Przed przeprowadzką zawsze jest chaos, a rośliny często dostają „po głowie”, bo stają w byle jakim miejscu, byle przetrwały transport. Fajnie brzmi usługa, w której ktoś pomaga zaplanować, co gdzie trafi już w nowym mieszkaniu – zanim kartony zostaną rozpakowane. Można by z góry ustalić, że np. Grubosz Crassula „Hobbit” wyląduje w nowym salonie na najbardziej nasłonecznionej komodzie, w stylu egzemplarzy, które kojarzę z oferty pod linkiem
https://www.zielonaflora.pl/crassula-hobbit-crassula-ovata... a inne rośliny pójdą do sypialni czy kuchni. Taki plan pozwoliłby uniknąć tygodniowego przestawiania doniczek z kąta w kąt. Jak sądzicie, czy usługa „roślinnej przeprowadzki” miałaby sens, czy i tak każdy kończy z kwiatkami upchniętymi tam, gdzie akurat zrobi się trochę miejsca?