Zaloguj

swoją drogą

 

Co polityk ma na myśli? (2010-10-05)


Co polityk ma na myśli?

           „Co poeta miał na myśli?" - pytanie, które jak topór kata, bezlitośnie wisiało nad niemal każdym z nas w czasach szkoły średniej. To jedna z tych szkolnych traum, które odznaczają swoje piętno głęboko w naszej psychice, niejednokrotnie dożywotnio odstraszając nas od poezji, czy literatury w ogóle. Bo czyż nie powinno być tak, że każdy, przez pryzmat naszej wrażliwości i doświadczeń życiowych, ma prawo do prywatnej interpretacji utworów literackich? Czemu zatem nasza ocena miałaby być konfrontowana i oceniana względem tak zwanych „obowiązujących" opracowań?

          Naprzeciw tego typu pytaniom, rozpoczęła niedawno pracę instytucja o nazwie Biuro Tłumaczeń Sztuki (BTS). Pomysł Biura, klinem wciskającego się pomiędzy utarte schematy, narodził się w głowie Karoliny Breguły, jako jej praca dyplomowa na PWSFTiT w Łodzi. Projekt ma na celu potwierdzenie tezy autorki, że praca artysty staje się dziełem sztuki dopiero po zetknięciu się z odbiorcą, a jego ocena, erudycyjna - jak krytyka sztuki, jak i intuicyjna - laika, są tak samo ważne - czytamy w opisie. Być może dzięki działaniom Biura, w skostniały i dość hermetyczny świat sztuki, wedrze się trochę orzeźwiającego przeciągu.

          BTS działa wirtualnie. Na stronie www.biurotlumaczen.art.pl można zamówić omówienie wybranego dzieła, nad którym pracuje zespół trzech niezależnych interpretatorów. Aby tłumaczenie dzieła było jak najbardziej obiektywne, zespoły dobierane są w taki sposób, że są w nich krytycy o różnym stażu i obszarach zainteresowań. Dodatkowo, wedle zasady równości opinii krytyka i laika, jest też miejsce dla komentarzy i tłumaczeń internautów.

          Oczywiście, pojawiły się głosy sprzeciwu. Swobodne tłumaczenie, może pozbawić dzieło pierwotnego znaczenia - komentuje pomysł BTS część środowiska twórców. Czego niby mogliby się obawiać? Że ciemny lud nie zrozumie i skrytykuje, co uderzy w ego artysty? Czy doszliśmy do momentu, kiedy sztukę tworzy się jedynie dla krytyków? Sztuka w końcu jest dla ludzi, czy już tylko dla sztuki?

          To samo pytanie można postawić w stosunku do naszej polityki. Ba, nawet zostało postawione, i to nie przez nikogo innego jak przez platformianego bękarta, Janusza z Biłgoraja. Największy w ostatnich dniach, polityczny celebryta w naszym kraju, na iście hollywoodzkiej gali, zapowiedział koniec polityki dla samych polityków i powrót do służby społeczeństwu. Fajnie! Tylko coś mi nie chcę się wierzyć w nagłą zamianę ról. Chyba nie jesteśmy gotowi na taki przewrót, wszak każdy z nas wie najlepiej, co zrobić, żeby było dobrze, ale jemu samemu, potem ewentualnie troszczy się o resztę świata.

Czy wiec Janusz z Biłgoraja jest tylko egocentrycznym populistą, który wyczuł swój moment na zrobienie zadymy, czy politycznym Don Kichotem, z nowoczesną wizją kraju?

          Nasza scena polityczna od dłuższego czasu przypomina bardziej ring bokserski, na którym toczy się nudna, bo pogrążona w nieustającym klinczu, walka Tusk - Kaczyński. Czy wkroczenie nowego zawodnika zmieni ten patowy układ sił? Przyzwyczajeni, a nawet, chyba dobrze czujący się w rolach statystów, liderzy partii z pod znaku Róży i Koniczynki, mogą chyba spać spokojnie, bo bijący ich charyzmą na głowy Janusz z Biłgoraja, nie pogodzi się z rolą przystawki. Czy ma szansę? Być może, bo jeżeli na samo hasło „Palikot" gromadzi się cała kongresówka, z politykami, ludźmi kultury i mediów na czele, to jest to sprawa nie do zbagatelizowania.

          Tylko czy samą kontrowersją i charyzmą można w polityce odnieść sukces? Podobno nie, bo za maską przebojowości kryć się musi wizja, najlepiej zmaterializowana w jakiś program, lub manifest. Natomiast przedstawione na sobotnim kongresie punkty, to podobno posklejane do kupy, odgrzebane stare postulaty Platformy i SLD.

          Co (ten) polityk ma na myśli? - to nowe pytanie, które ostatnio chodzi mi po głowie. Może warto by powołać coś w rodzaju Biura Tłumaczeń Polityki? Pod tymi samymi hasłami! Oswojenia trudnych spraw i przybliżenia tych spraw zwykłym ludziom, bo coraz częściej odnoszę wrażenie, że politycy żyją we własnym, coraz bardziej odklejonym od rzeczywistości świecie.

          Swoją drogą... Nazwijcie mnie heretykiem, ale sztuka i polityka w moim przekonaniu naprawdę maja ze sobą wiele wspólnego. I jedno i drugie, z założenia jest dla ludzi, jednak, tak nowoczesna sztuka jak i polityka, a już na pewno w naszym, rodzimym wydaniu, zdaje się istnieć sama dla siebie. To samo artyści i politycy... Artyści byli sługami swoich mecenasów a politycy, w założeniu, sługami swoich wyborców. Teraz wszystko stanęło na głowie, każdy artyścina ma się, za niezrozumianego wizjonera, a polityk, wraz z odebraniem mandatu poselskiego, nabywa automatycznie wiedze absolutną w każdym temacie.

A może polityka jest sztuką, a politycy artystami? To by się nawet zgadzało... Tylko, że za polityczne dzieła sztuki, niestety, wszyscy płacimy po równo...

          Jak zwykle zachęcam wyrażania swoich opinii! Piszcie co wam się nie podoba, przeszkadza, mierzi irytuje lub odwrotnie, coś czym zostaliście miło zaskoczeni w ostatnich dniach. Tym bardziej, że z nowym miesiącem, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom czytelników podkręcam tempo. Swoją drogą będzie ukazywać się, w miarę możliwości, co tydzień. Czekam na Was pod stałymi adresami mi_golebiowski@wp.pl oraz m.golebiowski@minskmaz.com!


Pozdrawiam!