Niemieckie dzieci oddane w ręce pedofilów. Dziennikarze "Spiegla" dotarli do ofiar
Berlin przez dekady tolerował oddawanie dzieci do rodzin adopcyjnych ze skłonnościami pedofilskimi. Po ujawnieniu tych faktów przez dziennikarzy władze nie spieszą się z wyjaśnieniem sprawy.
Wstrząsającą historię dwójki mężczyzn, którzy będąc dziećmi, zostali umieszczeni w domu ojca zastępczego, pedofila, ujawnił niemiecki tygodnik „Der Spiegel”. Opowieści Svena i Marco (imiona zmienione), którzy zostali wzięci na przełomie lat 80. i 90., pełne są drastycznych szczegółów. Dorośli dzisiaj mężczyźni wciąż nie otrząsnęli się z przeżyć tamtego okresu. Obydwaj pozostają bezrobotni, żyją z zasiłku i leczą się psychiatrycznie. Nie są jedynymi, którzy za pełną aprobatą berlińskiego senatu byli oddawani w ręce pedofilów.
Zalegalizować pedofilię
Było to możliwe, ponieważ oddawanie dzieci pedofilom zalecał Jugendamtowi (urzędowi ds. dzieci i młodzieży) Helmut Kentler, psycholog, który pod koniec lat 60. zajmował stanowisko dyrektora jednego z wydziałów Centrum Pedagogicznego w Berlinie. Na fali rewolucji seksualnej 1968 r. Niemcy głośno dyskutowali o seksualności. Opinię, że seks z dzieckiem nie jest niczym złym, rozpowszechniali wówczas zwłaszcza politycy Zielonych.
Kentler był bezpartyjny, ale przez kolejne lata stał się głównym orędownikiem legalizacji pedofilii. W 1970 r. przekonywał jako ekspert przed jedną z komisji w Bundestagu, by nie karać pedofilów i w ogóle nie zajmować się przestępstwami seksualnymi popełnianymi na nieletnich. Twierdził wówczas, że dzieci, które przechodzą przesłuchanie w takich sprawach, „doznają niemal zawsze większych szkód” niż poprzez samo wykorzystanie seksualne.
Nikogo wówczas takie zeznania nie szokowały. Dziennikarze „Spiegla”, którzy dotarli do protokołu wypowiedzi Kentlera, nie odnotowali, by politycy zadawali mu jakiekolwiek pytania lub mieli zastrzeżenia do jego wystąpień. Berliński psycholog działał więc w sprawie legalizacji pedofilii zupełnie otwarcie. W latach 70. był głównym orędownikiem tej sprawy w środowisku akademickim i współpracował z pedofilami – m.in. Bruno Benedigiem, przewodniczącym dwóch legalnie działających organizacji pedofilskich, którego na początku lat 90. skazano za wykorzystywanie seksualne dziewięciu nieletnich.
W 1980 r. Kentler opowiadał branżowemu pismu, dlaczego nie widzi nic zdrożnego w wykorzystywaniu nieletnich przez ojców adopcyjnych ze skłonnościami pedofilskimi. Posłużył się przy tym historią pewnego 13-latka o imieniu Ulrich.
„Zaletą Ulricha było to, że dobrze wyglądał, a seks sprawiał mu przyjemność. W ten sposób mógł odpłacić się mężczyznom, którzy mieli skłonności pedofilskie i troszczyli się o niego” – mówił Kentler.
Wzorowy ojciec adopcyjny
Właśnie taka historia przytrafiła się Marco oraz Svenowi, którzy mieli ojca zastępczego w Berlinie Fritza H. w 1989 r. i 1990 r. Obydwaj chłopcy pochodzili z rozbitych rodzin. Marco już jako 5-latek tułał się po ulicach Berlina. Do domu, gdzie czekał na niego agresywny ojciec alkoholik, wracał rzadko. Ojciec, chcąc zatrzymać syna w domu, związywał go i bił do krwi. Czasem wsadzał związanego do wanny, napuszczał wodę i patrzył, jak próbuje złapać powietrze.
Dlatego Marco bardzo się cieszył, gdy z domu dziecka został skierowany w 1989 r. do ojca zastępczego.
– Z początku wszystko było normalnie – mówi.
H. miał duże, 170-metrowe mieszkanie. Marco dostał własny pokój, miał książki, a nawet komputer. Skończyło się bicie. Ale gdy przyzwyczaił się do nowego domu i zgodnie z życzeniem H. zaczął mówić do niego „tato”, wszystko zaczęło się zmieniać.
Pewnego jesiennego wieczora 1989 r. ojciec adopcyjny przyszedł do pokoju chłopca, by „się poprzytulać”. A potem poprosił, by Marco wziął jego członka do ust. Gdy nie chciał się zgodzić, przekonywał: – Przecież tak właśnie robią synowie z ojcami, gdy się kochają.
Od tego czasu Marco był przez swojego ojca gwałcony przynajmniej raz w tygodniu. Czasami kończyło się to bolesnym krwawieniem. H. uspokajał go, że „tak już jest” i że „to przejdzie”. Ale ból fizyczny nie był wcale najgorszy. Marco wyobrażał sobie, że jest rycerzem. Z ciężkim mieczem i zbroją, którą tylko on może ściągnąć, broni swojego zamku. Tym zamkiem było jego piętrowe łóżko, na którym spał.
http://wyborcza.pl/7,75399,22858110,niemieckie-dz...