DO PRZECZYTANIA, DO OBEJRZENIA, DO POSŁUCHANIA
Autor: DARIUSZ MÓL

Do obejrzenia - "Planeta singli", "Rycerz pucharów" i "Królowa pustyni"

DODANO: 2016/10/13

planeta Tak zabawnej, dobrze wymyślonej, zrobionej i zagranej polskiej komedii romantycznej dawno już nie było. Co właściwie nie powinno dziwić, bo „Planetę singli" wyreżyserował Mitja Okorn, który dawno temu „Listami do M." (tymi pierwszymi) udowodnił, że ma dobrą rękę do rozrywkowo-komercyjnych, ale niegłupich filmów.

Tomek (Maciek Stuhr) to telewizyjny showman, którego program bije rekordy oglądalności. Ania (Agnieszka Więdłocha) dawno porzuciła już marzenia o muzycznej karierze i uczy w podstawówce muzyki. On może mieć każdą dziewczynę, ona ma zasady i czeka na mężczyznę, który spełni jej oczekiwania. Kiedy Tomek i Ania spotykają się przypadkiem w restauracji nic nie zapowiada tego, że kiedykolwiek mogliby być razem. Połączy ich biznesowy układ, ale przecież nic nie dzieje się przypadkiem. Zanim jednak padną sobie w ramiona, będą musieli przejść prawdziwą drogę przez mękę, pełną zabawnych i wzruszających wybojów... A tytułowa Planeta singli to nazwa aplikacji, dzięki której można znaleźć swoją drugą połówkę i porandkować:)

Mitja Okron i kilku współpracujących z nim scenarzystów nie odkrywają nieznanych potraw - biorą to, co najlepsze z przepisu na komedię romantyczną i przyrządzają danie idealnie zbilansowane z rzeczywistością, nieoczywistym humorem, kobiecymi i męskimi przypadłościami. Jasne, że można się czepnąć paru rzeczy, tylko po co? To w końcu film rozrywkowy i musi cieszyć oczy, więc nie ma co roztrząsać perfekcyjnych fryzur czy wnętrz, jak z portfolio wziętego architekta.

Na plus trzeba też zapisać aktorskie wybory - mimo, że to twarze, które oglądamy niemal w każdej polskiej produkcji, to w „Planecie singli" nie odtwarzają po raz kolejny tej samej roli. Jakby w Weronikę Książkiewicz, Tomasza Karolaka czy Piotra Głowackiego wstąpiła nowa energia. To drugi plan. A na pierwszym znakomicie zgrywają się Więdłocha ze Stuhrem. Aż chciałoby się częściej widzieć ich we wspólnych scenach. Jest między nimi chemia, są emocje, po prostu miło patrzeć.



rycerz Terrence Malick od wielu lat kroczy własną drogą. W nosie ma blichtr Hollywood i popularność mierzoną pozycją w box office. Robi filmy dla siebie i tych, którzy chcą odbyć z nim wędrówkę, by odnajdywać sens życia. Nie inaczej jest w  „Rycerzu pucharów".

Rick (Christian Bale) pisze scenariusze, o które biją się największe wytwórnie. Stać go praktycznie na wszystko - drogie apartamenty, szybkie samochody, szykowne ciuchy, piękne kobiety, narkotyki. Tylko, że mieć, nie znaczy być. Hedonizm, w którym się pławi nie daje mu zadowolenia, wręcz jest przeszkodą, by nadać życiu znaczenie, coraz bardziej pogrąża go w chaosie. Rick nie potrafi też wytrwać w związkach z kobietami. A może to efekt skompilowanych relacji rodzinnych? Walki z ojcem (Brian Dennehy)? Wspomnień? Jedynie brat (Wes Bentley) wydaje się go rozumieć i stara się pomóc znaleźć właściwą drogę. Tylko, czy to wystarczy, by wyrwać się z egzystencjalnej pustki? Także nawiązanie do kart tarota nie jest tu przypadkowe. Czy nasz los zdeterminowany jest tym, co nam zapisano? Czy może mamy wpływ na to, co się z nami dzieje? Czy potrzebujemy nauczycieli, by osiągnąć spełnienie? A może to w nas jest wszystko, dzięki czemu osiągniemy spełnienie?

Malick zabiera nas w teledyskową podróż (znakomite zdjęcia Emmanuela Lubezkiego), szepcząc nam z offu fragmenty rozmów, mądrości, modlitw, oprawiając całość w muzykę klasyczną. Na pierwszy rzut oka sprawia to wrażenie, jakbyśmy uczestniczyli w widowiskowej duchowej lekcji, ale z kolejnymi kadrami pogłębia się poczucie pustki i powierzchowności tego, co widzimy i słyszymy. Ma się ochotę krzyknąć do Ricka - człowieku, obudź się! Zacznij żyć! Tylko, że on nie usłyszy, za bardzo jest zajęty rozpamiętywaniem swojej egzystencjalnej matni.

Dystr. Monolith Video



królowa Werner Herzog przypomina nam postać Gertrude Bell, brytyjskiej podróżniczki, pisarki i archeolożki, która samotnie przemierzyła Bliski Wschód, odgrywając bardzo ważna rolę w wyznaczaniu nowych granic po pierwszej wojnie światowej na dawnych terenach imperium osmańskiego.

Zanim jednak Gertrude (Nicole Kidman) ruszy na pustynię, poznajemy ją jako niepokorną córkę arystokraty, żyjącą w świecie, który wyznaczył już dla niej rolę kobiety przy mężu, dbającej o dzieci i ciepło domowego ogniska. Tylko że panna Bell nie zamierza wpasować się w ten ciasny i sztywny schemat. Chce pisać, podróżować, poznawać ludzi. Kiedy wreszcie wyjeżdża do Teheranu, czuje że może robić, co chce. Na dodatek poznaje miłość swojego życia - pracownika brytyjskiej ambasady Henry'ego Cadogana (James Franco). Niestety, mężczyzna łamie jej serce, a Gertrude rzuca się w wir podróży. Wydawać by się mogło, że jako kobieta w mocno patriarchalnym arabskim świecie nie ma prawa poruszać się samotnie karawaną przez pustynię. A jednak udało się jej zdobyć zaufanie lokalnych władców i osiągnąć w międzynarodowej polityce pozycję, o jakiej w tamtych czasach żadna kobieta nie mogła nawet myśleć.

Herzog lubi opowiadać o ludziach, którzy oddają się pasji na własnych warunkach, łamiąc powszechnie obowiązujące zasady. Historia Gertrude Bell była więc dla niego idealna. Poza tym, dawała też wiele możliwości pokazania przepięknych plenerów, co również jest znakiem rozpoznawczym filmów niemieckiego reżysera. Pustynia, orientalne wnętrza, obozowiska, stroje - wszystko to w „Królowej" przyciąga wzrok i pozostaje w pamięci jeszcze długo po seansie.

Autor

Dariusz Mieczysław Mól

Jestem dziennikarzem i reporterem. Pracowałem m.in. w „Super Expressie”, tygodniku „Naj”, miesięczniku „Claudia”. Od kilku lat pracuję jako „wolny strzelec”, prowadząc własną działalność jako „Mól TEKSTowy”.

WIĘCEJ

Kategorie

Ostatnie wpisy

Tagi

Archiwum wpisów