Co Kaczyński ma na rękach?
Oczywiście krew. Wiedzą o tym wszyscy rozumni, a rozumni (według pewnego profesora) to ci, co czytają Gazetę Wyborczą i Tygodnik Powszechny. Krew pojawiła się na rękach Kaczyńskiego gdzieś w czasach "pierwszego PiS-u", a spostrzegł ją Donald Tusk. W czasie wystąpienia sejmowego ówczesny przywódca opozycji powiedział, że "Kaczyński ma krew na rękach", ponieważ w wypadkach drogowych giną ludzie. Na poparcie tej demaskatorskiej wiadomości Tusk przytoczył statystyki wypadków (zabici, ranni itp.). Wszyscy rozumni wiedzą, że związek Kaczyńskiego z wypadkami drogowymi jest oczywisty i nie wymagający szerszego uzasadnienia.
Drugi raz krew na rękach Kaczyńskiego zaobserwował bodajże Palikot obciążając go odpowiedzialnością za "śmierć 96 osób - elity narodu", gdyż przez telefon kazał lądować w Smoleńsku, a jak powiedział Bronisław Komorowski (najrozumniejszy z rozumnych) "sprawa jest arcyboleśnie prosta – nie powinni lądować we mgle".
Kolejny raz o krew na rękach Kaczyńskiego oskarżyli nie postkomuniści, czy ich medialne rezonatory, tylko zacni "prolajferzy", którzy przyznali Kaczyńskiemu tytuł "Heroda Roku". Kaczyński wygrał konkurs o to miano w bardzo silnej konkurencji (aborcjonistka Przybył, lobbystka aborcyjna Wanda Nowicka). Nawet nie trzeba być rozumnym, aby wiedzieć, że Kaczyński ma ręce po łokcie unurzane we krwi nienarodzonych niewiniątek, bo "miał Sejm, Senat, Prezydenta, wystarczyło tylko przeprowadzić ustawę".
No i ostatnio znów może się pojawić krew na rękach Kaczyńskiego, jeśli "siły jasne" nie zdołają storpedować wyborów, bo Kaczyński prze "po trupach do władzy", chcąc przeprowadzić wybory w "środku pandemii" narażając na śmierć listonoszy, a przecież nie ma nic ważniejszego jak "zdrowie i życie Polaków". Zresztą zdaniem A. Holland nie tylko listonosze są narażeni:
"Poraniony psychopata (...) byłby gotów ryzykować życie potencjalnie setek, może tysięcy osób, w środku szalejącej pandemii posyłając naród na wybory".
Jak widać krew na rękach Kaczyńskiego pojawia się regularnie niczym plamy na słońcu, choć różnica jest taka, że plamy pojawiają się co 11 lat, a krew u Kaczyńskiego częściej.
Jeszcze częściej, a właściwie non stop od 1989 roku bracia Kaczyńscy mieli bardzo złą prasę. Zarzucano im, że są "genialnymi destruktorami" niszczącymi wszystko, co napotkają na swojej drodze. Dlatego ludzie tak różni, jak skrajny antykomunista Radosław Sikorski i skrajny komunista Włodzimierz Cimoszewicz domagali się w tym samym czasie, niezależnie od siebie, aby "raz na zawsze pozbyć się Kaczyńskich z polityki" (nie udało się, bo Jarosław nie wsiadł do samolotu).
Sikorski mógł mieć powody osobiste, bo stracił posadę ministra w rządzie Kaczyńskiego po opublikowaniu w amerykańskim piśmie "Foreign Office" artykułu sugerującego, że Polsce Śląsk nie jest potrzebny, lepiej się go pozbyć wraz ze strajkującymi górnikami. Minister myślał, że mało skomplikowani pisowcy nie czytają w obcych językach. Ale jeden przeczytał (Macierewicz się nazywał). W ogóle życiorys Radosława Sikorskiego pełny jest dramatycznych zwrotów akcji niczym w filmie Hitchcocka. Przypomnijmy więc...
Swój dwór w Chobielinie w pełni zdekomunizował, o czym informuje napis na płocie, ale nie zdekomunizował swojego ministerstwa. Nie mógł (był za "krótki”?), czy nie chciał i kilkudziesięciu agentów komunistycznych służb pracowało w resorcie aż do emerytury. Jako minister w rządzie PO w słynnym "hołdzie berlińskim" wezwał Niemcy, aby wzięli w swoje ręce los Europy, zaprosił swego kolegę Ławrowa na wykład/szkolenie dla polskich ambasadorów wiedząc, że to długoletni szef rezydentury KGB w Ameryce i otworzył "mały ruch graniczny" z Obwodem Kaliningradzkim, co wyglądało na pierwszy krok w kierunku reaktywacji Prus Wschodnich. Ponieważ rzecz dotyczyła granicy Schengen, musiało to odbyć się z błogosławieństwem Berlina.
Jeśli dodać do tego działania zniechęcające Amerykanów do obecności w Europie, można odnieść wrażenie, że polski minister spraw zagranicznych miał do odegrania jakąś rolę w niemiecko – rosyjskim projekcie "wspólnego europejskiego domu od Lizbony po Władywostok". Największym osiągnięciem ministra Sikorskiego było jednak wstrzymanie negocjacji w sprawie tarczy antyrakietowej (4 lipca 2008), stąd ludzie podejrzliwi wyciągają wniosek, że panów Sikorskiego i Ławrowa poza przyjaźnią łączy także stosunek służbowy.
Niemniej ciekawy jest życiorys premiera Cimoszewicza, który po przeistoczeniu się z komunisty na demokratę, aspirował do posady ...sekretarza generalnego NATO i oczekiwał protekcji ze strony prezydenta Putina (!?). Dziś obaj mężowie stanu – Sikorski i Cimoszewicz – reprezentują Polskę w europarlamencie i chyba się lubią, bo wspólnie wykorzystują każdą okazję, by atakować polski rząd i prezesa PiS.
Kaczyński jest unikalny w skali świata, bo tylko jemu zarzuca się jednocześnie filosemityzm i antysemityzm, faszyzm i bolszewizm, autorytaryzm i anarchię, religianctwo i bezbożność, cwaniactwo i nieudolność, a socjolog prof. Markowski dostrzegł nawet "żoliborskie warcholstwo" – zupełnie nowe pojęcie socjologiczne. Szczególnie socjolodzy upodobali sobie Kaczyńskiego do swych badań naukowych i już 10 lat temu opublikowali rezultaty swych dociekań:
"U Kaczyńskiego znalazłem ton totalitarny" (prof. Czapiński)
"Kaczyński gra narodem w swoim politycznym pokerze" (prof. Szacki)
"Kaczyński postawił sobie za cel opanowanie państwa polskiego i zbudowanie autorytarnego ładu" (prof. Krzemiński)
Ale nie trzeba być socjologiem (wystarczy być rozumnym?), by dojść do podobnych wniosków. Ogromny tłum dziennikarzy, artystów, noblistów, literatów, nawet biskupów, a także zwykłych obywateli od 30 lat z wielkim zapałem zwalcza "kaczyzm". Wydawało się, że po 10 kwietnia 2010 roku problem jest rozwiązany, co tryumfalnie obwieścił Poncyliusz ("PiS tonie, a Kaczyński rozpaczliwie się ratuje"), ale okazało się, że przedwcześnie.
Kaczyńscy znani byli (od najgorszej strony) na całym świecie. Sam czytałem w nowozelandzkiej gazecie o "terrible twins" – strasznych bliźniakach. Poczytna niemiecka gazeta nazwała prezydenta Kaczyńskiego "kartoflem", a po interwencji naszej ambasady "dowcipnie" odparła, że "mogą przeprosić kartofla za porównanie do Kaczyńskiego". Co raz usłyszeć można o agresywnych wypowiedziach jakiegoś Hindusa w brytyjskim parlamencie, czy europosłów w Brukseli, ale największą siłę rażenia mają druzgocące "recenzje" rządu PiS i Kaczyńskiego regularnie pojawiające się w najważniejszych opiniotwórczych mediach na Zachodzie (i Wschodzie).
Po wyborach w 2010 roku, belgijski dziennik Le Soir napisał "Świat odetchnął z ulgą - skrajny nacjonalista Kaczyński nie został prezydentem".
Żeby świat mógł odetchnąć, to świat musiał wiedzieć o zagrożeniach jakie stwarza Kaczyński.
Ktoś wykonał (i nadal wykonuje) mrówczą pracę, w celu poinformowania świata o niegodziwościach Kaczyńskiego.
Z cesarza Bokassy, który zwykł był zjadać mózgi swych przeciwników, aby przejąć ich wiedzę i karmił odwiedzających kraj dyplomatów "tradycyjną potrawą środkowoafrykańską" z ludzkiego mięsa (na taką ucztę załapał się ponoć prezydent Francji), co najwyżej się śmiano. Natomiast Kaczyński budzi prawdziwą grozę, choć nikogo nie torturował, nikomu nie wymordował rodziny, nie ma złotego sedesu (jak Janukowicz), ani złotego łóżka (jak Bokassa). Nawet gdyby rzeczywiście był ksenofobem, antysemitą, homofobem, zniszczył polską demokrację i ukradł wieżowce na Srebrnej, to nie tłumaczy ogromnych środków ,jakie poświęcane są globalnie na czarny pijar wokół Kaczyńskiego i rządu Zjednoczonej Prawicy.
Nie znaczy to, że nie ma pozytywnych opinii o Kaczyńskich – są tylko głęboko skrywane. „Skuteczny lider narodowy”, „wyjątkowo inteligentny polityk”, „biegły w sprawach międzynarodowych” – tak dyplomaci USA opisywali Jarosława i Lecha Kaczyńskich.
W depeszy z 2008 r. ambasador Victor Ashe donosił, że to od ministra spraw zagranicznych (Sikorskiego) zależy decyzja Polski w sprawie tarczy antyrakietowej. „Prezydent Kaczyński nie chce, żeby tarcza antyrakietowa stała się przedmiotem rozgrywki w Polsce, i jest gotów oddać sukces Tuskowi i Sikorskiemu za zawarcie porozumienia, byle tylko było zawarte".
„Z wielu dobrze uplasowanych źródeł słyszeliśmy, że Sikorski systematycznie, jeśli nie fanatycznie, kontroluje przepływ informacji do Tuska o negocjacjach".
Ale takie wiadomości można znaleźć jedynie w depeszach ujawnionych przez Wikileaks, natomiast
agresja informatyczna przeciw rządzącemu obozowi trwa nieustannie i dociera wszędzie.
Można sobie postawić pytanie – dlaczego obecny polski rząd i osoba prezesa PiS wywołują tak wszechogarniające agresję? Czyje interesy zostały zagrożone?
Oczywiście wszystkich sygnatariuszy "okrągłego stołu". Ale nasza polska "pierestrojka" to fragment porozumienia międzynarodowego, którego częścią był "upadek komunizmu", zjednoczenie Niemiec, operacja "Most" (ewakuacja Żydów z Rosji), konwersja długów państw bloku sowieckiego i inne. Stron mających żywotne interesy w Polsce jest sporo. Sygnatariuszami układów tworzących "ład pojałtański" musieli być Sowieci, Niemcy, Amerykanie i wielonarodowi właściciele długów Gierka (często powinowaci naszych intelektualistów).
Z pewnością nie przewidywano pełnej suwerenności Polski, która musiała zostać państwem buforowym, "teoretycznym". Dlatego jakiekolwiek próby poszerzenia zakresu podmiotowości spotykają się ze zgodnym przeciwdziałaniem wszystkich zainteresowanych. Na straży uzgodnień pozostawiono nietknięty komunistyczny aparat represji z sądami na czele. Dlatego reforma sądownictwa budzi tak żywiołowy sprzeciw. ("Rada Europy wyraża zadowolenie z zawetowania przez prezydenta Andrzeja Dudę ustaw o sądownictwie" - rzecznik sekretarza generalnego RE Thorbjoerna Jaglanda, Holtgen).
Przy okazji sporu o reformę sądownictwa polityk Święcicki (PO) z roztargnienia poinformował, że próba ingerencji w sądownictwo była by "pogwałceniem umowy okrągłostołowej" (jego "donos" można porównać tylko do freudowskiej pomyłki prof. Engelking, która myśląc o Gazecie Wyborczej powiedziała "gazeta żydowska").
Stress test
Wydawało by się, że osiągnięcia tej ekipy rządzącej są oczywiste i bezdyskusyjne (likwidacja ubóstwa i bezrobocia, wielki wzrost poziomu życia nie tylko elit, zrównoważony budżet), lecz na armii surowych recenzentów rządu nie robią one żadnego wrażenia. Krytycy twierdzą, że to wynik fantastycznej koniunktury gospodarczej, choć ta sama koniunktura w innych krajach nie przyniosła aż takich rezultatów. Jednak prawdziwym sprawdzianem będzie czas, który nadchodzi. Pandemia i nieuchronny kryzys nią wywołany, a także zbliżająca się katastrofalna susza, to wielka szansa opozycji i ich promotorów do upragnionej destabilizacji państwa.
Jak dotąd rząd sobie radzi znacznie lepiej, niż inne kraje. Polska jako pierwsza zamknęła granice (Europa zawyła z oburzenia, po czym wszyscy zrobili to samo), natychmiast sprowadziła 54 tys. Polaków do kraju i wcześniej niż w innych krajach pomyślała o pomocy dla firm. Partie opozycyjne w większości krajów europejskich zapowiedziały zawieszenie sporów politycznych i pełne poparcie rządów w walce z epidemią.
Natomiast w Polsce opozycja dostała jakiegoś amoku, który udzielił się także zagranicy.
"Na najtrudniejszy czas od dziesięcioleci mamy najgorszą od dziesięcioleci władzę. Z sytuacją i wyzwaniami możemy sobie poradzić tylko wtedy, gdy będą nam przewodzić najlepsi i najmądrzejsi, a nie najbardziej opętani i najbardziej cyniczni. Takie państwo tworzy prezes Kaczyński. Państwo chaosu i marionetek" powiedział Siemoniak – były kierowca Tuska.
Zaprzyjaźniony z red. Michnikiem Financial Times zauważył: "cały świat zmaga się z koronawirusem, tylko nie Polska", bo tu planuje się wybory. „Autorytarne rządy w Polsce chcą sobie zapewnić nieograniczone uprawnienia”, „pod płaszczykiem pandemii łamią praworządność”, więc „Komisja Europejska musi interweniować jako strażniczka traktatów”. „UE musi skończyć z szaleństwem wyborów Covid-19 w Polsce”.
Krytykuje się „drastyczne ograniczenie swobód obywatelskich”, choć wszędzie obowiązują podobne przepisy (gdyby restrykcje były mniejsze, Kaczyński miałby więcej „krwi na rękach”).
Podczas gdy prezydent Trump zmaga się z epidemią i ma na głowie reelekcję, o Polsce przypomniał sobie przyjaciel Sikorskiego – minister Ławrow:
„Mam wielką nadzieję, że z naszymi polskimi sąsiadami - nie boję się powiedzieć: przyjaciółmi, mam wielu przyjaciół w Polsce - również przezwyciężymy obecny okres i że próby sztucznego stworzenia powodówdo rozdzielenia naszych narodów mimo wszystko nie przeważą.
Wszystko to jest teraz zamrożone. Co więcej, uważam za bardzo smutny fakt zamrożenie reżimu bezwizowego między obwodem kaliningradzkim i sąsiednimi regionami Polski”
W ustawowym terminie min. Naimski wypowiedział umowę z Gazpromem na kontrakt kończący się w 2022 roku, który „wynegocjował” Pawlak, a Tusk nazwał "korzystnym dla Polski i Polaków", choć płaciliśmy najwyższą cenę w Europie.
Czy to wielkie wzmożenie opozycji i „zagranicy” wynika z próby wymiany ekipy rządzącej w Polsce?
Czy dlatego cała "opozycja demokratyczna" - demokraci, liberałowie, ludowcy, socjaliści, socjaldemokraci, antysystemowcy, wolnościowcy, ultrakatolicy i hurrapatrioci zjednoczyli się "ponad podziałami" w wielkim „Froncie Jedności Narodu” aby wspólnie działać w celu "wysadzenia" rządu?
Może szybkie przedłużenie umowy gazowej na dotychczasowych warunkach ostudziłoby temperaturę sporu politycznego?
Czy rzeczywiście „prożydowski”?
Na świecie funkcjonuje opinia, że obecny rząd jest skrajnie nacjonalistyczny, antysemicki i homofobiczny. Na "polski rynek" uruchomiono inną, bardzo perfidną wersję - "rząd najbardziej prożydowski w III RP" . Rzeczywiście pisowcy są nadzwyczaj mili dla Żydów, ale musimy sobie zdawać sprawę, że po "okrągłym stole" i pojednaniu zwaśnionych frakcji komunistycznych, ich pozycja w Polsce powróciła do podobnej, jaka była przed rokiem 1968. Wiemy, że środowiska żydowskie mają bardzo silne "trzymanie" ("lewarowanie") na rządy w Warszawie.
Podczas próby wprowadzenia ustawy reprywatyzacyjnej i związanej z nią globalnej awantury o ustawę IPN, budowa tarczy antyrakietowej w Redzikowie została wstrzymana „z powodów technicznych”. Były minister MON Siemoniak skomentował to jako „brak zaufania strony amerykańskiej do Macierewicza i rządu PiS”.
„Proizraelskie” rządy w III RP były zawsze - Żydzi robili znakomite interesy zarówno za SLD (okazyjna sprzedaż domów Centrum i klubów MPiK, "zwrot mienia" często nieistniejącym gminom żydowskim), jak i za PO (złoty wiek deweloperów). Pisowcy narazili się strasznie psując niektóre biznesy, przerywając łańcuchy dostaw i dokuczając najbardziej pomysłowym przedsiębiorcom.
Stąd usilna praca potężnych mediów cieszących się (z wzajemnością) zaufaniem Żydów nad wymianą rządzącej ekipy na bardziej pragmatyczną.
Obecny rząd jest "propolski", a świadczą o tym choćby:
1) "rozdawnictwo" - poprzednie ekipy musiały troszczyć się przede wszystkim o interes swoich patronów. Teraz znacznie większy procent wytworzonego majątku zostaje przekierowany do obywateli.
2) Żywiołowe ataki na rząd ze WSZYSTKICH możliwych stron.
3) Fanatyczne wręcz dążenie Kaczyńskich do niezależności energetycznej Polski. Warto przypomnieć, że gazociąg północny został storpedowany pierwszy raz przez Jerzego Millera, a drugi raz przez Donalda Tuska.
4) Na liście Macierewicza TYLKO Porozumienie Centrum J. Kaczyńskiego było wolne od agentury. Gdy komunistyczne służby budowały scenę polityczną "polskiej demokracji", partia Kaczyńskiego była "poza rozdzielnikiem". Według instrukcji Kiszczaka "SB może i powinna (...) zapewnić sobie możliwość kontroli operacyjnej partii politycznych na szczeblach podstawowych i centralnych". W Porozumieniu Centrum nie mieli takiej możliwości, stąd ataki medialne (trwające do dziś) na partię Kaczyńskiego.
5} Milioner Ryszard Opara, z którym miałem okazję kilkukrotnie rozmawiać 15 lat temu, powiedział mi, że "PiS- to dziady" co mnie ostatecznie przekonało do tej partii. Wspominał on ówczesne partie (PO. SLD, PSL, LPR, Samoobrona) mówiąc "stoją za nimi potężne pieniądze" . Opara był dobrze poinformowany, bo jest kojarzony ze środowiskiem "wojskówki" – głównym organizatorem "pierestrojki" w Polsce.
6) Telewizja publiczna jest polska. Choć pięknoduchom nie podoba się "nachalna propaganda", Jacek Kurski z pewnością był współautorem zwycięstw Zjednoczonej Prawicy. TVP Historia jest wręcz znakomita. Ile już powstało wartościowych, patriotycznych filmów!
7) Ten rząd znacząco ukrócił systemowy rabunek polskich finansów odbywający się często pod osłoną instytucji państwa.
8) Radosław Sikorski z rzeszą przyjaciół zwalczają obecny rząd.
Powszechnie słyszy się rytualne zaklęcia o rządzie autorytarnym, czy „władzy absolutnej, która demoralizuje absolutnie” itp. Warto przypomnieć, że „demokratyczna opozycja” kontroluje WSZYSTKIE miasta i połowę samorządów - to ogromny procent budżetu państwa. Nie wspominając już o wrogich sądach, mediach, uczelniach czy kulturze. „Autorytarny” rząd ma też ograniczony wpływ na obsadę kadrową niektórych resortów, a więc w Polsce istnieje faktyczna dwuwładza (i wynikający z niej bałagan). Nie jest jeszcze tak jak w Wenezueli, ale sytuacja jest groźna, bo demokracja nie może funkcjonować bez NORMALNEJ opozycji.
Rząd Zjednoczonej Prawicy doszedł do władzy w wyniku demokratycznych wyborów, ale zdaniem naukowców - Polacy źle wybrali (prof. Markowski: „ten elektorat nie ma kwalifikacji obywatelskich”).
Choćby najbardziej nobliwi profesorowie – Markowski, Jedlicki, Krzemiński, Czapiński, Sadurski, Marczewski, Szacki, Hartmann, Matczak, Kuźniar, Środa, Płatek, Nałęcz, Senyszyn, Jaskiernia, i wielu innych, zebrali się na jakimś sympozjum (na Łysej Górze?), a każdy zjadłby 1000 kotletów, natężyli się i naukowo wymyślili coś ekstremalnie mądrego, to nie przekonają chłopa polskiego. Bo najlepsi specjaliści od inżynierii społecznej, eksperci programowania neurolingwistycznego, fachowcy od marketingu politycznego, błyskotliwi dziennikarze, wrażliwi artyści, wymowni literaci, filozofowie zdolni do pogłębionej refleksji, są kompletnie bezradni wobec chłopa polskiego - takiego, o którym prof. Hartmann napisał "miliony was, chamy!"
Chłop zawiódł naszych intelektualistów. Podobnie 100 temu chłop zawiódł sowieckich politruków i nie przyłączył się do rewolucji, a 800 tysięcy chłopskich synów obroniło kraj przed bolszewikami.
Dlatego chciało by się powiedzieć: "Chwała Ci chłopie polski, podlaski i podkarpacki, że nie czytujesz Gazety Wyborczej i nie posłuchałeś intelektualistów, którzy sugerowali Ci głosowanie na Komorowskiego jak , a Ty zagłosowałeś po swojemu stwarzając szansę, że po 70 latach wszechwładza komuny może zostać ograniczona".
Może po latach ktoś wpadnie na pomysł, żeby postawić pomnik Chłopa Polskiego, któremu zawdzięczamy tak wiele?
Źródło:
https://niepoprawni.pl/blog/leopold/co-kaczynski-ma-n...
©: autor tekstu w serwisie Niepoprawni.pl | Dziękujemy! :).