Zaloguj

swoją drogą

 

To nie będzie kolejny świąteczny panegiryk (2011-12-20)


 

Idą święta, a ja jakoś markotny. Pewnie to wina „Melancholii" Von Triera, której prawdopodobnie nie powinienem był oglądać w czasie przeznaczonym na radosne oczekiwanie. A może jestem już w tym wieku, kiedy jeszcze pamiętam czasy, gdy sama myśl o Bożym Narodzeniu  wywoływała przyjemny dreszczyk podniecenia, a teraz - niestety - już wiem, że nie ma bardzo z czego się cieszyć.

Ostrzegam - nie będzie to miły i dowcipny tekst, w którym życzył będę wszystkim kolorowej Gwiazdki. Nie polecam więc tej lektury świątecznym hura-entuzjastom.

Grudniowe popołudnie, centrum Mińska. Do świąt ledwie kilka dni, a gdyby nie wszechobecne gwiazdki, choinki i bałwanki, można by pomyśleć, że jest co najmniej koniec marca. Zabawne, że o nadchodzącym Bożym Narodzeniu najintensywniej przypominają właśnie sklepowe wystawy i wielkie uliczne billboardy. Z niegdysiejszego święta religijnego, przy wydatnym udziale wzorców z zachodu, przeszliśmy przyspieszony kurs kultu konsumpcji i co tu dużo mówić - niezłej tandety.                

Nie, nie stawiam się wcale na barykadzie obrońców duchowego wymiaru świąt, zupełnie mi nie przeszkadza, że na kilka tygodni ulice miast i domy przystrajają się tysiącem światełek, a ludzie siłą rzeczy są jacyś łagodniejsi. Nie mniej jednak presja na organizację idealnej wigilii wydaje się być czym niedorzecznym i szalonym. W prasie telewizji i Internecie atakowani jesteśmy kolorowymi obrazkami udekorowanych stołów, choinek, potraw i prezentów. Wśród tych, pod żadnym pozorem nie może zabraknąć Xboxa dla bratanka, kolii dla żony, telewizora (koniecznie HD, 3D i inne „D") dla ojca i weekendu w Spa dla matki. Bez tego Gwiazdka bierze w łeb, a nam nic tylko wstyd i sromota.                

Tak więc nabywamy rzeczy, których potrzebę posiadania ktoś nam narzuca, za pieniądze, których najczęściej nie mamy - no ale przecież święta.

Owego grudniowego popołudnia ciąg dalszy. Nadal Mińsk, tylko jakieś dwie ulice dalej - punkt sprzedaży choinek. Młoda para podchodzi do sprzedawcy, ten wypytuje standardowo o wysokość i rozłożystość potrzebnego drzewka. Zachwala, że w najmodniejsze w tym roku są jodły, których ma tu kilka rodzajów. Po krótkiej dyskusji para decyduje się na konkretnego iglaka, a sprzedawca ładuje go do metalowej tuby, przy której drugim końcu rozpięta jest specjalna siatka. Po gwałtownym przeciągnięciu przez to osobliwe narzędzie tortur, wychodzi coś na kształt zwiniętego parasola, który można wziąć pod pachę i zanieść do domu. Widocznie tak się teraz robi - ekonomicznie, czy coś. Jednak zawsze myślałem że choinka to jeden z najważniejszych symboli Bożego Narodzenia. Czy tak się u nas traktuje symbole?

Ekhm... No tak.                 

Podobnie rzecz się tyczy karpi, dla których ostateczna egzekucja przez trafieniem na talerz jest końcem gehenny jaką te zwierzęta przeżywają od połowu w hodowli, przez wegetowanie na straganach i sklepach po cichą agonię w rozmaitych torbach, miskach czy umywalkach.                

Nie mam nic przeciwko tradycji karpia i choinki. Nie uważam jednak, aby zagrożeniem dla niej było nabycie filetów sporządzonych jeszcze w hodowli, nawet, jeśli skutkiem tego nie będziemy mogli pochwalić się najwyższą świeżością wigilijnej ryby po grecku. Tak samo nic nie stoi na przeszkodzie kupna aerozolu o zapachu lasu, jeśli naszym jedynym argumentem przeciw sztucznemu drzewku jest słabość do woni żywicy unoszącej się po domu.                  

Aha, jeszcze śnieg. W tej chwili, za oknem napadało już kilka centymetrów białej pierzyny, ale jeszcze parę dni temu Święta - właśnie przez potencjalny brak zasp i ślizgawki, były poważnie zagrożone! Rzecz obiła się nawet o najważniejsze wieczorne serwisy informacyjne. Reporterzy do spółki z meteorologami, góralami, przyrodnikami i innymi szamanami głowili się czy Gwiazdka będzie mogła obyć się bez białego puchu. Jak widać, przynajmniej to już ustalone i możemy spać spokojnie.                

Tak więc święta w ostatnim czasie zmieniły się, niekoniecznie na lepsze. Choć może punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, i to tylko moja wina, że teraz postrzegam je inaczej.                

Swoją drogą... Chcąc jednak zakończyć jakimś pozytywnym akcentem, należy przyznać, że dzisiejsze święta Bożego Narodzenia zyskały bardzo na formie - pal sześć, że formie narzuconej nam zza oceanu, nie bardzo pasującej to istniejącej wcześniej treści. Z Świętym Mikołajem w otoczeniu elfów, przyozdobionymi domami, Kevinem, który jak co roku został sam w domu i Georgem Michaelem śpiewającym o zeszłych świętach. Mamy gotową, pięknie ozdobioną wydmuszkę, którą sami możemy wypełnić ważnymi dla nas w tych dniach wartościami.

Dlatego na Święta i Nowy Rok życzę, aby mając w pamięci los karpi i choinek, nie dać się zwariować gorączce zakupów i owocnie wypełniać Wasze wydmuszki!

Zaraz, coś nie te Święta...

Nieustannie zachęcam do odwiedzania facebookowego profilu „Kącik felietonowy SD" gdzie oprócz komentowania, możecie żywo dyskutować na tematy nie tylko polityczne. Już teraz zapraszam na kolejny odcinek z cyklu Swoją droga, jedynie na portalu minskmaz.com!  

Pozdrawiam!