A ty na Polsce?
Zdaniem eksperta nie w takim użycia języka "resentymentu kolonialnego". - W przypadku Polski i sąsiadów można mówić bardziej o ekspansji polityczno-kulturowej. Natomiast czy tak jest w istocie? I tak, i nie. Patrząc węziej, tylko w kontekście geografii politycznej, to odpowiedź jest twierdząca, bo zasięg tego "na" na wschód od Polski pokrywa się z terytorium Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Mówimy przecież "na Białorusi", "na Ukrainie", "na Litwie", ale już "w Rosji", czy w "w Estonii". W tym sensie to może być reminiscencja tej ekspansji - wskazywał prof. Szul.
Podkreślał jednak, że patrząc szerzej, to okazuje się, iż także do całkowicie suwerennych krajów czy regionów używa się przyimka "na". - Mówimy "na Alasce" czy "na Węgrzech". Tutaj nie ma specjalnej reguły, to po prostu uzus językowy, czyli takie obyczaj - wyjaśniał ekspert.
Dodał, że choć rozumie obawy naszych wschodnich sąsiadów, to sami powinniśmy być w tej kwestii ostrożni. - To jest nasz język i dopasowywanie go do oczekiwań innych nie powinno być nadmierne. Pytanie, czy nas nie uraża to, że musimy naginać reguły naszego języka do postulatów innych - ocenił prof. Szul.
Gość TOK FM podkreślał, że sam jest w tej kwestii konserwatystą. - Dlatego trzeba wyjaśniać naszym przyjaciołom ze Wschodu, że używanie przyimka "na" nie jest dla nich obraźliwie. Tak jak w przypadku Słowaków czy Węgrów nie ma tu podtekstu ekspansjonistycznego. Natomiast jeżeli ktoś chce być uprzejmy, to może mówić "w Białorusi" - podsumował ekspert."
Post edytowany