1°C

65
Powietrze
Bywało lepiej...
Jakość powietrza nie jest najlepsza, zalecamy ograniczenie i rozważenie podjęcia aktywności na wolnym powietrzu.

PM1: 28.21
PM25: 44.91 (179,66%)
PM10: 72.07 (144,14%)
Temperatura: 1.18°C
Ciśnienie: 1019.58 hPa
Wilgotność: 84.75%

Dane z 26.01.2020 12:55, airly.pl


facebook

Po misji w Zakopanem

15.01.2020
(fot.: G. Bargiel (Strona Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe na FB))

Żołnierze z 2. Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej, która na co dzień stacjonuje w Janowie, na początku grudnia ubiegłego roku pełnili służbę w Zakopanem. Na minskmaz.com por. pil. Karol Borkowski opowiada o tym, jak przebiegała misja 2. GPR w zimowej stolicy Polski.

Do Zakopanego żołnierze polecieli śmigłowcem Sokół W-3 WA SAR – zastąpił on tam helikopter Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego (TOPR), który przechodził przegląd techniczny. Zdjęcia ze swojej misji publikowali na stronie na Facebooku, ale czuliśmy niedosyt. Postanowiliśmy podpytać o więcej szczegółów…

Jak przyjęli Was TOPRowcy z Zakopanego? Mieliście jakieś szkolenia, a może od razu ruszyliście do akcji?

por. pil. Karol Borkowski (K. B.) – Przyjęli nas bardzo życzliwie, chociaż stwierdzenie, że nas przyjęli nie do końca jest właściwe. Stacjonowaliśmy na terenie Wojskowego Ośrodka Szkoleniowo-Kondycyjnego w Zakopanem, więc można powiedzieć, że byliśmy u siebie. Warto jednak dodać, że specyfika pracy w TOPR polega na najwyższym zaufaniu między sobą i najważniejsze co musieliśmy zrobić, to wypracować mechanizmy wzajemnego zaufania. A jeśli chodzi o szkolenia, to jako piloci przechodzimy specjalistyczne szkolenia w powietrzu w oparciu o teren górski oraz jako jednostka ratownicza szkolenie z ratownictwa w powietrzu. Oczywiście to nie jest tak, że z marszu wchodzimy w dyżur i wiemy wszystko najlepiej. Toprowcy znają Tatry jak własną kieszeń i mają własne procedury. Dlatego trzeba było zgrać nasze umiejętności wspólnie, na zasadzie doprecyzowania rozwiązań, a potem wykonać krótkie loty treningowe pierwszego dnia dyżuru, aby zapoznać się z terenem. Było to niezbędne dla bezpiecznego wykonania zadania. Można powiedzieć, że płynnie weszliśmy w praktykę tak szybko, jak było to możliwe.

Pierwsza akcja ratownicza w Zakopanem to...

K. B. – Przez cały okres dyżurowania staraliśmy się wykonywać loty treningowe. I właśnie pierwsza akcja została wykonana już w pierwszym dniu dyżuru podczas takiego lotu. Zostaliśmy wezwani do kobiety, która doznała urazu nogi na oblodzonym szlaku w rejonie Czarnego Stawu. Zbliżała się noc, a ona nie miała żadnej możliwości zejścia do schroniska. Zabraliśmy ją ze szlaku. Wracaliśmy z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.

A najtrudniejsza akcja w jakiej uczestniczyliście?

K. B. – Nie można powiedzieć, że jakaś akcja była dla nas najtrudniejsza, bo cały nasz pobyt w górach był nowym doświadczeniem. Na pewno każda akcja jest inna, wymagająca od całej załogi indywidualnego podejścia. Samo latanie w Tatrach jest już nie lada wyczynem. Wykonywanie czynności ratowniczych przy górskich ścianach skalnych wymaga pełnego skupienia i współpracy pomiędzy każdym członkiem załogi. Lecz jedna akcja najbardziej utkwiła nam w pamięci. Dowiedzieliśmy się o niej w nocy i szykowaliśmy do niej już przed wschodem słońca – chodziło o ciężko rannego turystę w rejonie Krzyżnego, który miał objawy hipotermii z urazem nogi.

W ilu akcjach w sumie uczestniczyliście podczas służby w TOPR i ile osób uratowaliście?

K. B. – Łącznie wzięliśmy udział w 4 akcjach. W sumie przetransportowaliśmy 7 poszkodowanych osób z rejonu Tatr wysokich, z czego trójka z nich była w stanie realnego zagrożenia życia.

Na czym polega specyfika akcji ratowniczych śmigłowcem w górach?

K. B. – Z punktu widzenia pilota polega na posiadaniu wiedzy, jak śmigłowiec zachowuje się w takim terenie oraz tego, jak wiatr zachowuje się w poszczególnych etapach lotu. To tak w dużym skrócie, bo o tym można opowiadać długo. Do tego dochodzi współpraca w załodze, gdzie każdy ma swoją rolę do wykonania i tak naprawdę nikt nie może zawieść, bo od tego nie zależy już tylko nasze życie, w sensie całej załogi, ale i osób, które potrzebują naszej pomocy. Nie ma tutaj też miejsca coś takiego jak wpatrywanie się w mapę, bo teren musi być już znany i po otrzymaniu wezwania trzeba lecieć do poszkodowanego z pełną wiedzą o terenie. Do tego wszystkiego dochodzą bardzo szybko zmieniające się warunki atmosferyczne, które należy analizować dużo częściej niż w terenie nizinnym i reagować natychmiast.

Jakie wrażenia po powrocie ze służby w Tatrach?

K. B. – Czujemy pewien niedosyt. Latanie w górach to piękna sprawa, co przedstawiają nasze zdjęcia z wylotów. Natomiast jesteśmy bardzo zadowoleni ze swojej pracy i wiemy, że TOPRowcy również. Dlatego zostały wypracowane wnioski, z których wynika, że należy nawiązać ściślejszą współpracę z TOPR, która, jesteśmy pewni, zaprocentuje pozytywnie dla obu stron. I zapewni poczucie bezpieczeństwa, że Wojsko Polskie jest w stanie zabezpieczyć ratownictwo w Tatrach.

Często członkowie 2. GPR pomagają kolegom z innych formacji w ich zadaniach?

K. B. – Raz na jakiś czas bierzemy udział w różnych ćwiczeniach zgrywających z różnymi formacjami. Jedno z takich ćwiczeń pk. RENEGADE/SAREX 2019 miało miejsce w maju ubiegłego roku i wtedy właśnie współpracowaliśmy z TOPRem. Poza tym mamy podpisane umowy o stałej współpracy z Państwową Strażą Pożarną, z Policją, Mazurskim Ochotniczym Pogotowiem Ratunkowym w Giżycku oraz Wodnym Pogotowiem Ratunkowym w Legionowie.


Inne aktualności

OK