Mój mąż, który z zawodu jest dyrektorem preferuje u mnie tak zwane dość odważne ubieranie się. Przykładowo lubi jak zakładam spódniczkę do pół uda, pończochy - kabaretki i martensy. wtedy to na górę wrzucam biały damski t shirt i ramoneskę. spinam włosy w kucyk, maluję usta i powieki i ruszamy w miasto na kebaby albo na fryty. lubi też jak w takim stroju siedzę z nim w naszym aucie. wtedy to jesteśmy na parkingu przy pałacu - czasami robimy kręga dookoła fontanny albo na parkingu na kościuszki naprzeciw starostwa. aha stanika nie zakładam. dzięki takiemu strojowi czuję się jak indywidualistka i popieram indywidualistki.