Wiktor Zborowski
Cała akcja zaczęła się tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Zadzwoniła do mnie Krysia Janda i powiedziała, że jest w kontakcie z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym i chcą seniorów z teatrów Kryśki zaszczepić przeciwko COVID-19, w terminie: druga połowa stycznia. I zapytała, czy ja się na to zgadzam. Ja powiedziałem, że oczywiście.
I nagle 29 grudnia dostaję wiadomość z koordynacji z teatru, czy mogę się szczepić jutro, bo jest taka sytuacja, że ileś tam set dawek szczepionki jest - która w ciągu dwóch dni traci swoją przydatność, termin ważności - i chcą to wykorzystać, i czy możemy się zaszczepić. Powiedziałem, że możemy.
Zapytano mnie, czy mogę zostać ambasadorem, twarzą akcji propagowania tych szczepionek. Powiedziałem, że oczywiście i tak to się stało. Następnego dnia przyszedłem, zaszczepiłem się i tyle. Niestety, z dobrej, mądrej zdawałoby się akcji wyszedł taki koszmar.
Mieliśmy w mediach społecznościowych to ogłaszać, ze zdjęciami, opatrzonymi jakimś hasztagiem, ale chyba już z tej akcji nic nie będzie, bo promocja sama ruszyła w najrozmaitszych kierunkach.
Ja w ogóle nie myślałem w tych kategoriach. Gdybym nawet myślał w tych kategoriach, to musiałbym sobie odpowiedzieć na takie pytanie, czy pójść się zaszczepić i nastawić się na tej hejt, a sprawa jest moim zdaniem ważna i słuszna, bo przecież ogromna ilość Polaków nie chce się szczepić czy zrezygnować. Nie mam pojęcia, co był wybrał.
Trochę jestem tym wszystkim przybity i nie czuję się komfortowo, niezbyt dobrze się w tym czuję.