„Pisałam nieprawdę…”
Tekst Małgorzaty Tomczak w weekendowym wydaniu „Gazety Wyborczej” czytałem dwukrotnie, z coraz silniejszym wewnętrznym poruszeniem i szerzej rozdziawioną gębą. Regularnie czytam gazety, więc wiem co mówię: to najważniejszy tekst publicystyczny, jaki tego roku ukazał się w Polsce.
Materiał dotyczy nieustająco kryzysowej sytuacji na polskiej granicy z Białorusią, a więc sprawy, która od dwóch lat nie tylko zatruwa nasze życie publiczne. Ale co gorsza, sprawy, która kazała nam zacząć wątpić, czy w ogóle możemy jeszcze czuć się dobrze z naszą polskością. Pani redaktor Tomczak ze znawstwem i empatią opisuje rzeczywistość z jaką mamy do czynienia na granicy. Bez propagandy, z osobistą znajomością konkretnych przypadków, opowiada o zapętlonej w węzeł gordyjski tragedii, której jedną stroną są tysiące imigrantów, próbujących najbardziej wymyślnymi sposobami przedostać się przez granicę, tak by nie zostać złapanymi przez polską straż graniczną. Zaś stroną drugą - polscy strażnicy, których misją jest zawrócenie przybyszów, a w ostateczności (czego tamci chcą za wszelką cenę uniknąć) zmuszenie ich do rejestracji faktu nielegalnego przedostania się do Polski.
https://plus.dziennikpolski24.pl/luksus-wlasnego-zdania-jana-ro...