Dzień dobry, odkopałam ten wątek, bo akcja leki na 100% dalej trwa.
Poszłam z dzieckiem do przychodni Centrum (na Piłsudskiego, do młodej pani), dziecko miało przepisany ZINNAT. Pani mnie poinformowała, że to drogi lek, ale baaaardzo dobry. Przepisane były 2 sztuki.
Od razu poszłam do apteki po drugiej stronie ulicy.
Przemiła pani wzięła recepty i pyta czy dziecko nie jest ubezpieczone.
Mówię, że cała moja rodzina od zawsze, bez żadnej przerwy jest ubezpieczona. Zresztą sprawdzałam to.
Pani w aptece zapytała mnie czy wiem, że mam lek wypisany na 100% a antybiotyki, min. ten jest na 50% i te 2 sztuki w takiej formie będą bardzo drogie.
Podziękowałam bardzo Pani za tą informację, wróciłam do pani lekarz, poprosiłam kogoś o wpuszczenie, weszłam i zapytałam czym się kierowała, że lek który dla osób ubezpieczonych jest na zniżkę 50% wypisała mi na 100%, bo to zasadnicza różnica.
Pani zdenerwowana powiedziała, że ten lek nie jest na zniżkę.
Opanowując wkurzenie powiedziałam, że jednak jest, bo taką informację otrzymałam w najbardziej wiarygodnym źródle - w aptece.
Pani gdzieś zajrzała, poczytała, przekreśliła 100%, napisała 50%, przybiła pieczątkę.
Wróciłam do tej apteki i za połowę kupiłam 2 leki.
Bardzo, bardzo Pani w aptece dziękuję za tą informację, bo bym nawet nie wiedziała i zapłaciła jeszcze raz tyle (niemało) za coś co się każdemu ubezpieczonemu pacjentowi należy.
Uważajcie i pytajcie dlaczego antybiotyk Wam walą na 100% w momencie kiedy macie ubezpieczenie i powinien być na 50%.
Krew zalewa...