https://www.facebook.com/wlodzimierz.brodiuk/posts/pfbi...
Od kilku dni czytam komentarze pod artykułami poświęconymi Powstaniu Warszawskiemu. Zdumiewa mnie, jak wiele osób bezrefleksyjnie powiela fałszywą narrację o rzekomym masowym udziale Ukraińców w tłumieniu Powstania. Co gorsza, często robią to ludzie nazywający siebie patriotami.
Problem w tym, że ta narracja nie wytrzymuje konfrontacji z ustaleniami historyków. Jest w dużej mierze spuścizną propagandy z czasów PRL, która przez lata utrwalała nieprawdziwy obraz wydarzeń.
Dlatego postanowiłem przypomnieć, jak było naprawdę.
Nikt nie kwestionuje ogromu niemieckich zbrodni popełnionych podczas Powstania Warszawskiego. Rzeź Woli, Ochoty i innych dzielnic była jednym z najstraszniejszych mordów na ludności cywilnej w czasie II wojny światowej. Jednak przypisywanie tych zbrodni całemu narodowi ukraińskiemu jest po prostu niezgodne z faktami.
Historycy, wśród nich Norman Davies i Grzegorz Motyka, od lat podkreślają, że nie ma dowodów na udział 14 Dywizji Grenadierów SS „Galizien” w tłumieniu Powstania Warszawskiego. Również jedyna zwarta ukraińska formacja uczestnicząca w walkach – Ukraiński Legion Samoobrony – nie jest wiązana z rzezią Woli, Ochoty ani z innymi masowymi mordami ludności cywilnej.
W polskiej świadomości czasu wojny, a także w części prasy powstańczej i późniejszych relacji świadków, bardzo często wszystkich uzbrojonych żołnierzy przybyłych ze Wschodu określano zbiorczo mianem „Ukraińców”. Do jednego worka wrzucano żołnierzy różnych formacji kolaboracyjnych – Rosjan z RONA, Kozaków, Własowców oraz przedstawicieli innych oddziałów podporządkowanych Niemcom. Z czasem taki uproszczony obraz utrwalił się w powszechnej świadomości.
Tymczasem historycy podkreślają, że skład formacji uczestniczących w tłumieniu Powstania Warszawskiego był znacznie bardziej złożony. W opracowaniach publikowanych m.in. na portalu Dzieje.pl zwraca się uwagę, że stereotyp „ukraińskich oprawców” w wielu przypadkach odnosił się w rzeczywistości do rosyjskich formacji kolaboracyjnych, takich jak RONA, oraz innych jednostek służących pod niemieckim dowództwem.
Potwierdzają to również relacje samych świadków Powstania. Wielokrotnie pojawiają się w nich słowa: „nie wiem, czy to był Ukrainiec”, „Własowiec czy Ukrainiec”, „mówiliśmy na nich Kałmucy”. To pokazuje, że narodowość sprawców bardzo często była jedynie domysłem, a określenie „Ukraińcy” stało się zbiorczą nazwą dla różnych wschodnich formacji walczących po stronie Niemców.
Mało kto przypomina również, że po stronie Polski walczyli obywatele II Rzeczypospolitej pochodzenia ukraińskiego. Podchorąży Orest Fedorońko „Fort” poległ już pierwszego dnia Powstania. Jego ojciec, prawosławny kapelan Wojska Polskiego Szymon Fedorońko, został zamordowany przez NKWD w Katyniu. Kilkanaście dni później poległ także jego brat, Wiaczesław „Sławek”. W szeregach Armii Krajowej służyli również Andrzej Hitczenko oraz rotmistrz Iwan Mytrus Wyhowski.
Historia nie jest czarno-biała. Wśród Ukraińców byli kolaboranci i zbrodniarze, tak jak byli oni wśród Rosjan, Białorusinów, Litwinów, Łotyszy i przedstawicieli innych narodów żyjących pod niemiecką okupacją. Tego nikt rozsądny nie kwestionuje. Nie wolno jednak przypisywać całemu narodowi zbrodni, których nie popełnił, ani utrwalać mitów sprzecznych z ustaleniami historyków.
Prawdziwy patriotyzm polega na szacunku dla prawdy, nawet wtedy, gdy burzy ona utrwalone przez lata stereotypy. Powielanie komunistycznych fałszywek nie służy pamięci o Powstaniu Warszawskim. Wręcz przeciwnie – zaciemnia historię i oddala nas od prawdy.