12°C

3
Powietrze
Wspaniałe powietrze!

PM1: 1.35
PM25: 1.91 (7,63%)
PM10: 2.49 (4,98%)
Temperatura: 12.06°C
Ciśnienie: 1022.48 hPa
Wilgotność: 65.81%

Dane z 29.05.2020 09:50, airly.eu

Szczegółowe dane meteoroliczne z Mińska Maz. są dostępne na stacjameteommz.pl


facebook

Forum

Co tam Panie w polityce?

1681 postów
Mińsk Mazowiecki Postów: 37790
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37790
Środa, 20 maja 2020 17:02:52
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Polski raper-feminista naćpany wykorzystywał dziewczynę i zdradzał z nieletnimi. Wcześniej atakował kolegów po fachu za seksizm

Raper o pseudonimie Koza znany jest w środowisku hip-hopowym ze swojego radykalnego feminizmu. Kilkakrotnie atakował swoich kolegów z branży za seksizm. Jak się okazało sam ma wiele za uszami.
Była dziewczyna Kozy oskarża go o molestowanie

Jeszcze niedawno Koza atakował Białasa, jednego z najpopularniejszych raperów w kraju, za seksizm. – Strasznie mi się nie podoba, że Białas kategoryzuje kobiety. – mówił we wrześniu w wywiadzie.

Tymczasem jego była dziewczyna oskarżyła go właśnie o molestowanie. Raczej nie przystoi to ulubieńcowi polskiej lewicy.

„Chciałam was tylko poinformować, że wasz ulubiony raper feminista (którego udostępniały dziewuchy i lubi się mądrzyć w wywiadach o feminizmie) wykorzystuje po pijaku, bo „swojej dziewczyny nie trzeba pytać o zgodę”” – napisała na Instagramie była partnerka rapera.
Naćpany obściskuje na koncertach nieletnie dziewczyny

To jednak nie wszystko. Okazuje się, że Koza nie tylko „nie pyta swojej dziewczyny o zgodę”. Obcych dziewczyn nie pyta również o wiek.

„Zdradza i obściskuje naćpany 16-latki na koncertach. Tak jakby ktoś myślał, że to w porządku osoba. Zwłaszcza jego lewicowi fani” – napisała jego „ex”.
Wykorzystywanie fizyczne i psychiczne

„Nigdy nie myślałam, że będę musiała pisać coś takiego, ale krzywda, bezsilność, wykorzystanie fizyczne i psychiczne, które mnie spotkały przez ostatnie 11 miesięcy tej znajomości są dla mnie już nie do uniesienia i nikt mi tego nie odda. Może przynajmniej ktoś zwróci uwagę” – kontynuuje swoje wyznanie była dziewczyna „artysty”.
Raper do wszystkiego się przyznaje. „Moje poglądy się nie zmieniły”

„Jak rozumiem nie chcecie już ode mnie słyszeć, jest to ostatnie moje oświadczenie w tej sprawie. Przyznaję, że to co zrobiłem Nadii było molestowaniem, chociaż nie odbyłem z nią wówczas aktu seksualnego” – napisał na swoim Facebooku raper (pisownia oryginalna).

„Przepraszam szczególnie lewicowych słuchaczy i aktywistów, którzy udzielali mi do tej pory wsparcia – mój pogląd polityczny nie jest rozbieżny od tego, który wygłaszałem do tej pory” – dodaje jednak w udostępnionym tekście.

Raper zapowiedział, że zniknie z mediów społecznościowych. Zamierza jednak dokończyć swoją płytę. Co najciekawsze – jego fani, którzy zazwyczaj agresywnie atakują innych raperów za seksizm, nie potępiają go jakoś szczególnie w komentarzach.

„Bywa, kibicuję dalej” – można m.in. przeczytać pod jego wyznaniem.

Koza lubi kontrowersje, jednak tym razem sytuacja może nieźle mu zaszkodzić. Wcześniej m.in. udawał homoseksualistę. W dość konserwatywnym środowisku hip-hopowym zapewniło mu to rozgłos.

Źródło: Instagram, Facebook
https://nczas.com/2020/05/20/polski-raper-femini...
MIńsk Mazowiecki Postów: 924
Zagłoba
MIńsk Mazowiecki, postów: 924
Środa, 20 maja 2020 17:59:07
0
+1 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Ale w radio nie da się wklejać, wklejać, wklejać ...
Może z Torunia przyślą redaktorów? Naprodukowali tam tego całe zastępy, a telewizje nie są w stanie ich wchłonąć.

PS. Dziękuję za wszystkie minusiki które dostaję. Jest to dla mnie nominacja i potwierdzenie że wpisy zostały przeczytane oraz że wzbudziły w czytających odpowiednie reakcje.
Post edytowany 2 razy
Mińsk Mazowiecki Postów: 37790
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37790
Środa, 20 maja 2020 20:30:23
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Hołdys rozpływa się nad "awanturniczym" Nitrasem. Padło nawet porównanie do... Robin Hooda!

https://niezalezna.pl/330623-holdys-rozplywa-sie-nad...
Mińsk Mazowiecki Postów: 37790
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37790
Środa, 20 maja 2020 20:52:48
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Kazikiem w Dudę

Liczba wpisów w mediach społecznościowych o Trójce, Kaziku i jego utworze rośnie - podobnie zresztą jak liczba jego odsłon na YouTubie - kiedy piszę ten tekst, to już 7,5 mln - jeżeli komuś zależało na tym, by utwór Kazika usłyszało jak najwięcej osób, to pozostaje tylko pogratulować: udało się!


Zastanawiam się z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Z bardzo umownej "listy przebojów" znika jakiś utwór muzyczny, co jest rzeczą błahą i ( może poza wąskim środowiskiem) nie jest w stanie wzbudzić większego zainteresowania. Gdyby to był utwór mało znanego wokalisty o Marysi na polu, co poszła do stodoły, pies z kulawą nogą nie zainteresowałby się tym, czy taki utwór pojawił się w notowaniu czy zniknął, ani jakie miejsce zajął. Ale w tym wypadku w grę wszedł utwór znanego muzyka, o dosyć kontrowersyjnej treści, bo wartości muzyczne można śmiało pominąć. Tekst jest kluczowy, bo stał się on zarzewiem nowo-starego konfliktu: elity -społeczeństwo. Wywołanie takiego konfliktu jest w żywotnym interesie opozycji, która natychmiast w publiczną przestrzeń rzuciła hasła: cenzura, metody peerelowskie, reżim i nadgorliwość jego funkcjonariuszy - ogólnie patos i ewidentne przegrzewanie tematu. Oliwy do ognia dolewają "zbuntowani" dziennikarze Trójki (nawiasem pisząc, ich irracjonalne odejścia są bardzo wymowne), część wiecznie marudzących i oburzonych celebrytów i rzecz jasna wiadome media, której takiej gratki przepuścić nie mogą.


Jeszcze raz powtórzę, że clou wszystkiego stanowi tekst Kazika, który swoją drogą - a warto to przypomnieć zanim opozycja wyniesie go na sztandary walki ze znienawidzonym reżimem - wcale wobec PiS krytyczny nie jest. Jeżeli ten tekst ma coś w ogóle wspólnego z anty-pis, to są emocje wywołane rzekomą arogancją i uprzywilejowaniem Jarosława Kaczyńskiego, który ośmielił się wejść na cmentarz wtedy, kiedy Kazikowi nie było wolno. Dziwi mnie zatem reakcja najważniejszych polityków obozu Zjednoczonej Prawicy świadcząca tylko o tym, że przyjęli przegrzaną narrację opozycji i założyli, że "afera" może im mocno zaszkodzić. Twierdzę jednak, że od sprawy Trójki rząd jutro nie upadnie. Pojutrze też nie. Ale "afera" pokazuje, że PiS chce podtrzymywać bogatą tradycje potykania się o własne nogi. Ultradefensywna postawa PiS w tej historii spowodowana jest tym, że wizyta Jarosława Kaczyńskiego na zamkniętych dla wszystkich innych Powązkach, odebrana została przez społeczeństwo - pisząc eufemistycznie - niezbyt pozytywnie.


Czy Kazik miał prawo się tym oburzyć i napisać o tym utwór muzyczny? Oczywiście tak. Zwłaszcza, że od lat dosyć odważnie wyraża on w swoich utworach poglądy otwarcie krytykujące władze: od władz komunistycznych, poprzez AWS, SLD, PO do czasów bieżących. Kazik ma za sobą kilka politycznych burz i rozstań. Dla przykładu w 2005 r. zrezygnował z pisania felietonów do "Gazety Wyborczej" – wszystko dlatego, że redakcja odmówiła wydrukowania krytykującego Aleksandra Kwaśniewskiego tekstu "ZOO jednak działa". Krytykował Komorowskiego, chwalił Lecha Kaczyńskiego, Wałęsie wypomniał niezrealizowaną obietnicę wyborczą, a konkretnie powszechne uwłaszczenie obywateli poprzez rozdanie każdej dorosłej osobie po sto milionów złotych sprzed denominacji, w formie bonu prywatyzacyjnego. Utwór wywołał skandal, a Lech Wałęsa bronił się w TVP, że chciał te sto mln dać, tylko nie ma mocy wykonawczej. Nie oszczędzał później i innych polityków: "Łysy jedzie do Moskwy" to opowieść o wizycie Józefa Oleksego w Moskwie w 1995 r. podczas obchodów 50. rocznicy zakończenia II wojny światowej, czy "Hanna Gronkowiec Walczy" - rzecz o HGW. Było jeszcze "Panie Waldku, Pan się nie boi, czyli lewy czerwcowy" z płyty "Ostateczny krach systemu korporacji" (1998), nawiązujący do odwołania rządu Jana Olszewskiego (słynna "Noc teczek") i powierzenia misji utworzenia nowego gabinetu Waldemarowi Pawlakowi, ze słynnym "Panie Waldku, pan się nie boi, Dwie trzecie Sejmu za Panem stoi". Trudno się zatem dziwić, że Kazik skorzystał z okazji i muzycznie przyłożył tym razem Jarosławowi Kaczyńskiemu.


Myślę jednak, że Kazik w najbardziej odjechanych wizjach nie podejrzewał, że tym razem jego utwór i wszystko to, co z nim się powiązało wywoła w Polsce taką zadymę. Co więcej: sądzę, że Kazik został perfidnie wykorzystany - stąd zapewne żądanie Kazika natychmiastowego wycofania jego utworu z listy przebojów Trójki. Przez kogo wykorzystany? Odrzucam od razu baśnie z mchu i paproci, mówiące o nadmiernej gorliwości fanatyków PiS, funkcjonujących w ramach systemu, który PiS stworzył. Doprawdy, trudno o większą bzdurę.


Nie jest dla nikogo już tajemnicą, że Platformie Obywatelskiej ostatecznie i nieodwracalnie wymyka się z rąk wieloletnia praca rozwalania i wyprzedaży Polski. Czy ich wysiłki miałaby pójść na marne ? Nie po to przecież wysługiwali się zagranicznym mentorom, aby teraz spokojnie patrzeć jak wokół prezydenta Dudy zbiera się coraz bardziej wyraźna atmosfera drugiej kadencji. Będą zatem robić wszystko, co tylko podważy zaufanie społeczeństwa do władzy i da cień szansy produktowi platformianej pracy - Rafałowi Trzaskowskiemu. Z ich punktu widzenia, wywołanie konfliktu elity -społeczeństwo jest wymarzonym zagraniem, wartym każdej ofiary. Co tam Kazik, co tam oddział geriatryczny Trójki - liczy się podkopanie zaufania społeczeństwa do władzy.


..Gdy skończyła się PRL, setki oficerów służb specjalnych mających bliskie kontakty z podziemiem po prostu stanęło na jego czele. To oni zorganizowali nielegalny handel paliwami, alkoholem, zakładali firmy ochraniarskie, zaczęli działać w branży usług finansowych, w handlu zagranicznym, handlu bronią, podjęli działalność parabankową. W tym okresie wszystko działo się za zgodą i wiedzą byłych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa i Wojskowych Służb Wewnętrznych, a większość przywódców podziemia była powiązana z tymi służbami. Utworzony na styku służb specjalnych i agentury układ przetrwał przez cały okres III RP. I dopiero ten układ stworzył podwaliny prawdziwej mafii”.


Ten fragment książki Wojciecha Sumlińskiego pt. "Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” poraża, ale odsłania postkomunistyczny półświatek w III RP, który miał polityczną nadbudowę w związkach z Sojuszem Lewicy Demokratycznej, gdzie skupili się dawni aparatczycy z PRL-u. Dzisiaj opiekunami układu są właśnie politycy Platformy Obywatelskiej, przy niemałym wpływie reszty opozycji. Ta swoista "ośmiornica” jest wielkim wrogiem naprawy państwa i wrogiem wszelkich uzdrowicieli, z prezydentem Dudą na czele. Wybory prezydenckie 2020 to ostatnia szansa reanimacji układu, prowokacja w Trójce to "pikuś" dla podstarzałych już funkcjonariuszy służb specjalnych starego porządku. Lepszego i bardziej logicznego wyjaśnienia trójkowej afery Kazika nie ma i nie będzie. Będą za to na pewne kolejne "afery" - tego możemy być pewni. Na razie w Dudę uderzyli Kazikiem, nie wiadomo kto będzie następny.

https://www.salon24.pl/u/okop/1047933,kazikiem-w-dude
Mińsk Mazowiecki Postów: 37790
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37790
Czwartek, 21 maja 2020 08:49:34
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Jarosław Kaczyński o atakach na min. zdrowia: Śmiechu warte

https://www.fronda.pl/a/jaroslaw-kaczynski-o-atakach...
Żabodukt Postów: 35566
kumak
Żabodukt, postów: 35566
Sobota, 23 maja 2020 09:48:03
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Mecenas Jerzy Jurek wyjaśnia dlaczego można i powinno się uczestniczyć w zgromadzeniach spontanicznych w okresie pandemii, biorąc udział w obronie Sądu Najwyższego przed upolitycznieniem. https://www.facebook.com/tuobywatele/videos/25585781944...
Mińsk Mazowiecki Postów: 37790
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37790
Sobota, 23 maja 2020 10:47:55
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Kambodża: dzień pamięci o ofiarach komunistycznego ludobójstwa



Katolicy w Kambodży nie chcą powracać do komunistycznych zbrodni ludobójstwa w postawie gniewu i z żądzą odwetu – oświadczył bp Olivier Schmitthaeusler z okazji dorocznego dnia upamiętniającego w tym kraju ponad 2 mln ofiar Czerwonych Khmerów. Oficjalnie jest on obchodzony jako dzień gniewu. Kościół nie zgadza się na takie podejście. Przeżywa go więc jako dzień pamięci, męczenników i pojednania.

Zwierzchnik Kościoła katolickiego w Kambodży zauważa, że pamięć o zbrodniach komunizmu jest obowiązkiem katolików. Do tego zobowiązał ich pierwszy rodzimy biskup w tym kraju Chhmar Salas, który w ostatnich słowach przed pojmaniem i męczeństwem poprosił, by przekazano światu o tym, czego doświadczył. Dziś otwiera on listę 14 męczenników, których proces beatyfikacyjny jest w toku od 2015 r.

Bp Schmitthaeusler przypomina, że w tym roku przypada 30. rocznica odrodzenia Kościoła w Kambodży. 14 kwietnia 1990 r. bp Emile Destombes sprawował liturgię paschalną w jednym ze stołecznych kin. Rozpalony wówczas paschał był wymownym znakiem światła wiary, które nie zagasło w czasach prześladowań – dodaje francuski biskup misyjny.

https://www.fronda.pl/a/kambodza-dzien-pamieci-o-ofi...
Mińsk Mazowiecki Postów: 37790
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37790
Sobota, 23 maja 2020 18:21:24
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Manifest z Ventotene – lewacka wizja wiecznie żywa

23 maja przypada 34. rocznica śmierci Altiero Spinellego, głównego autora Manifestu z Ventotene. Zawarta w tym dokumencie wizja europejskiej federacji i stojąca za nią lewacka ideologia w znacznej mierze doczekały się realizacji. Warto więc przeanalizować tekst i jego wpływ na polityczny kształt naszego kontynentu.



Manifest z Ventotene wyszedł spod piór Altiero Spinellego i Emesto Rossiego. Drugi z wymienionych napisał jedynie pierwszą część rozdziału trzeciego. Tekst powstał podczas internowania autorów na wyspie, której nazwa znalazła się w tytule. Deklaracja została opublikowana w 1944 roku. Więzieni przez faszystowski reżim włoscy lewicowcy przedstawili w nim wizję, ku której powinna ich zdaniem zmierzać Europa po pokonaniu narodowego socjalizmu.



Wpływ na politykę UE

Manifestu, choć przez długi czas słabo znanego, nie wolno lekceważyć, gdyż wywarł on istotny wpływ na przyszłość Europy. Jak zauważa dr Tymoteusz Zych [ordoiuris.pl*], Spinelli i Rossi niedługo po zakończeniu II wojny światowej zabrali się za realizację wyrażonych w swym wystąpieniu idei – na czele z utworzeniem europejskiej federacji. Pomysł ten został odrzucony w 1954 roku, jednak politycy nie dawali za wygraną. Spinelli utworzył Klub Krokodyla (sic!), w którym nabrała kształtu koncepcja traktatu ustanawiającego Unię Europejską. Pomysł ten w 1984 roku poparł Parlament Europejski i określił mianem „projektu Spinellego”.



Zmarły w 1986 roku polityk nie doczekał jednak wejścia w życie traktatu z Maastricht (1992-1993), wcielającego w życie jego niektóre jego pomysły, acz w zmodyfikowanej formie. Jedną z tych wizji była Unia Walutowa.



Co więcej, jak zauważa Konrad Dyda [ordoiuris.pl], również traktat lizboński z 2007 roku podpisano „[…] pod znakiem koncepcji włoskiego komunisty. W końcu w akcie tym wprowadzono nowy podział instytucjonalny na Komisję Europejską, Radę Europejską, Radę Unii Europejskiej, Trybunał Sprawiedliwości oraz Europejski Bank Centralny. Ponadto rozszerzono kompetencje Komisji Europejskiej w zakresie wydawania aktów delegowanych oraz aktów wykonawczych. Traktat z Lizbony ustanowił także nowe organy Unii: Wysokiego Przedstawiciela do Spraw Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa i Europejską Służbę Działań Zewnętrznych. Traktat ustanowił także tzw. klauzulę pomocy, zgodnie z którą wszystkie państwa członkowskie są zobowiązane udzielić pomocy innemu państwu Unii Europejskiej, które staje się ofiarą agresji zbrojnej”.



Warto też zauważyć, że w 2011 roku w Parlamencie Europejskim powstała tak zwana Grupa Spinellego. Założyli ją prominentni lewicowi politycy jak Guy Verhofstadt, Daniel Cohn-Bendit, Sylvie Goulard czy Isabelle Durant. Przed wyborami do europarlamentu z 2019 roku grupa ogłosiła specjalny manifest. Zakładał on przekształcenie Komisji Europejskiej w ponadnarodowy organ władzy wykonawczej, poddany jedynie kontroli europarlamentu.



Zgodnie z tą wizją, Trybunał Sprawiedliwości UE stanowiłby najwyższy sąd federacji, wyrokujący między innymi o tym, czy państwa członkowskie przestrzegają zasad praworządności. W tym miejscu pojawia się wątek Polski. Nasz kraj stanowi bowiem, według autorów tekstu z 2019 roku (obok orbanowskich Węgier), państwo łamiące zasady praworządności.



Jak ponadto zauważa Konrad Dyda, „oczywiście wprowadzenie w życie tych idei wymaga rewizji obowiązujących Traktatów, [rewizji] która jednocześnie prowadziłaby do zmian w krajowych ustawach zasadniczych, a wszystkie państwa narodowe niepodzielające tej wizji miałyby zostać wykluczone z Unii”.



Wpływ Spinellego obejmuje także sferę symboliczną. Dość wspomnieć o nazwaniu głównego budynku europarlamentu nazwiskiem polityka i umiejscowieniu tam jego popiersia. Warto też zauważyć, że w sierpniu 2016 roku na wyspie Ventotene hołd Spinellemu oddali: premier Włoch Matteo Renzi, prezydent Francji Francois Hollande oraz kanclerz Niemiec Angela Merkel. Politycy złożyli na jego grobie kwiaty w kolorach UE: żółtym i niebieskim.



Co postulowali autorzy tekstu?

Przyjrzyjmy się zatem bliżej postulatom autorów Manifestu z Ventotene (pełna nazwa: „O wolną i zjednoczoną Europę – manifest z Ventotene”). Przeanalizujmy ten tekst, ów klucz do umysłów niemiłościwie władających nami europejskich pseudoelit. Dokument składa się z ponad 16 stron znormalizowanego maszynopisu. Napisany jest językiem trudnym, wręcz bardzo trudnym. Dość powiedzieć, że przeciętne zdanie liczy 28,7 słów, a najdłuższe – bagatela – 99 słów. Tej rozwlekłej formy nie powstydziłby się Władysław Gomułka, a może nawet Fidel Castro.



Na wstępie autorzy zauważają kryzys cywilizacji opartej na wolności jednostki i (kantowskim) zakazie traktowania człowieka jako środka (a nie celu samego w sobie). „Współczesna cywilizacja uczyniła swym fundamentem zasadę wolności, zgodnie z którą człowiek nie może być dla innych jedynie instrumentem, lecz stanowi autonomiczne centrum życia. Dzierżąc w ręku ów kodeks wolności, przystąpiono do historycznej rozprawy z wszelkimi, nierespektującymi go aspektami życia społecznego” – czytamy w Manifeście.



Nowoczesność – przekonują autorzy – doprowadziła do zniszczenia zmurszałych instytucji ancien régime. Wkrótce jednak wytworzyła własne problemy. Na przykład opisywany przez autorów nacjonalizm początkowo odegrał pozytywną rolę dzięki przezwyciężeniu prowincjonalizmu. Wkrótce jednak ziarna „imperialistycznego kapitalizmu” połączyły siły z ideą narodową, co doprowadziło do powstania totalitaryzmu i wojen światowych. Naród stał się, zdaniem autorów manifestu, rzeczywistością „boską”, a jego absolutna suwerenność nie znosiła konkurencji ze strony innych nacji. Ponadto w ramach danych państw doszło do zdominowania obywateli przez władze centralne. Powstały reżymy totalitarne, autarkiczne (samowystarczalne) i scentralizowane. Ich główny cel był jeden: wojna.



„Obowiązkiem każdej matki jest rodzenie dzieci, by te zostały w przyszłości żołnierzami, przez co traktowane są niczym zwierzęta przeznaczone do płodzenia młodych. Dzieciom od najmłodszych lat wpaja się rzemiosło wojskowe i nienawiść do obcych. Wolność jednostki zanika, społeczeństwa są coraz bardziej zmilitaryzowane, a obywatele nieustannie powoływani do służby wojskowej. Kolejne wojny zmuszają do opuszczenia rodziny, porzucenia pracy, majątku, do poświęcenia życia dla celów, których wartości nikt tak naprawdę nie rozumie. Owoce wieloletnich wysiłków, podejmowanych w celu poprawy wspólnego dobrobytu, zostają zniweczone w kilka chwil” – czytamy w Manifeście z Ventotene.



W państwach tych totalitarny rząd stawia niepotwierdzone naukowo wymysły (jak wyższość jednej rasy nad drugą) na piedestał i zabrania ich krytyki. Wszystko co nie pasuje do nowej ideologii – jak choćby ekonomiczne argumenty za handlem międzynarodowym – podlega cenzurze, napiętnowaniu i odchodzi w niebyt.



To w gruncie rzeczy trafna diagnoza sytuacji z czasów II wojny światowej i okresu sprzed jej rozpoczęcia. Cofnijmy się na moment do lat 30. XX stulecia. Do świata wyścigu zbrojeń, kultu państwa, narodu, rasy; do czasu chwały miasta, maszyny i masy oraz… stali. Stal – ten twardy symbol nagiej siły przewijała się wówczas niemal wszędzie – od przydomka sowieckiego przywódcy (Stalin) po komiksy o Supermenie. Nawet ta ikona popkultury to przecież człowiek ze stali.



Europejska federacja – remedium na wszystko

Choć krytyka totalitaryzmu jawi się jako trafna, to remedium proponowane przez autorów (koniec państw narodowych) już nie. Autorzy Manifestu piszą wprost: „fundamentalny, wymagający rozwiązania problem, którego istnienie sprawia, iż wszelki dalszy postęp jest jedynie pozorny, to kwestia ostatecznego zniesienia podziału Europy na suwerenne państwa narodowe”.



Z kolei, zgodnie z powstałą w 1944 roku przedmową do Manifestu autorstwa Eugenio Colorniego, cel stanowi „wspólna armia federalna, wspólnota monetarna, zniesienie barier celnych oraz ograniczeń w przemieszczaniu się pomiędzy państwami Federacji, bezpośrednie przedstawicielstwo obywateli na zgromadzeniach federalnych, wspólna polityka zagraniczna”.



To właśnie promowanie międzynarodowej federacji stanowi istotę wystąpienia Spinellego i Rossiego. Pozostałe kwestie ideologiczne, nawet socjalizm, spychane są na dalszy plan. Eutanazja państwa narodowego – tej prawdziwej bête noire – obwinianej o dławienie wolności i krzewienie II wojny światowej – jawi się jako panaceum na wszelkie polityczne zło.



Jak zauważa profesor Jacek Bartyzel [ordoiuris.pl], „przesłanie Manifestu z Ventotene jest dobitne, wyraziste i jasne: główną, jeśli nie jedyną, przyczyną wszystkich nieszczęść trapiących współczesną cywilizację europejską, kulminujących w tragedii II wojny światowej, jest ideologia suwerenności narodowej”.



Co więcej, autorzy Manifestu sugerują, że kolejny etap mógłby stanowić rząd światowy. „Federacja Europejska jest jedyną możliwą do wyobrażenia gwarancją pokojowej współpracy ludów Azji i Ameryki, w oczekiwaniu bardziej odległej przyszłości, gdy realne stanie się polityczne zjednoczenie całego globu” – czytamy w tekście.



Widzimy więc, że polityczna integracja Europy stanowi krok ku jeszcze bardziej radykalnej wizji rządu globalnego. Nadużycia państw narodowych stanowią uzasadnienie dla poparcia rządu światowego. Oto rozumowanie typowe dla myśli lewicowej. Rewolucjoniści uwielbiają bowiem wykorzystywać wypaczenia pewnych idei, wartości, zasad do uzasadniania ich całkowitej negacji. Nadużycia kapitalistów służą im za uzasadnienie negacji własności prywatnej. Nadużycia niektórych duchownych do negacji instytucji Kościoła. W tym zaś przypadku nadużycia państw narodowych wykorzystuje się do negacji samej zasady narodowej suwerenności. Rzymska zasada mówi: abusus non tollit usum („nadużycie nie znosi prawa do właściwego użycia”) – jednak lewicowcy (nawet włoscy) z cywilizacją łacińską mają niewiele wspólnego.



Tymczasem dziś – dziesięciolecia po ogłoszeniu Manifestu – państwa narodowe istotnie wciąż stanowią ważne źródło tożsamości, której siłę najlepiej widzimy w czasach kryzysu, takiego jak ten związany z koronawirusem. Sytuacja ukazała, że to więzi narodowe, a nie abstrakcyjne europejskie, liczą się najbardziej w trudnych momentach.



Nic w tym dziwnego. Wszak Europa nie jest czymś w rodzaju nowych Stanów Zjednoczonych i długo nie będzie. Te ostatnie stworzyły bowiem federację (choć okupioną wojną domową i długotrwałym podziałem na Północ i Południe) dzięki bliskości kulturowej łączącej białych kolonistów. Jak bowiem zauważyli autorzy fundamentalnych dla Stanów Zjednoczonych The Federalist Papers, kolonizatorów łączyły wspólny język i religia. Ani jedno, ani nawet drugie nie stanowi już wyróżnika Europy.



Co więcej, stworzenie ponadnarodowej federacji europejskiej, a tym bardziej światowej, wiąże się z ryzykiem totalitaryzmu. Takowy paneuropejski lub panświatowy rząd oznacza bowiem utrudnienie (a w tym drugim przypadku – niemożność) „głosowania nogami”, czyli emigracji do innego kraju. Tymczasem podstawowa zasada ekonomii mówi, że monopol oznacza wzrost cen i pogorszenie jakości. Gdy odniesiemy tę prawidłowość do państwa (europejskiego, światowego), jasnym stanie się, jak przewrotne rozwiązanie oferują autorzy Manifestu z Ventotene.



Idea rządu światowego spotyka się zresztą z krytyką wielu myślicieli. Na przykład amerykański filozof polityczny Michael Walzer stwierdził, że powstanie rządu światowego stanowi zagrożenie dla historycznych kultur i religii. Chodzi tu szczególnie o wyznania określone przezeń mianem „ortodoksyjnych” a więc najtrudniejszych do pogodzenia z globalizacją. Z kolei lewicowy liberał John Rawls stwierdził, że globalny rząd oznaczałby albo despotyzm, albo nieustanną wojnę domową, wynikającą z dążenia poszczególnych regionów do niezależności [plato.stanford.edu]. Argumenty te w pewnym stopniu odnoszą się także do federacji kontynentalnej (europejskiej).



Socjalizm bliżej nieokreślony

Główny pomysł twórców Manifestu jawi się więc jako trudny do przyjęcia. Co zaś z innymi? Przyjrzyjmy się teraz propozycjom autorów w kwestiach gospodarczych i społecznych. Ich zdaniem, „własność prywatną należy znieść, ograniczyć, skorygować, poszerzyć, odpowiednio dla każdego indywidualnego przypadku, nie dogmatycznie i pryncypialnie. Postulat ten wpisuje się naturalnie w proces kształtowania europejskiego życia gospodarczego, wolnego od nacjonalistycznych koszmarów militaryzmu i biurokratyzmu. Nieracjonalne rozwiązania muszą zostać zastąpione przez racjonalne, również w świadomości robotników”. Oto rozwiązania gospodarcze postulowane przez autorów:



– uspołecznienie przedsiębiorstw o charakterze naturalnych monopoli,

– reforma rolna i ograniczenie dziedziczenia,

– pomoc dla młodych,

– zapewnienie wszystkim podstawowych dóbr. Autorzy Manifestu przekonują, że umożliwia to nowoczesna technologia, uwalniająca od upokarzającego rzekomo miłosierdzia;

– uwolnienie klasy robotniczej od wpływu monopolistycznych związków zawodowych i zezwolenie im na wybieranie własnych reprezentantów.



Autorzy Manifestu nie postulują zatem programu stricte komunistycznego. Jednocześnie jednak trudno mówić w ich przypadku o poszanowaniu własności prywatnej. Tymczasem jasne i stabilne prawo własności stanowi jeden z fundamentów rozwoju gospodarczego, co opisał choćby Hernando de Soto w „Tajemnicy kapitału”. O szczególnej trosce, jaką każdy obdarza własne mienie, mówił już święty Tomasz z Akwinu. Autor „Summy teologicznej” zwracał też uwagę na fakt umożliwiania przez własność prywatną uczynków miłosierdzia. Te jednak autorzy „Manifestu” uznają za upokarzające. Dziedziczenie wiąże się nierozerwalnie z miłością rodzicielską, a przekazanie majątku w spadku stanowi często zwieńczenie życiowego trudu. Ograniczanie prawa do dziedziczenia prowadzi zaś do sytuacji, w której bardziej opłaca się majątek przepić niż go przekazać spadkobiercom – co zauważył już bodaj Milton Friedman.



Demokratosceptycyzm

Dzisiejszym unijnym piewcom wolności i demokracji warto przypomnieć, że Spinelli i Rossi nie byli bezkrytycznymi demokratami. Zwracali bowiem uwagę, że demokraci nie radzą sobie w trudnych, rewolucyjnych czasach. Świadczy o tym krótkotrwałość republik w Rosji, Niemczech czy Hiszpanii. W momencie, gdy potrzebne były: odwaga i jasne wytyczenie kierunku, „władza ludu” prowadziła do rozpraszania sił oraz niekończących się dysput. Pod względem efektywności w trudnych czasach komuniści dysponują zatem przewagą nad demokratami. Potrafią bowiem powierzyć rządy przywódcom śmiało realizującym swe postulaty.



Paradoksalnie te spostrzeżenia autorów Manifestu są zgodne – choć tylko na poziomie opisowym – z klasyczną myślą polityczną. Już Platon w „Państwie” przestrzegał bowiem, że demokracja (ów przedostatni w klasyfikacji ustrojów) przepoczwarza się w tyranię. Gargantuiczny chaos tego systemu stwarza bowiem grunt pod nadejście tyranii.



„Wszystko to jednoznacznie zaświadcza, że Spinelli i Rossi, tak jak i rewolucyjni marksiści, uznają, że procesom historycznym w urzeczywistnieniu postępu ku wolności należy dopomóc zorganizowaną akcją działań odgórnych, a dokonać tego ma, dążąca do federalizacji, europejska partia rewolucyjna, wyraźnie stylizowana na leninowskiej koncepcji partii-awangardy (partii-zakonu)” – zauważa dr Filip Ludwin [ordoiuris.pl].



Autor ten dodaje, że „paradoksalność wszelkich odmian takiego stanowiska polega natomiast na postulowaniu wprowadzenia prawdziwej demokracji i wolnego społeczeństwa przy jednoczesnym stwierdzeniu, że przejście do takiego stanu rzeczy odbyć się może jedynie za sprawą kierownictwa oświeconej mniejszości, posługującej się w tym celu środkami niedemokratycznymi i indoktrynacją”.

Dr Ludwin dostrzega w tym podobieństwo z myślą Jana Jakuba Rousseau. Genewczyk zapytywał bowiem w „Umowie społecznej”:



„W jaki sposób ślepe pospólstwo, nie wiedząc częstokroć, czego chce, gdyż rzadko wie, co jest dla niego dobre, urzeczywistniłoby własnymi siłami tak wielkie i tak trudne przedsięwzięcie jak system prawodawstwa? Lud sam przez się zawsze pragnie dobra, ale nie zawsze sam przez się je widzi (...). Jednostki widzą dobro, które odrzucają; ogół chce dobra, którego nie widzi. Wszyscy na równi potrzebują kierowników”.



Według Rousseau, niezbędne okazuje się zatem objęcie przewodnictwa przez oświeconego prawodawcę; według Lenina przez partię komunistyczną; a według autorów „Manifestu z Ventotene” – przez europejską partię rewolucyjną.



Ci ostatni w następujący sposób uzasadniają konieczność rewolucyjnej dyktatury:

„Źródłem wizji i pewności [co do słuszności tego postępowania] nie jest namaszczenie z woli ludu – ona wszak jeszcze nie istnieje, lecz świadomość reprezentowania najgłębszych potrzeb współczesnego społeczeństwa. Zostaną wydane pierwsze zarządzenia, dotyczące nowego porządku, nieuformowane jeszcze masy otrzymają pierwsze struktury społeczne. Dyktatura partii rewolucyjnej stworzy nowe państwo, a wokół niego – nową, prawdziwą demokrację”.



W owej „prawdziwej demokracji” zabraknie miejsca dla dynastii królewskich. Choć już od zakończenia I wojny światowej większość z nich w Europie przestała istnieć, a władza pozostałych okazała się symboliczna, to autorzy Manifestu podkreślają: „należy pamiętać, że dynastie, traktujące poszczególne państwa niczym własny majątek przysługujący im mocą tradycji, oraz potężne, związane z nimi interesy, stanowiły poważną przeszkodę w procesie racjonalnej organizacji Stanów Zjednoczonych Europy, które muszą opierać się na republikańskiej konstytucji wszystkich sfederowanych państw”.



Zauważmy ponadto, że Manifest wyraża pod pewnymi względami poglądy znajdujące się nawet bardziej na lewo od marksizmu-leninizmu – mianowicie trockistowskie. Chodzi bowiem zarówno o krytykę partyjnej biurokracji, jak i negację potrzeby ochrony państwa narodowego przez proletariat. Autorzy dokumentu, podobnie jak lewicowa frakcja II Międzynarodówki, wykluczają możliwość stawania przez rewolucjonistów w obronie własnych ojczyzn.



Z drugiej jednak strony włoscy lewicowcy nie absolutyzują ani marksizmu, ani trockizmu. Wszak nie dążą na przykład do zniesienia państwa i prawa jako celu ostatecznego. Zamiast tego postulują stworzenie ogólnoeuropejskiej (a w przyszłości ogólnoświatowej) federacji – zauważa dr Ludwin.

O ile jednak Platon ocenia tyranię jednoznacznie negatywnie, o tyle Spinelli dostrzega plusy komunistycznego dyktatu. Niemniej nie staje się jej piewcą.



Problem komunistów to uzależnienie od Moskwy i fiksacja na punkcie dyktatury proletariatu. W efekcie odsuwają oni na boczny tor inne „postępowe” klasy. Twórcy Manifestu z Ventotene zalecają zatem rewolucjonistom współpracę zarówno z demokratami, jak i komunistami oraz innymi postępowymi siłami.



Antykatolicyzm

Autorzy Manifestu sprzeciwili się traktatom laterańskim i opowiedzieli się za ściśle świeckim charakterem państwa, bez finansowania instytucji religijnych. Przez manifest przebija się niechęć do tych ostatnich – zarówno explicite, jak i implicite. Jak zauważa profesor Bartyzel, „rewersem zaś wykluczenia tego chrześcijańskiego fundamentu Europy jest domyślne uznanie przez autorów manifestu za fundament współczesnej cywilizacji jedynie tzw. oświecenia, a więc epoki, w której rebelia przeciwko chrześcijaństwu przybrała po raz pierwszy charakter otwarty, bezkompromisowy i powszechny. Jeżeli przypomnimy sobie, z jaką wrogością i nieprzejednaniem przyjęta została i tak nieśmiała propozycja włączenia wartości chrześcijańskich do katalogu tradycyjnych odniesień wymienianych w preambule Konstytucji dla Europy, to jednego ze źródeł tej niechęci możemy szukać w Manifeście z Ventotene” [ordoiuris.pl].



Z pewnością antykatolicyzm nie był obcy Ernesto Rossiemu. Jak zauważa Bartosz Zalewski [ordoiuris.pl], w grudniu 1955 roku zgłosił on chęć wstąpienia do skrajnie antyklerykalnej Partii Radykalnej, a 2 lata później skrytykował Syllabus errorum Piusa IX. Z kolei w 1958 roku potępił działania papiestwa podczas rządów Benito Mussoliniego.



Tymczasem chrześcijaństwo stanowi jedyne spoiwo jedności Europy. Po jego zepchnięciu na dalszy plan, nie istnieje już żaden trwały element łączący poszczególne części Starego Kontynentu. Co wówczas ma utrzymywać w ryzach superpaństwo jeśli nie naga siła?



Kreowanie kształtu Europy w oparciu o Manifest z Ventotene oznacza budowanie jej w oparciu o wrogość wobec instytucji, która cywilizację europejską obroniła, rozwinęła, rozkrzewiła. To konstruowanie domu na ruchomych piaskach rewolucyjnej utopii.



Marcin Jendrzejczak





* Fragmenty z odnośnikiem [ordoiuris.pl] odsyłają do raportu pod tytułem „Altiero Spinelli – Ernesto Rossi, Manifest z Ventotene wraz z przedmową E. Coloriniego, tekst, tłumaczenie, komentarz” – raport pod redakcją dr. Tymoteusza Zycha przygotowany na zlecenie Dobromira Sośnierza, Posła niezrzeszonego do Parlamentu Europejskiego przez: Fundacja Ośrodek Analiz Prawnych, Gospodarczych i Społecznych im. Hipolita Cegielskiego, przy współpracy z ekspertami Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, Bruksela 2019.
https://www.pch24.pl/manifest-z-ventotene---lewacka...
Mińsk Mazowiecki Postów: 37790
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37790
Sobota, 23 maja 2020 18:22:17
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Oenzetowscy dyrektorzy wyjaśniają, co oznacza „nowa normalność”

Co oznacza „nowa normalność” wyjaśniają Elizabeth Maruma Mrema, Ibrahim Thiaw i Patricia Espinosa Cantellano z agend ONZ na łamach brytyjskiego dziennika „The Guardian.”


Elizabeth Maruma Mrema jest sekretarzem wykonawczym Konwencji Narodów Zjednoczonych o różnorodności biologicznej. Ibrahim Thiaw jest sekretarzem wykonawczym Konwencji Narodów Zjednoczonych o zwalczaniu pustynnienia, a Patricia Espinosa Cantellano to sekretarz wykonawczy Ramowej konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu.


Autorzy tekstu pt. „Humanity must take this chance to find a new normal – and safeguard our planet,” zamieszczonego na łamach brytyjskiego dziennika„The Guardian” piszą, że dużo się mówi o powrocie do normalności po zakończeniu kryzysu COVID-19. Jednak normalne działanie oznacza powrót do tego, co było przedtem: czyli wszystkich działań wskutek których nasza planeta i nasze społeczeństwa są podatne na kryzysy.


I tak wymieniają jako normalne: wycinanie ogromnych połaci lasu w celu sadzenia upraw, nadmierne wypasanie zwierząt gospodarskich, niszczenie naturalnych ekosystemów kosztem siedlisk dzikich zwierząt. Przekonują, że to ta aktywność miała doprowadzić do „zmian klimatu, które wywierają presję na dzikie gatunki i ich siedliska oraz czyni ludzi bardziej podatnymi na choroby odzwierzęce (przenoszące się ze zwierząt na ludzi).”


Postulują więc, by budować „nową normalność” – „zdrową przyszłość” – opartą na umowie społecznej z przyrodą. „Nowa normalność” ma zapewnić harmonię z otoczeniem, dzięki czemu zminimalizuje się wybuch epidemii chorób odzwierzęcych, ożywi gospodarkę i zapewni dostępność usług ekosystemowych dla wszystkich.


Oenzetowscy dyrektorzy przekonują, że według naukowców co najmniej sześć z dziesięciu znanych chorób zakaźnych u ludzi „przeszło” na ludzi ze zwierząt. Trzy na cztery nowe choroby zakaźne dotykające ludzi pochodzą od zwierząt. „Zoonoza [choroba odzwierzęca – red.] ma swoje korzenie w elementach naszego obecnego modelu rozwoju, szczególnie w rolnictwie i górnictwie, oraz w sposobie, w jaki rozwijamy drogi i planujemy rozbudowę miast” – czytamy.


Ogromne zmiany w użytkowaniu gruntów i utrata siedlisk w wyniku tych praktyk miały doprowadzić ludzi i zwierzęta gospodarskie do bliższego kontaktu z dzikimi gatunkami, przez co nasze społeczeństwa są narażone na choroby, na które nie rozwinęły jeszcze odporności.


Zgodnie z globalnym raportem oceny różnorodności biologicznej i usług ekosystemowych do 2050 r., zmiana użytkowania gruntów wpłynie na 90 proc. systemów lądowych Ziemi, jeśli będziemy kontynuować dotychczasową działalność. „Jeśli pójdziemy tą samą ścieżką, przyszła pandemia może być jeszcze bardziej śmiertelna i kosztowna pod względem życia i środków do życia” – straszą urzędnicy ONZ.


„Możemy jednak stworzyć nową normalność” – przekonują w stylu, jaki zawsze czynią pracownicy ONZ, mający gotowe plany transformacji przygotowane przez „ekspertów” – lobbystów.
Oenzetowscy menadżerowie nawiązują do tzw. ekologii głębokiej, pisząc o transformacji, która umożliwi nam „ponowne nawiązanie relacji z ziemią, różnorodnością biologiczną i systemem klimatycznym.”


Niektóre z tych zmian zostały już podkreślone w międzynarodowych umowach dotyczących klimatu, różnorodności biologicznej i degradacji gleby. Należą do nich między innymi porozumienie paryskie z 2015 r. w sprawie zmian klimatu, plan strategiczny na rzecz różnorodności biologicznej, konwencja ONZ w sprawie zwalczania pustynnienia na lata 2018–2030 oraz Agenda 2030.
Osiągnięcie celów zawartych w tych umowach ma pomóc społeczności światowej szybciej wyjść z kryzysu COVID-19 i „zbudować czystą, zieloną, zdrową, bezpieczną i sprawiedliwą przyszłość dla wszystkich.”


Autorzy nawiązali do wizji Sekretarza Generalnego ONZ Antonio Guterresa, przedstawionej z okazji 50. rocznicy Dnia Ziemi, która wskazuje na sześć działań związanych z klimatem, mających „pomóc” narodom w ekologizacji i ożywieniu gospodarczym, a także przynieść „bardziej zrównoważoną i odporną przyszłość.”


Wdrożenie oenzetowskich programów – ich zdaniem – jest konieczne. Natura - piszą - zapewnia „usługi ekosystemowe”, które są niezbędne do życia: jedzenie, woda, zapylanie, powietrze, którym oddychamy. „Usługi ekosystemowe” wyceniono na co najmniej 125 mld dol. rocznie.


Inwestowanie w „usługi ekosystemowe” ma pomóc zaoszczędzić 50 mld dol. Związany z tym koszt nierobienia niczego może wynosić – ich zdaniem – aż do 7 proc. światowego PKB do 2050 r.
W „nowej normalności” należy uwzględnić ryzyko i szanse związane z klimatem w systemie finansowym, a także we wszystkich aspektach kształtowania polityki publicznej i infrastruktury. Innymi słowy, kraje nie mogą akceptować inicjatyw gospodarczych, które zwiększają „ślad węglowy.”
Oenzetowscy urzędnicy wzywają do szybszej realizacji wszystkich programów ONZ, przybliżających nas do osiągnięcia celów zrównoważonego rozwoju. To jest ta „nowa normalność.”


„Walka z COVID-19 jest często porównywana do prowadzenia wojny. Po wojnie odnoszący sukcesy przywódcy ponownie opracowali i zbudowali lepszą przyszłość dla swoich ludzi. Pierwszą możliwością, którą musimy wykorzystać, jest wspólne spotkanie szefów państw i rządów we wrześniu na szczycie ONZ w sprawie różnorodności biologicznej w Nowym Jorku. To jest moment, aby wprowadzić świat na drogę budowania ambitniejszej i bezpieczniejszej przyszłości: chwila zawarcia umowy społecznej w sprawie przyrody” – czytamy w artykule. Ta nowa umowa ma pozwolić uczynić z naszej planety miejsce lepsze, zdrowsze i bogatsze dla przyszłych pokoleń – puentują autorzy, wskazując, że zasługują na to nasze dzieci.



Depopulacja

Wielu ekonomistów, filantropów i organizacji międzynarodowych, pragnących „ratować” świat, wskazuje, że nie da się zapewnić „zrównoważonej przyszłości” z tak dużą – i stale rosnącą - liczbą ludności na świecie. Już nawet nie kryją, iż podejmowane przez nich działania – rzekomo dobroczynne – mają doprowadzić do zmniejszenia populacji.

W raporcie o stanie ludności, zatytułowanym State of World Population 2017, Fundusz Ludnościowy ONZ (UNFPA) stwierdza, że „zrównoważony rozwój” można osiągnąć jedynie wskutek walki z ubóstwem, polegającej na ograniczeniu liczby ludności na świecie. Raport ostrzega, iż nierówność płci oraz odmowa tak zwanych praw seksualnych i reprodukcyjnych (czytaj: aborcji, sterylizacji i długotrwałej antykoncepcji) zagraża harmonijnemu rozwojowi świata, osłabia gospodarki narodowe i podważa wysiłki na rzecz likwidacji ubóstwa do roku 2030.

Raport UNFPA z 2017 r., którego podtytuł brzmi: Worlds Apart. Reproductive health and rights in an age of inequality stwierdza już na samym początku, iż za różnice w dostępie do bogactwa na świecie odpowiada „nierówność płci i niemożność pełnej realizacji praw seksualnych oraz reprodukcyjnych”. To z kolei ogranicza postęp i rozwój ekonomiczny państw. Tym samym autorzy wnioskują, że niemożliwe jest zniwelowanie luki rozwojowej między krajami bogatymi a biednymi bez upowszechnienia antykoncepcji, która obejmuje sterylizację kobiet i mężczyzn oraz aborcję (zwłaszcza farmakologiczną).

„Jeśli cele ICPD – i cele zrównoważonego rozwoju nowej Agendy 2030 – zostaną zrealizowane, wówczas ludzkość znajdzie się na drodze do osiągnięcia bardziej równego świata, z bardziej inkluzywną i tętniącą życiem ekonomią” – czytamy.



Raport Klubu Rzymskiego – znanego ze szczególnego zaangażowania na rzecz działań depopulacyjnych - wydany w 2017 r. pod redakcją Ernsta Ulricha von Weizsäckera i Andersa Wijkmana i zatytułowany Come On!, wzywa do realizacji założeń „nowego Oświecenia.” Przekonuje o aktualności niesławnego raportu z 1973 r. („Granice wzrostu”), którego autorzy straszyli przeludnieniem i domagali się natychmiastowego wdrożenia polityki ograniczającej przyrost naturalny. Jednym z warunków koniecznych do osiągnięcia „zrównoważonego modelu gospodarki” było – w myśl raportu – „umożliwienie ludzkości dostępu do stuprocentowo skutecznych metod kontroli urodzin”.

Opracowanie doczekało się drugiego wydania, które ukazało się pod zmienionym tytułem „Ludzkość w punkcie zwrotnym” oraz z groźnie brzmiącym mottem: „Świat ma raka, a tym rakiem jest człowiek” (Mihajlo Mesarovic i Eduard Pestel, Mankind at the Turning Point: The Second Report to The Club of Rome, 1974).

Nowy raport Come On, powstały we współpracy z ponad 30 członkami Klubu Rzymskiego, sugeruje możliwe rozwiązanie „globalnego kryzysu ekologicznego i społecznego” poprzez całkowitą transformację obecnego modelu społeczno-gospodarczego w oparciu o Agendę 2030 i narzucenie go całemu światu.

Ernst Ulrich von Weizsäcker twierdzi: „Nasze wspólne dobro na zdrowej planecie wymaga ponownego przemyślenia panujących filozofii oraz nowego Oświecenia”. Klub Rzymski wzywa zatem do zmiany zasad edukacji i nauki, realizacji reguł „sprawiedliwości społecznej”, panteistycznego „humanizmu”.

Autorzy, nawiązując do skompromitowanego raportu z lat 70. (przewidywał wyczerpanie się wielu surowców jeszcze przed końcem zeszłego stulecia a niektórych nawet wcześniej), stwierdzili, że komputery, do których wówczas mieli dostęp, nie były tak sprawne jak obecne i dlatego „trochę” pobłądzili w szacunkach dotyczących wyczerpywania się zasobów. Niemniej jednak, główne założenia raportu są wciąż aktualne: na świecie żyje zbyt dużo ludzi i to jest główna przyczyna wszystkich naszych nieszczęść.

W 2017 r. ukazał się także Raport prognoz Departamentu ds. Ekonomicznych i Społecznych ONZ, który ostrzegał przed głodem z powodu przeludnienia. Dokument szacuje, że na świecie w 2030 roku żyć będzie 8,6 miliarda ludzi, dwie dekady później – 9,8 miliarda, zaś w roku 2100 – 11,2 miliarda.

Opracowanie zatytułowane The World Population Prospects: The 2017 Revision podaje, iż populacja osób liczących powyżej 60 lat podwoi się z obecnych 962 milionów do 2,1 miliarda w 2050 roku, co będzie stanowić ogromne obciążenie dla opieki zdrowotnej. Zawarta w dokumencie prognoza głosi, że światowa populacja licząca 9 miliardów zanadto obciąży zasoby globalne, stąd grozi nam głód. Do 2030 r. ceny artykułów podstawowych, takich jak kukurydza i ryż, mają – według oenzetowskich ekspertów – wzrosnąć odpowiednio o 180 i 130 procent, a popyt na żywność – o 70 procent.

Dlatego stwierdza się w nim wielokrotnie, że nie ma innego sposobu na uporanie się z „kryzysem ludnościowym” jak tylko poprzez upowszechnienie aborcji, sterylizacji i długoterminowej antykoncepcji. Konieczne więc jest wdrożenie wszystkich celów Agendy 2030 i kontrolowana migracja do krajów ze starzejącym się społeczeństwem.

Spotkanie aborcjonistów

W lipcu 2017 roku w Londynie – w piątą rocznicę podjęcia „przełomowej inicjatywy kontroli urodzeń” – spotkali się zwolennicy aborcji z całego świata. Byli tam obecni szefowe niektórych rządów, przedstawiciele władz UE, małżeństwo Gatesów, działacze oenzetowskiego Funduszu Ludnościowego UNFPA. Debatowali, w jaki sposób pozyskać brakujące miliony dolarów na programy „planowania rodziny”, by do 2020 roku umożliwić 120 milionom kobietom i dziewcząt z najbiedniejszych krajów świata korzystanie ze sterylizacji i aborcji.

Organizatorami szczytu były: rząd Wielkiej Brytanii, ONZ i Fundacja Gatesów. The Family Planning Summit for Safer, Healthier and Empowered Futures debatował nad pozyskaniem środków na działania depopulacyjne, w związku z cofnięciem funduszy przez prezydenta Trumpa..

Przy okazji szczytu brytyjskie media obszernie pisały o „problemie przeludnienia”. „The Guardian” w artykule zatytułowanym „2017: rok, w którym straciliśmy kontrolę nad przyrostem światowej populacji”, stwierdził w przeddzień londyńskiego szczytu: „Globalne wysiłki mające na celu pomóc milionom kobiet zaplanować swoje rodziny – i zająć się niezrównoważonym wzrostem populacji – upadają żałośnie, a zbliżające się cięcia w funduszach zagrażają dalszemu postępowi, ostrzegają uczestnicy szczytu”.



Ustalony przed pięcioma laty cel dostarczenia nowoczesnej antykoncepcji 120 milionom kobiet i dziewczętom do 2020 r., jest daleki od osiągnięcia – ubolewano na konferencji. Melinda Gates z dezaprobatą wypowiadała się o budżecie Trumpa i zapowiedziała, że jej fundacja dopłaci do inicjatywy „planowania rodziny”, uznając że „jest ona jedną z największych innowacji w walce z ubóstwem na świecie”.



W roku 2017 ukazało się staraniem wielu organizacji pozarządowych sporo raportów na temat rzekomego przeludnienia. Znamienne jest opracowanie prezesa Worldwatch Institute, Roberta Engelmana, który w swojej książce Moving Toward Sustainable Prosperity wyjaśnia, jak depopulować świat nie naruszając praw człowieka i nie wprowadzając drastycznych rozwiązań. Opracowanie pojawiło się na stronie scientificamerican.com. Autor postuluje upowszechnienie skutecznych metod antykoncepcyjnych dla obu płci (sterylizacja), zapewnienie edukacji na średnim poziomie wszystkim, a zwłaszcza dziewczętom, by miały one mniej dzieci; eliminację uprzedzeń wobec kobiet, dostęp do rozwodów, angażowanie polityczne i zawodowe kobiet, wprowadzenie permisywnej edukacji seksualnej dla wszystkich uczniów, rezygnację z polityki prorodzinnej. Rządy powinny, jego zdaniem, zwiększyć podatki i inne obciążenia, w szczególności dla rodzin wielodzietnych, zwiększać koszty żywności itp. Wprowadzenie zintegrowanej propagandy Agendy 2030 ma również przekonywać, że ci, którzy mają dzieci, szkodzą planecie.

Według Banku Światowego, Światowego Forum Ekonomicznego i wielu „środowisk naukowych”, przeludnienie jest postrzegane jako jedno z największych zagrożeń współczesności. Dlatego – poza upowszechnieniem długotrwałej antykoncepcji – postuluje się między innymi promocję… wegetariańskiego stylu życia.

„Eksperci” twierdzą, że żywienie populacji globalnej, która w całości przeszłaby na wegetarianizm – a jeszcze lepiej: na wegański styl życia – byłoby „ekologicznie zrównoważone”, nawet przy światowej populacji wynoszącej 9,7 miliarda.

Bioetyk S. Matthew Liao, profesor wykładający na nowojorskim uniwersytecie, absolwent Oksfordu i Princeton University, pełniący eksponowane stanowiska w wyższych szkołach medycznych, redaktor czasopisma „Global Public Health”, proponuje stosowanie przez rządy daleko idącej „inżynierii populacyjnej”. W opracowaniu pt. „Inżynieria ludzka” pisze o sposobach na zatrzymanie rzekomych zmian klimatu. Przekonuje tam wprost o potrzebie „hodowli rasy ludzkiej”, która ma doprowadzić do rodzenia się dzieci niższych o 15 cm i lżejszych co najmniej o 15 kg, zużywających mniej energii i produkujących mniej dwutlenku węgla (sic!).

Innowator zaproponował także „indukowanie alergenów do mięsa” (manipulowanie białkami BSA i alfa-ga), aby „pomóc” ludziom zmniejszyć jego spożycie. Po prostu osoba uczulona musiałaby zrezygnować z jedzenia produktów pochodzenia zwierzęcego, bo inaczej groziłoby to jej śmiercią spowodowaną wstrząsem anafilaktycznym.

Bioetyk zasugerował wreszcie podawanie ludziom hormonów oksytocyny i seratoniny oraz zmniejszanie ilości testosteronu. Lio tłumaczył, że manipulacja tymi hormonami sprawi, iż radykalnie zmieni się zachowanie społeczeństwa – na bardziej ugodowe.

W 2016 roku, w czasopiśmie „Social Theory and Practice” ukazał się artykuł bioetyka z Johns Hopkins University i dwóch filozofów z Georgetown University: Colina Hickey’a, Jake’a Earla oraz Travisa Riedera. Warto przypomnieć, co twierdzili autorzy. Uznali oni, że co prawda dzisiaj nie można stosować polityki przymusu jak w Chinach czy Salwadorze, ale rządy mogą, a nawet „muszą zachęcać” do tworzenia małych rodzin w celu zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych.

„Prokreacja jest niebezpieczna, ponieważ rodzi się więcej ludzi, którzy generują więcej gazów cieplarnianych” – napisali naukowcy. Proponują więc, by kobiety i mężczyźni w krajach biednych – tak jak to się obecnie czyni w Indiach – byli „zachęcani” do sterylizacji w zamian za „pomoc finansową” lub sprzęt AGD (telewizor, radioodbiornik itp.). Ich zdaniem, w mediach, za pośrednictwem szeroko pojętej kultury, winno się promować antykoncepcję i sterylizację, zniechęcając do posiadania rodziny w ogóle. W przypadku zamożnych osób, które chciałyby mieć więcej dzieci, autorzy postulują wprowadzenie podatku progresywnego, wyższego opodatkowania artykułów dziecięcych, likwidację ulg jak w Indiach i Singapurze, likwidację urlopu macierzyńskiego po drugim dziecku itp.

Mimo tak oczywistego celu, jaki kryje się za pojemną koncepcją tzw. zrównoważonego rozwoju, prawie 200 państw zdecydowało się realizować założenia Agendy 2030.


Źródło: theguardian.com., PCh24.pl


https://www.pch24.pl/oenzetowscy-dyrektorzy-wyjasni...
Żabodukt Postów: 35566
kumak
Żabodukt, postów: 35566
Sobota, 23 maja 2020 19:54:50
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Takie momenty przypominają, jak ważna jest solidarność w obliczu kryzysu. https://www.facebook.com/ODFoundation/photos/a.59756367...
Mińsk Mazowiecki Postów: 37790
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37790
Niedziela, 24 maja 2020 08:58:52
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
dyplom za próbę organizacji majdanu , niczym więcej "otwarty dialog" się nie zajmuje
Mińsk Mazowiecki Postów: 37790
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37790
Niedziela, 24 maja 2020 09:00:08
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Jak kreuje się komunistę na idola

Samotny komunista ratuje świat od zagłady. Taki artykuł ukazał się kilka dni temu. Stanowi przykład jak się upraszcza zjawiska dla kreowania postaw wygodnych i opartych przede wszystkim o ideologię. Za pomocą wygody w skracaniu myśli, nadawaniu im nowych torów kształtuje się odbiór świata i inspiruje.

Artykuł o wymownym tytule „Haker jaki ocalił Internet” rozpoczyna się od opisu rodem z kina Hollywood. Bohater, uznany w oczach innych, mu podobnych wkracza na konferencję bezpieczeństwa Defcon. Obok niego pojawiają się tłumy. Dążą do tego, aby chociaż poświęcił im chwilę. Pracujący dla rządów i firm tak zwani „biali hakerzy” stawiają dwudziestotrzylatkowi drinki. Przypomina w tym opisie nikogo innego, jak gwiazdę rocka, ale nowych technologii.

Opis kończy się, jak zatrzymują go agencji FBI schowani w SUV. Jego bohaterstwo sprowadzało się do odkrycia tajnego wyłącznika w wirusie WannaCry. Siejący spustoszenie kod niszczy cyfrowy świat i jedna osoba staje mu na drodze - wedle opisu w Wired jest nim Marcus Hutchins. Wygląda w tekście na ofiarę. Zarazem jednak tekst z 2020 roku pomija, co już napisała w 2017 roku analityczka Dawn Kawamoto. Znany był w sieci jako „MalwareTech”. Stworzył oprogramowanie Kronos jakie zostało użyte do kradzieży pieniędzy z kont. Za opłatą trzech tysięcy dolarów złośliwy kod został udostępniony każdemu chętnemu. Tak rodził się botnet jaki później między innymi dzięki handlowi na czarno rynkowemu bazarowi AlphaBay w Dark Web trafiał do dalszych zainteresowanych.

W 2015 roku w rozprawie sądowej padły zarzuty, że Hutchins dokonał aktualizacji kodu Kronosa. Dwa miesiące przed konferencjami bezpieczeństwa Black Hat i Defconn zainteresowały się nim sądy w Stanach Zjednoczonych. Zarazem pojawiły się głosy, że sieciowy komunista został źle zrozumiany. Na dowód Swati Woodward wskazał, że na Twitter prosił o próbkę Kronos, tego samego jakiego miał być twórcą. Alan Woodward z kolei wskazywał, że on tylko śledził Kronosa, co wywołało niezrozumienie w Federalnym Biurze Śledczym.

Z więzienia został jednak po kilku godzinach zwolniony. Wired ukazało go jako ofiarę, bo służba graniczna zatrzymała go, a fakt posiadania małej dawki narkotyków uznała za „niegroźną”. Kwestia używania marihuany została zbagatelizowana. Za to pojawiła się historia, jak w latach dziewięćdziesiątych na komputerze rodziców młody Brytyjczyk uczył się języka programowania stron internetowych HTML i pisania skryptów w Basic. W szkole wykorzystywał swoje umiejętności do obchodzenia zabezpieczeń w celu instalowania gier komputerowych przy wykorzystaniu kodu umieszczanego w edytorze tekstu Microsoft Word.

Matka chłopca nakładała mu ograniczenia w korzystaniu z maszyny. On jednak obchodził zabezpieczenia, czym po raz kolejny pokazał, że za nic ma koncepcję autorytetu w swoim życiu. Pozbycie się połączenia z Internetem z domu nic nie dało, bo jak twierdziła sama matka „był od nas sprytniejszy”. Efektem tego było, jak wszedł w kontakt z innymi sieciowymi komunistami, Wired posiłkuje się w oryginalnym tekście słowem „hakerzy”, zaczął od kradzieży haseł innych osób i udostępniania narzędzi, aby inni tak samo robili. Obok tego również niedosypiał i wyglądał zdaniem matki, jak cień człowieka. Czas spędzał na tworzenia programów.

Po przeprowadzeniu się z nim rodziców na wieś barykadował się w pokoju, jadł pizzę z mikrofalówki oraz ukrywał, co robi przed komputerem. Po zamknięciu pierwszego forum haktywistów na MSN Hutchins przeniósł się na HackForum. Tutaj członkowie szukali sposobu na popisanie się jeden przed drugim swoimi umiejętnościami. Jako piętnastolatek stworzył pierwszy botnet. Przejął kontrolę nad ośmioma tysiącami komputerów. Wykorzystywał niewolniczą siłę roboczą do zarabiania pieniędzy przez udostępniania im innym jako usługę do wynajęcia. Odpowiadał pośrednio za czynione przez nich ataki na konta na Facebook, czy ataki przeciwko innym członkom społeczności hakerów. Jako szesnastolatek handlował już złośliwym kodem na Exploit.in, czy Dark0de. Pod pseudonimem Vinny budował swą sławę jako twórca wirusów komputerowych.

Stworzył między innymi narzędzie do tworzenia i posługiwania się wirusami UPAS kit, sprzedawane za bitcoin. Tworzył narzędzia jakie pozwalały na włamywanie się do banków, co „budziło w nim mieszane uczucia”. Jednak nie zaprzestał swojej działalności. Kodował i brał amfetaminę. Przełom w jego życiu rozpoczął się z chwilą, jak zaczął przechodzenie na drugą stronę. Odkąd zajął się pisaniem narzędzi do śledzenia botnetów zyskał możliwość przejścia na drugą stronę i zyskania uznania.

Przyjrzenie się jego osobie ukazuje człowieka, który nie słuchał swoich rodziców, żył niczym odludek w wirtualnym świecie, spożywał narkotyki, pomagał w okradaniu i szkodzeniu ludziom. Chociaż po latach zajął się analizami bezpieczeństwa z korzyścią dla innych stawianie go jako wzór do naśladowania wymaga dużej dozy sceptycyzmu. Redaktor Andy Greenberg z Wired w ogóle ignoruje kwestie moralne, spłaca je dla ukazania tylko talentów programistycznych i w zakresie sieci komputerowych. Takie jednak budowanie wizji świata pomija, że odwoływał się do marksizmu opakowanego w żargon informatyczny, a nieuświadamianą motywacją takich zachowań jest dokonanie ogólnoświatowe przewrotu. Uderzające w społeczeństwo postawy nie są w tekście piętnowane, a traktowane po macoszemu, bo wizja hakera-rewolucjonisty ukrywa zbrodnicze intencje idei. To zaś jest korzystne dla kształtowaniu światopoglądu młodych, buntowniczo nastawionych osób.

https://prawy.pl/108582-jak-kreuje-sie-komunist...
Mińsk Mazowiecki Postów: 37790
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37790
Niedziela, 24 maja 2020 09:01:05
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Ludzie od Sorosa dla walki z klimatem chcą likwidacji wojska

Likwidacja wojska ocali klimat. Taki pomysł brzmi niczym farsa i brak świadomości, jak funkcjonuje świat. Nie mniej jest zupełnie na poważnie traktowany i rozważany w środowiskach lewicowych. Aczkolwiek wskazanie tutaj jednej spójnej myśli jest pewnym niedomówieniem, bo istnieje tutaj wielość nurtów o tyle część z nich ukazuje, że fanatyzm króluje nad zdrowym rozsądkiem.

Projekt Narodowego Priorytetu w ramach Instytutu Studiów Politycznych finansowo powiązanego z Georgem Sorosem dowodzi już w tytule „Bez ocieplenia, bez wojny. Jak militaryzm dolewa paliwa do kryzysu klimatycznego i vice versa”. Opracowanie Lorah Steichen i Lindsat Koshgarian jest raportem skierowanym do szerokiego odbiorcy. Zakłada on, że za pomocą grafik oraz opisów nawiązujących do sytuacji z koronawirusem odbiorca zmieni swój punkt widzenia. Rozpoczyna się od wymownego obrazka z kubełkami. Na pierwszych z nich nie ma. Za to znajdują się napisy „przesiedlenie uchodźców”, „zdrowie publiczne”, „energia odnawialna”. W kubełku z napisem „wojna” znajduje się stos pieniędzy.

Na samym początku twórcy opracowania wskazują, że Covid-2019 przyczynił się korzystnie dla ograniczeniu zanieczyszczeń. Zarazem wskazuje, że Stany Zjednoczone od lat szykowały się do wojskowej odpowiedzi na kryzys (sic!). Dowodem ku temu są zdaniem autorów wydatki na armię. Za tym idzie przekonanie, że trwają akty terroru, porwania, porzucenia i ataku. Wskazują, że domagają się odrzucenia militarnej odpowiedzi na kryzys. W kontekście takiego spojrzenia na sprawę budzi się pytanie, czy chociażby nagranie ciężarówek z Bergamo nie jest czasem elementem operacji informacyjnej w celu ukazania, że za koronawirusem stoi armią, bądź wykorzystuje je to uzyskania wpływu. Ten wątek jest tylko domniemaniem.

Zarazem 25 marca Michelle Mascarenhas-Swan związana z Ruchem Generacja Sprawiedliwości i Projektem Ekologia (Movement Generation Justice & Ecology Project) napisała tekst na platformie Medium o potrzebie stworzenia Permanentnie Zorganizowanych Społeczności (POC). Uważa ona, że dzisiejszy świat opiera się na ekonomii „Banków i czołgów”. Stworzenie więc komun jest odpowiedzią na wyzwolenie się z kapitalizmu. Stanowi ona przykład ruchu Just Transition.

Pomysł ten przypomina odświeżenie okresu lat sześćdziesiątych i pomysłów hipisów, aczkolwiek ubranych w nowe szaty. Zakłada on, że społeczności będą niezależne od rządu, czyli ich sposób działania zmierza w kierunku czegoś na wzór sekty - samodzielność posunięta do skrajności. Wedle założeń ustanowią zalążek przemian na resztę społeczeństwa. Stanowią element buntu przeciw istniejącemu ładowi. Popierają również socjalistyczne podejście do własności, zamknięcie na świat zewnętrzny, wcielenie gender, a także próbę wykorzystania koronawirusa do narzucania zmian społecznych.

Steichen wprowadza nic innego, jak realizację celów ustalonych przez komunistę Antonio Gramsciego przez kształtowanie kultury. Z tym, że myśl socjalistyczna skrywa się tutaj za hasłem „kultura opieki”. Motywem do działań jest wskazanie, że głównym źródłem zanieczyszczeń na świecie jest Pentagon. Sam ten motyw przypomina doniesienia rodem z lat sześćdziesiątych, jak leninowski działacz Abbot Hoffman domagał się lewitacji Pentagonu. Ośrodek wojskowy jako symbol opresji ma już bowiem tradycje w ramach aktywistów Pokolenia 1968.

Tym razem schemat działania korzysta z nowych metafor i sloganów. Strategię przemiany opisuje tutaj „opór - przemyślenie - restrukturyzacja”. Opór oznacza odrzucenie reguł ekonomii (konsumeryzmu, myślenia kolonialnego), wydobycia surowców (”wykop, spal, porzuć”), idei pracy (rozumianej tutaj jako „eksploatacja ludzi”), celu istnienia (”utrzymanie majętności i władzy”), a także istnienia struktur władzy (militaryzmu). Cały ten koncept u Steichen nazywa się ekonomią ekstrakcyjną. Odpowiedzią na nią jest stosowanie „filtrów wartości” jakie są efektem „zmiany zasad, przesunięcia w dół pieniędzy i władzy”). Element docelowy nazywa się „żywą ekonomią”. Ogląd na świat łączy się w niej z „opieką i świętością”. Celem istnienia jest „ekologiczne i społeczne dobre istnienie”. W podejściu do surowców stawia ona na odzysk materiałów. Zarządzanie, czyli struktury władzy opiera na „głębokiej demokracji”. Ten ostatni termin jest wzięty z psychologii Carla Junga i stanowi pojęcie ukuty przez Arny Mindella w 1988 roku. Jest niczym innym jak demokracją skrzyżowaną z ideami dopuszczenia do głosu różnorakich mniejszości.

Przyjrzenie się już samym ideom budzi obawy o utrzymanie porządku społecznego i zagrożenia jakie z niej wynikają. Sam pomysł sprowadza świat do nowej wersji komunizmu motywowanej ekologią, bo troska o klimat ma większe znaczenie niż bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne państwa. Pomimo tego, iż ma znamiona ruchów wywrotowych nie zajmuje ona zbyt wiele uwagi mediów jako groźne zjawisko. Wynika to między innymi, że część ich celów pokrywa się z działaniami w skali międzynarodowej w ramach chociażby szeregu traktatów klimatycznych. Nie zmniejsza to ich oddziaływania, które między innymi uderza w sens obronności jako takiej, a także istnienia władzy.

https://prawy.pl/108583-ludzie-od-sorosa-dla-wa...
Mińsk Mazowiecki Postów: 37790
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37790
Niedziela, 24 maja 2020 10:09:28
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
"Pomysł, żeby Polska spłacała długi Niemiec, czy Włoch, jest dziwaczny"

https://dorzeczy.pl/kraj/141161/pomysl-zeby-polska...
Żabodukt Postów: 35566
kumak
Żabodukt, postów: 35566
Niedziela, 24 maja 2020 11:33:23
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Bardzo trafne określenie. I sutana zakrywaa prawdę. https://www.facebook.com/photo.php?fbid=264706324680477...
Mińsk Mazowiecki Postów: 3825
Aron
Mińsk Mazowiecki , postów: 3825
Niedziela, 24 maja 2020 12:11:17
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Myśl nie wklejaj pozakonkursowy zleceniobiorco.
Żabodukt Postów: 35566
kumak
Żabodukt, postów: 35566
Niedziela, 24 maja 2020 22:17:56
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
https://wyborcza24.pl/emeryt-zgasil-dude-jednym-zdan...

Daliście 900 zł a zabraliście 1200 zł”. W sieci rozgorzała dyskusja. Wiele osób uważa, że emeryt konstruktywnie skrytykował prezydenta. Komentarze nie pozostawiają złudzeń.

-Emeryt zgasił Dudę jednym zdaniem. Sztab Dudy musi być gotowy na takie ataki. Prezydent nie wybrnął z tej sytuacji. Mowa o samorządzie w tym kontekście nie była trafna. Widać to nawet po opiniach osób, które zobaczyły wideo. PR-owcy PiS nie mogą się rozleniwić bo wybory przegrają – mówi ekspert ds. wizerunku politycznego.
Mińsk Mazowiecki Postów: 37790
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37790
Poniedziałek, 25 maja 2020 07:38:07
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
i informuje nas o tym jakże wiarygodna szczujnia z Czerskiej czyt wyborcza24
Żabodukt Postów: 35566
kumak
Żabodukt, postów: 35566
Poniedziałek, 25 maja 2020 07:47:06
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Dwoje emerytów postawiło się Dudzie. Wieczorem pokaże jak było
Mińsk Mazowiecki Postów: 37790
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37790
Poniedziałek, 25 maja 2020 07:48:57
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
jasne , jeden to szczurek a druga to ela obleśna

Zaloguj się aby uczestniczyć w dyskusji oraz uzyskać dostęp do większej ilości wątków na tym forum.

Aktualności

OK