Pod koniec sierpnia do mojego biura poselskiego napisał człowiek, podający się za dziennikarza BBC. Był to czas, kiedy wlasnie wróciłam z granicy i kontaktowało sie ze mną, z Ulą i z Frankiem dużo redakcji zagranicznych, bo chcieli wiedzieć, jak wygląda sytuacja.
W rozmowie, która miała być podstawą do artykułu, opowiedziałam o tym, jak traktowani są uchodźcy, jak do chorych i potrzebujących niedpuszczani są medycy, NGO-sy, jak nie można im przekazać podstawowych produktów spożywczych, leków, śpiworów i namiotów.
Wywiad był bardzo merytoryczny, więc jest mi tak po ludzku przykro, że człowiek, który wykazał się wrażliwością dziennikarską, zrobił to tylko dla żartu.
Od ponad 2 lat kontaktują się ze mną dziennikarze polscy i zagraniczni. Za każdym razem staramy się z moim zespołem zweryfikować rozmówcę, ale jak ktoś się uprze, to zawsze oszuka. Oczywiście mogłabym prosić o legitymację prasową, ale w dzisiejszym świecie zawód dziennikarza mocno się poszerzył. Udzielam wywiadów studentom dziennikarstwa i youtuberom, a duża część tych rozmów jest online. Jednak to pierwszy raz, kiedy zostałam wprowadzona w błąd.
Konsultuję się z moim prawnikiem, czy pociągnąć go do odpowiedzialności prawnej za podszywanie się pod kogoś innego, ale szczerze mówiąc jest mi tego pana po prostu żal.
Zadał sobie tyle trudu, sfabrykował maila z domeną BBC, dzwonił z brytyjskiego numeru, udawał angielski akcent tylko po to, by ze mną porozmawiać, a potem chwalić się w sieci: "że wkręcił posłankę", "ale beka!".
Czy nie prościej było zadzwonić do biura i ze mną pogadać? Przecież rozmawiam z wyborcami, nie jeżdżę pancerną limuzyną, nie mam obstawy, która broni dostępu, a moje biuro jest dla wszystkich otwarte, każdą i każdego zapraszam na kawę
W tym wszystkim pozostaje się tylko cieszyć, że nagrał mnie fałszywy dziennikarz, a nie Pegasus.
Post edytowany