa o jawności majątków polityków, czy partyjna uchwała PiS o przeciwdziałaniu nepotyzmowi ogłoszona z pompą na partyjnym kongresie w lipcu 2021 roku.

Ustawę o jawności majątków najpierw zawetował prezydent Duda. Następnie po półtora roku zalegania w zamrażalce Julii Przyłębskiej, została ona przez kontrolowany przez PiS Trybunał uznana za niekonstytucyjną. O partyjnej uchwale PiS przeciwko nepotyzmowi już nikt nie pamięta, bo i po co. Nawet nie wiadomo kogo ona ostatecznie objęła. Może kilkunastu krewnych prominentnych działaczy PiS, którzy musieli oddać synekury w państwowych spółkach tylko po to, żeby wziąć inne.



Za przejaw polityki antykorupcyjnej trudno też uznać poparcie przez PiS tzw. „antykorupcyjnej ustawy” Kukiza. Pomijając paradoks polegający na tym, że Kukiz został „kupiony” m.in. za tę ustawę, po to, żeby głosować inne korupcjogenne przepisy (jak dziurawy polski nie-ład, który aż prosi się o to, żeby go obchodzić), to nie jest to żadna rewolucja.

Smaczku dodaje tu fakt, że w nagranej rozmowie Paweł Kukiz mówił o jednym z kluczowych elementów swojej antykorupcyjnej ustawy, tj. o zakazaniu samorządowcom równoległego zajmowania funkcji w spółkach państwowych i komunalnych, tak: „[…] chciałem, żeby to weszło od razu. Ale to Kaczyński akurat przytomnie powiedział. Mówi: słuchaj, no jeżeli to by weszło od razu, to ja bym musiał robić przyspieszone wybory samorządowe, bo 3/4 tych burmistrzów, wójtów by pie***nęło tym burmistrzowaniem i wójtowaniem, bo mają większą kasę w spółkach”.

I tak to zakaz ten został odłożony na wieczne nigdy.



Zdystansowani do korupcji
Można by oczekiwać, że władza, która nieustannie generuje afery, nie tylko nie robi nic w zakresie przeciwdziałania korupcji, ale robi wiele, żeby chronić swoich aparatczyków, powinna już dawno pożegnać się z władzą. Tymczasem obóz prawicy nie tylko wygrał kolejne wybory w 2019 roku, ale utrzymuje relatywnie wysokie poparcie.

Jedyne tąpnięcia w sondażach zdarzyły się nie za sprawą skandali korupcyjnych i bezkarności przedstawicieli tej władzy, a w wyniku decyzji uderzających w prywatne życie ludzi, takich jak skandaliczny wyrok neo-Trybunału w sprawie aborcji, który wywołał falę protestów.

Dlaczego korupcja nie wzbudza w społeczeństwie podobnego oburzenia i nie przekłada się na zmianę poparcia dla rządzących?

Na początku grudnia 2021 roku CBOS opublikował (niestety niezauważony w dbacie publicznej) komunikat, który rzuca na ten fenomen nieco światła. CBOS od lat zadaje pytanie o postrzeganie korupcji jako problemu. I już ten pojedynczy, ogólny wskaźnik daje do myślenia.

Odsetki osób przekonanych, że korupcja w Polsce jest problemem „bardzo dużym” (CBOS, grudzień 2021).



Od lat utrzymuje się trend spadkowy w odsetkach osób postrzegających korupcję jako problem „bardzo duży”, a więc szczególnie istotny z punktu widzenia opinii publicznej. Początki tego trendu sięgają roku 2004. I chociaż jeszcze w 2005 roku PiS objął rządy, głównie dzięki antykorupcyjnej retoryce, to widać już było oznaki zmęczenia opinii społecznej tym tematem.

Jednym z kluczowych czynników podtrzymujących ten trend była poprawiająca się sytuacja życiowa społeczeństwa. Gdy jest nam coraz lepiej, mniej irytują nas grzechy tej czy innej władzy.

Istotne było też cyniczne unikanie tematu korupcji przez rządzących. Stało się to normą jeszcze za koalicji PO-PSL, ale tak jest i dziś. Korupcja nie była tematem zwycięskich kampanii PiS ani w 2015, ani w 2019 roku. W programach wyborczych obozu prawicy korupcja pojawia się ledwie hasłowo.

O zaniku polityki antykorupcyjnej za obecnych rządów PiS już wspominałem. Nic więc dziwnego, że opinia publiczna także przywiązuje coraz mniejszą wagę do korupcji.

CBOS od dawna pyta też Polaków o to, czy zetknęli się z koniecznością wręczenia łapówki. Pytanie to dotyczy więc najbardziej pospolitej formy korupcji. Odpowiedzi, ze względu na drażliwy charakter pytania, są niedoszacowane. Niemniej znaczenie analityczne tego wskaźnika jest duże. Mówi on o tym, na ile korupcja jest przedmiotem codziennego doświadczenia.

Odsetki osób deklarujących, że w okresie 3-4 lat były zmuszone dać łapówkę (CBOS, grudzień 2021).



I patrząc znowuż na trend możemy powiedzieć, że korupcja przez lata stawała się nam coraz dalsza. Dziś jest czymś abstrakcyjnym, lokowanym z dala od naszego codziennego życia. Mamy więc kolejny element możliwej odpowiedzi na pytanie, czemu korupcja obecnej władzy nie robi na nas takiego wrażenia.

Jest jeszcze jedna informacja ze wspomnianego sondażu CBOS, która pomaga zrozumieć fenomen korupcyjnej znieczulicy. CBOS zadaje też pytanie o to, jak częste zdaniem Polaków są pewne typowe zachowania korupcyjne władzy, takie jak:

obsadzanie krewnych, kolegów, znajomych na stanowiskach w urzędach, spółkach, bankach itp.,
wykorzystywanie pieniędzy publicznych na rzecz swojej partii,
czy branie łapówek za załatwienie sprawy.
Polacy od lat, niezależnie od tego, kto rządzi, w przeważającej większość są przekonani, że są to zachowania częste.

Odsetki osób przekonanych, o tym, że poszczególne typy korupcji władzy są częste (CBOS, grudzień 2021).



Każdą władzę oceniamy jako skorumpowaną. A mimo to korupcja w Polsce przestaje być problemem najwyższej wagi, jak pokazał pierwszy z omówionych wskaźników.

Wygląda na to, że korupcję władzy uznajmy to za swoistą normę i nie bierzemy tego pod uwagę oceniając poziom istotności korupcji jako problemu społecznego.

I tu dochodzimy do najważniejszego elementu wytłumaczenia społecznej obojętności wobec korupcji.


Moralność próżniowa
Jeśli korupcja władzy jest dla nas ewidentna, a zarazem uważamy, że jest ona coraz mniej istotnym problemem dla nas i dla państwa, oznacza to, że spora część społeczeństwa jest w pewien sposób zdemoralizowana.

Demoralizacja to nic innego jak niezdolność rozróżnienia dobra od zła, a co za tym idzie właściwej reakcji na zło. Im bardziej władza jest skorumpowana, czyli zła, tym bardziej powinniśmy ją odrzucać. Tymczasem, duża część z nas aktywnie wspiera władzę grzęznącą coraz bardziej w aferach lub biernie ją akceptuje pozwalając, żeby trwała.

Skąd bierze się ta demoralizacja? Z pewnością nie pojawiła się ot tak. Nasze społeczeństwo od dekad ma problem z moralną oceną tego, co się dzieje w sferze publicznej. Wynika to między innymi ze zjawiska, które jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku opisał wybitny socjolog Stefan Nowak, mianowicie z tzw. próżni socjologicznej.

W skrócie, pojęcie to opisuje sytuację, w której większość z nas przejawia silne więzi ze swoim najbliższym otoczeniem (rodziną, przyjaciółmi), czując jednocześnie związek z wyidealizowanym narodem, a zarazem nie potrafiąc odnaleźć się pomiędzy tymi skrajnościami.

W tym „pomiędzy” jest właśnie owa próżnia. Wygląda na to, że istnieje ona i dziś powodując, że sporej części społeczeństwa z trudem przychodzi myślenie w kategoriach dobra wspólnego – wykraczającego poza plemienną mentalność, ale bardziej przyziemnego i konkretnego niż dobro wyimaginowanego narodu.

Nie rozumiemy przez to, jak ważna jest sfera publiczna, a stąd m.in. bierze się niezdolność do moralnej oceny tego, co tam dzieje – w tym i korupcji.



Niestety CBOS od 2013 roku nie zadaje bloku kilkunastu pytań o postawy moralne wobec korupcji, ale pomiary z wcześniejszych lat sugerują, że przyzwolenie na korupcję jest w naszym społeczeństwie dość trwałe i niebezpiecznie szerokie.

Przykładowo, w latach 1999-2013, ze stwierdzaniem „Dawanie łapówek w pewnych sytuacjach jest usprawiedliwione.” zgadzało się przeciętnie 40 proc. respondentów. W 2013 roku odsetek ten spadł co prawda do 32 proc., ale wciąż jest to wysoka liczba.

Z kolei ze stwierdzeniem „Na potępienie zasługują tylko łapówki pieniężne” zgadzało się przeciętnie 30 proc. pytanych. A w ostatnim pomiarze z 2013 roku taką opinię podzielało 35 proc. respondentów. Nie dysponujemy aktualnymi danymi.

Niemniej, skoro w okresie czternastu lat, w których skandale korupcyjne też były liczne, a odsetki odpowiedzi pokazujących tolerancję wobec korupcji pozostały relatywnie wysokie, to można pokusić się o hipotezę, że i dziś byłyby podobne.

A może byłby nawet większe niż w 2013 roku, zważywszy na to, jak łatwo przychodzi nam akceptacja korupcji na szczytach władzy i jak bardzo jesteśmy obojętni wobec narastającej skali tego zjawiska.

Nasz kompas moralny, jeśli chodzi o ocenę zachowań w sferze publicznej jest rozregulowany. Postawy wobec korupcji są kształtowane głównie przez liderów opinii – polityków, media, celebrytów i system edukacji, a także przez Kościół katolicki. A państwo, jak to już było wspomniane, od 2007 roku unika tematu korupcji.

Dodatkowo PiS nie tylko stara się nie mówić o korupcji, bagatelizuje ją, kiedy dotyczy obozu rządzącego, albo przypisuje ją opozycji czy środowiskom, z którymi walczy, lub przedstawia ją jako normalność.

PiS przyzwyczaja też społeczeństwo do korupcji de facto ją legalizując. Wystarczy wspomnieć przepisy ustaw COVID-owych zwalniających funkcjonariuszy publicznych z odpowiedzialności dyscyplinarnej i karnej za przekroczenie uprawnień, niedopełnienie obowiązków i naruszenia dyscypliny finansów publicznych, gdyby zaszły one w zawiązku z przeciwdziałaniem pandemii.

Czy też przytoczoną na początku decyzję wiceministra Patkowskiego dotyczącą złamania prawa stwierdzonego przez NIK. Wszystkie takie działania umacniają w społeczeństwie przekonanie, że to jest normalne – dosłownie i w przenośni.

W przytoczonych badaniach ciekawy jest jeszcze jeden wątek – religijność. Z sondażu wynika, że im częstszy jest udział w praktykach religijnych, tym silniejsze poczucie, że korupcja nie jest istotnym problemem.

Ludzie bardziej religijni mają też głębsze przekonanie, że skala korupcji w ostatnich latach maleje. Rzadziej dostrzegają korupcję władzy. Osoby najbardziej religijne są też bardziej tolerancyjne wobec korupcji politycznej.

44 proc. z nich skłonna jest się zgodzić, że zdobywanie w Sejmie głosów poparcia poprzez proponowanie posłom innych ugrupowań atrakcyjnych stanowisk w administracji państwowej lub w spółkach Skarbu Państwa jest co prawda niewłaściwe, ale dopuszczalne.

Najwyraźniej, będąc jednocześnie osobami częściej głosującymi na PiS, osoby bardziej religijne mają też większą skłonność do rozgrzeszania z korupcji swoich politycznych pupili – nawet jeśli jest to wbrew standardom etycznym wynikającym z wiary.

Odsetki osób uczestniczących kilka razy w tygodniu w praktykach religijnych oraz osób w ogóle w nich nie uczestniczących, przekonanych o tym, że typowe przejawy korupcji władzy są rzadkie (CBOS, grudzień 2021).



Wydawałoby się, że wierzący, a zwłaszcza ci najbardziej religijni, będą też najbardziej wrażliwi na korupcję i krytyczni wobec niej. Kościół katolicki teoretycznie potępia korupcję jako grzech (choć korupcja w tej instytucji ma wielowiekową tradycję), a uczciwość w życiu publicznym jest jedną podstawowych cnót głoszonych przez chrześcijaństwo.

Tymczasem ludzie najbardziej zaangażowani w praktyki religijne zdają się nie tylko częściej nie dostrzegać jak istotnym problemem jest korupcja, ale wykazują się wobec niej większą wyrozumiałością – w porównaniu z tymi mniej religijnymi, a zwłaszcza z tymi w ogóle nieuczestniczącymi w praktykach religijnych.

Takie wyniki wskazują, że jeden z głównych ośrodków kształtowania postaw moralnych, Kościół katolicki, nie tylko nie pomaga ludziom właściwie ocenić zachowań korupcyjnych, ale jest współodpowiedzialny za demoralizację.

Pogrążając się w anomii
Biorąc to wszystko pod uwagę nie dziwi, że kolejne skandale korupcyjne obecnej władzy, wciąż dla zbyt wielu wyborców nie są powodem do tego, żeby przestać ją popierać. A o protestach przeciwko korupcji jakie regularnie wybuchają w Rumunii, w Bułgarii, czy w Czechach, gdzie widać społeczna wrażliwość na ten problem jest większa, w ogóle możemy zapomnieć.

Przypomina to sytuację z czasów komunizmu, gdy korupcja była nieodłącznym elementem codziennego życia. W centralnie planowanej gospodarce wiecznego niedoboru, przekupstwo, protekcja, załatwiactwo itp. często były jedynym sposobem, żeby zdobyć nawet prozaiczne dobra takie jak żywność czy papier toaletowy.

Socjologowie badający korupcję pod koniec lat 70., gdy bankructwo ekipy Edwarda Gierka było już ewidentne, pisali o „skorumpowanym społeczeństwie”. Krzysztof Kiciński, wybitny socjolog, w jednym ze swoich tekstów z tego okresu pisał o „korupcyjnym ładzie społecznym”.

Jego elementem była legalna korupcja – zgodna z ówczesnym prawem i obowiązującymi normami politycznymi, umożliwiająca komunistycznemu establishmentowi czerpanie garściami z zasobów państwa, gdy inni klepali biedę. Brzmi znajomo, nieprawdaż?

Oczywiście, na razie skala komunistycznej korupcji jest nieporównywalna do tego, z czym stykamy się dzisiaj. Bardzo podobna jest jednak jej forma. Tak jak za komuny, tak i dziś, korupcyjny przykład idzie z samej góry.

Państwo, przy milczącej aprobacie kościoła katolickiego, powoli oswaja nas z korupcją jako czymś normalnym w życiu publicznym, a w najlepszym wypadku jako zjawiskiem niewartym uwagi obywateli czy sformułowania jakiejś polityki.

Sytuację, w której się znajdujemy, można też opisać pojęciem „anomii”. Jest to rozbieżność celów, które stawia nam społeczeństwo, i środków, które nam oferuje, żeby te cele osiągać.

Kiedy ta rozbieżność jest zbyt duża, staje się nie do pogodzenia z obowiązującymi normami etycznymi. Pojawiają się wówczas rozmaite dewiacje, które przyczyniają się do rozkładu podstawowych struktur społecznych – państwa, gospodarki, kultury, poszczególnych instytucji.

W naszym przypadku owa rozbieżność polega na tym, że obecna władza mówi, że powinniśmy „wstać z kolan”, być dumnym narodem, bogacić się itd. Ale jednocześnie twierdzi, że można te cele osiągnąć tylko z nią – choć sama depcze praworządność, podstawowe prawa człowieka i obywatela i bezwstydnie unika odpowiedzialności za swoje korupcyjne wybryki.

Trajektoria anomii jest zresztą całkiem podobna do wspomnianego okresu rządów Gierka. Po kliku latach „dobrobytu na kredyt”, system komunistyczny załamał się m.in. pod ciężarem własnej korupcji, doprowadzając do społecznego wybuchu.

Mało kto pamięta, że pierwsza Solidarność, która zrodziła się z tego niezadowolenia, była także ruchem antykorupcyjnym. Znalazło to swoje odzwierciedlenie w 13. punkcie sierpniowych postulatów, który mówił o wprowadzeniu zatrudnianiu kadr kierowniczych na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej i zniesieniu przywilejów dla MO, SB i aparatu partyjnego.

Dziś, paradoksalnie, związek zawodowy Solidarność, który mieni się dziedzicem ruchu społecznego sprzed lat, jest z władzą zblatowany i żyruje jej korupcjogenne poczynania.

Trzy lata temu analizując ugruntowującą się naszym państwie „wielką korupcję” i społeczną bierność, wobec tego destrukcyjnego procesu wieszczyłem, że jeśli społeczeństwo się nie przebudzi, to po degeneracji państwa, nastąpi degeneracja gospodarki i dopiero jak odczujemy to we własnych kieszeniach, zaczniemy dostrzegać także korupcję.

Wygląda na to, że będę złym prorokiem. Niestety badania CBOS z grudnia 2021 roku pokazują, że zapaść państwa wciąż nie jest na tyle zaawansowana, żeby wyborcy w większości zaczęli patrzeć na władzę przez pryzmat korupcji.

Byłoby jednak dobrze, gdybyśmy nie doszli do punktu, w którym państwo ostatecznie zbankrutuje politycznie, gospodarczo i moralnie, a jedyną szansą na zmianę była eksplozja społecznego niezadowolenia.

Zmiana tej władzy wciąż jest możliwa dzięki resztkom demokratycznych instytucji, które nam pozostały. Ale to za mało, żeby uniknąć podobnych problemów w przyszłości. Żeby w końcu wyjść z próżni socjologicznej i państwa wielkiej korupcji musimy nadrobić dekady zaległości w edukacji obywatelskiej i etycznej, nauczyć się dokonywać właściwych ocen moralnych tego, co dzieje się w sferze publicznej.




Grzegorz Makowski
Doktor habilitowany socjologii, ekspert forum Idei Fundacji im. Stefana Batorego, adiunkt w Kolegium Ekonomiczno-Społecznym SGH. Zajmuje się między innymi zagadnieniem korupcji i polityki antykorupcyjnej, problematyką społeczeństwa obywatelskiego i organizacji pozarządowych. Autor książek, artykułów naukowych i publikacji prasowych.
Postów: 8747
Zolnierz
postów: 8747
Niedziela, 13 lutego 2022 19:21:28
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Forum Idei Fundacji sPOnsorowanej przez Sorosa.
Tak powinien brzmieć POdpis pod tym POwieleniem. Tekst, no cóż, w całości napisana na POlecenie mocodawców.
Reasumując- Precz z płatnymi pachołkami lewactwa.
MIńsk Mazowiecki Postów: 5878
Zagłoba
MIńsk Mazowiecki, postów: 5878
Niedziela, 13 lutego 2022 19:27:25
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Niech żyje mafia prawicowa!
Ura!
Postów: 8747
Zolnierz
postów: 8747
Niedziela, 13 lutego 2022 19:46:13
+2
+2 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Niech żyje Polska!
Precz z płatnymi pachołkami Niemiec i Rosji.

Watek został zamknięty ze względu na długi czas (minimum pół roku), jaki upłynął od ostatniego postu.

Aktualności

OK