Już dawno nic nie wzbudziło we mnie takiego oburzenia jak występy, czy jak to teraz mówi młodzież lansowanie się, naszych lokalnych działaczy na weekendowych marszach w Warszawie. Ta wzajemna wymiana ciosów i opluwanie w Internecie i lokalnych gazetach budzi coraz większą odrazę. Do tego żenującego codziennego przedstawienia doszedł kolejny akt, pojedynek na zdjęcia z marszów poparcia. To już nawet nie jest dno to głęboki muł!
Czasem się zastanawiam, może rzeczywiście w Mińsku Mazowieckim nie mamy problemów? Mamy piękne drogi, znakomity i świetnie finansowany szpital z oddanym wysoko wykwalifikowanym personelem, dzieci uczą się w świetnych warunkach lokalowych bez potrzeby prowadzenia zajęć na zmiany, do szkół a także licznych żłobków, przedszkoli oraz przychodni dojechać możemy świetnie zorganizowaną komunikacją miejską a pracujących w Warszawie wożą pociągi SKM na jednym bilecie.
Musi tak być skoro nasi działacze skupiają się na wymianie kopniaków i tzw. dużej polityce a niektórzy mimo iż deklarowali swe oddanie dla Samorządu bez mrugnięcia okiem zostawili go dla poselskich foteli. Tylko skoro tak to w jakim mieście ja żyje??
Szczęśliwie doczekałam emerytury więc w swoim życiu przeżyłam wiele rządów i władz miasta, ale czegoś takiego jak teraz nie widziałam. Przykre, że nasi radni czy inni działacze zamiast pracować razem dla dobra mieszkańców wolą karmić nas swoimi bezsensownymi wojenkami tak jak Ci na „górze”. Teraz czekam na pojedynek kto pierwszy pocałuje ważniejszy tyłek i będzie miał promocję w lokalnym grajdole jak znalazł. Chciałabym doczekać czasów w których władze w mieście obejmą samorządowcy z prawdziwego zdarzenia a nie politycy, dla których celem jest zdobycie jak najlepszego miejsca przy „korycie”.













