Polskie szkoły też czekaja te same problemy co Niemczech...
Prasówka z Niemiec, subiektywna (AG z X):
"„Jesteśmy ostatnią trójką niemieckich dzieci w naszej szkole.” Na szkolnym boisku Talina, Svenja i Jason nie rozumieją ani słowa. Ich szkolni koledzy mówią tylko po turecku i arabsku.
Szkoła podstawowa im. Jensa Nydahla przy Kohlfurter Straße w osławionej dzielnicy Kreuzberg. 99% z 303 uczniów pochodzi z rodzin imigranckich. Rodzice 285 uczniów żyją z zasiłków.
11-letnia Talina jest w szóstej klasie. „Kiedy poszła do szkoły, umiała czytać i pisać pierwsze słowa. Jej koledzy z klasy nie potrafili nawet powiedzieć 'dziękuję', 'proszę' ani 'dzień dobry'” – mówi jej matka. „Niemieckie dzieci są wyśmiewane, że 'jedzą wieprzowinę'”.
Jej koleżanka z klasy, 11-letnia Svenja, mówi: „Chciałabym, żeby w klasie było więcej osób, które mówią w moim języku”. Matka 9-letniego Jasona dodaje: „Szkoda, że w szkole jest tak mało niemieckich dzieci”. Rodzice o zagranicznych korzeniach również są zaniepokojeni. Turczynka Aslankara A., matka szóstoklasisty Burakcana, mówi: „Szkoda, że jest tu tak mało Niemców. To bardzo utrudnia naszym dzieciom naukę języka”.
W dzielnicy Neukölln pierwszoklasiści są dzieleni na małe grupy z dedykowanym nauczycielem. Uczą się niemieckiego jak języka obcego. Często nie znają podstawowych słów, np. słowa „koło”. Nauczyciel kontaktuje się z babciami, ciotkami, kuzynami i innymi niemieckojęzycznymi przyjaciółmi, aby czytali dziecku na głos w domu lub dawali mu książki.
Władze miejskie nie przejmują się problemami rodziców i nauczycieli. Radna Monika Herrmann z partii Zielonych mówi: „Nie ma żadnego znaczenia, ile dzieci z pochodzenia migracyjnego uczęszcza do szkoły.” Trzy lata temu berliński „czerwono-zielono-czerwony” rząd chciał usunąć oznaczenie „NDH” (język używany w domu inny niż niemiecki) ze statystyk szkolnych) twierdząc, że nie mówi ono nic o jakości szkoły i jest jedynie stygmatyzujące."