80 lat temu podpalono jeden z baraków polskiego obozu koncentracyjnego w Łambinowicach. Gdy osadzeni w baraku, wbrew zakazowi, zaczęli go gasić, zaczęto do nich strzelać. Zginęło czterdzieści kilka osób. Kilka kolejnych zmarło później wskutek odniesionych ran.
Obóz w Łambinowicach został utworzony w lipcu 1945 r. na podstawie rozporządzenia wojewody śląsko-dąbrowskiego Aleksandra Zawadzkiego jako obóz przesiedleńczy. Kierowano do niego przede wszystkim cywilów - kobiety, dzieci i starców. Miały to być osoby pochodzenia niemieckiego, które następnie miano przesiedlić do Niemiec. Jednak uznawanie danej osoby za "Niemca" było arbitralne i subiektywne na podstawie języka czy nazwiska. Dlatego dużą część osadzonych stanowili Ślązacy niekoniecznie o niemieckiej orientacji narodowościowej. Czasem wystarczyło, że ktoś miał ładny i zadbany dom, który spodobał się polskim repatriantom ze wschodu, by wraz z całą rodziną w Łambinowicach wylądował. Do najbardziej skrajnych przykładów należał Alojzy Zdebel, który wcześniej był więźniem niemieckich obozów koncentracyjnych Auschwitz-Birkenau i Mauthausen-Gusen.
Warunki bytowe w łambinowickim obozie były wstrząsające: panowało ogromne niedożywienie i choroby zakaźne, a osadzeni żyli w brudzie i chłodzie. Szacuje się, że w ciągu kilkunastu miesięcy funkcjonowania obozu, spośród 5000 osadzonych śmierć poniosło około 1500. Czyli 30%. W początkowym okresie istnienia obozu (od połowy lipca 1945) jego komendantem był sierżant milicji Czesław Gęborski. Wsławił się wyjątkową brutalnością. Za jego czasów do obozowych zwyczajów należało bicie osadzonych kolbą i kijem, rozkazy maltretowania osadzonych, zamykanie w karcerach bez jedzenia i wody, wbijanie igieł i gwoździ pod paznokcie oraz inne wyszukane tortury. 4 października 1945 r. Gęborski wydał rozkaz podpalenia jednego z baraków. Gdy mieszkający w baraku spontanicznie rzucili się do ratowania swego dachu nad głową (pamiętajmy, że na początku października bywają już przymrozki (tak było przedwczoraj) a nocowanie w takich warunkach pod gołym niebem dla chorych i niedożywionych stanowić mogło wyrok śmierci) dobitnie im tego zakazano. Do tych, którzy pomimo zakazu kontynuowali gaszenie pożaru, otwarto ogień z karabinów maszynowych. Na miejscu zginęło 44-48 osób.
Urodzony w Dąbrowie Górniczej Gęborski został odwołany z zajmowanego stanowiska. Postawiono mu też zarzut przekroczenia obowiązków służbowych. Jednak w 1947 r. śledztwo zostało umorzone, a Gęborski dostał awans na kapitana (później doczekał się nawet stopnia majora). Po 1956 r. śledztwo wznowiono. Mimo obciążających zeznań najbliższego współpracownika, Ignacego Szypuły, został uniewinniony. Pod koniec lat 90-tych Gęborski kolejny raz znalazł się w tarapatach. Tym razem Instytut Pamięci Narodowej postawił mu zarzut zbrodni przeciwko ludzkości. W 2005 r. proces został jednak odroczony wskutek złego stanu zdrowia oskarżonego, a rok później umorzony wskutek jego śmierci. Tym samym Gęborski uniknął kary dożywając sędziwej starości i do końca życia pobierając "mundurową" emeryturę majora.
Gdy, przygotowując poniższy tekst, wpisałem w wyszukiwarce Google frazę "polski obóz koncentracyjny w Łambinowicach", Gemini, googlowska sztuczna inteligencja, pouczyła mnie, że nazywanie obozów koncentracyjnych polskimi jest nieuprawnione. Że obozy koncentracyjne były niemieckie, były nazistowskie, ale z pewnością nie polskie. Oczywiście wszystkie modele językowe zostały wcześniej nakarmione zamieszczonymi w internecie informacjami. A np. na polskiej Wikipedii obóz w Łambinowicach nazywany jest obozem pracy (w tytule artykułu) lub obozem przesiedleńczym (w treści artykułu). Czy to jednak normalne by w obozach pracy i przesiedleńczych śmiertelność osiągała poziomu 30%? Porównajmy tę liczbę z poziomem śmiertelności w niemieckich obozach koncentracyjnych (nie obozach zagłady!!!). I tak np. w Dachau zginęło 40 tys. osób na 200 tys. więźniów (śmiertelność na poziomie ok. 20%), a w Buchenwaldzie 56–65 tys. ofiar na 250 tys. osadzonych (śmiertelność ok. 22–26%). Przestańcie więc pieprzyć, że nie było polskich obozów koncentracyjnych!!! Były. Bo spełniały wszelkie cechy definicji obozu koncentracyjnego, zgodnie z którą obóz koncentracyjny to miejsce masowego, przymusowego odosobnienia ludności, stosowane przez władze państwowe głównie w celach represyjnych, politycznych lub etnicznych, zwykle bez wyroku sądowego i w warunkach nieludzkich, często połączonych z przymusową pracą i wysoką śmiertelnością więźniów.
Że nie wspomnę o obozie w Świętochłowicach gdzie komuniści zamykali nie tylko jeńców niemieckich oraz Berezie Kartuskiej gdzie sanacja zamykała wszystkich którym nie po drodze z sanacją.




