Dobra perspektywa
Dawno już nie pisałem. Może to i lepiej, dzięki temu mogłem na kilka ostatnich, zwariowanych tygodni spojrzeć z właściwej perspektywy. Bowiem wydarzenia, jakich mieliśmy okazję być niedawno świadkami, budzą wiele, często nie najlepszych emocji i aby się do nich odnieść, niezbędny jest zdrowy dystans. Bo jak tu inaczej w miarę trzeźwo spojrzeć na cyrk wokół krzyża, niemal cotygodniowe klęski żywiołowe w różnych częściach kraju, powyborcze licytacje, czy wreszcie to, że ktoś obudził się, że jakimś cudem możemy mieć opóźnienie na Euro 2012.
Ostatnio znów odwiedziłem góry, nasze poczciwe Tatry. Z wysokości stromych grani i dalekich szczytów, po pokonaniu trudów drogi, oraz nierzadko, jakiś własnych słabości, nagradzani zostajemy nie tylko zapierającymi dech w piersiach widokami dostępnymi jedynie dla nielicznych, ale również satysfakcją ze zdobycia czegoś jedynie dzięki sile charakteru i własnych mięśni. Dopiero z tej odległości mamy możliwość dostrzec, że kłótnie i problemy ludzi na dole są błahe i śmieszne, jak konflikty w piaskownicy.
Jako że lato dojrzewającą jarzębiną i już nieco pożółkłymi liśćmi daje nam delikatnie do zrozumienia, że zbliża się ku końcowi, myślę, że patrząc z perspektywy czasu, można pokusić się o drobne podsumowanie ostatnich gorących, nie tylko w sensie klimatycznym, miesięcy, a działo się!...
Czerwiec
Już od początku pogoda daje nam się we znaki, deszcze na południu powodują powódź, z powodu której drży cała Polska, obawiając o stan wiekowych wałów, mających chronić przed wielką wodą. Nasza scena polityczna okopuje się szczelnie za kampanijnymi hasłami, nie wyściubiając nosa poza frazesy o dobru Polski. Tacy Kurski z Niesiołowskim dostają solidne kagańce i ten sprytnie wyreżyserowany teatrzyk może bez przeszkód odgrywać kolejne akty. W tym samym czasie z Rosji przybywają czarne skrzynki rozbitego Tupolewa, które wkrótce okazują się tylko kopią stenogramów tam zapisanych i to jeszcze w okrojonej formie. Media wówczas pochłonięte są jednak falą powodziową, pustoszącą całe miasta, co z kolei PiS odczytuje jako jawne umniejszanie sprawy smoleńskiej.
Finałem Czerwca jest pierwsza tura wyborów, w której wielkich niespodzianek nie ma, może poza tym, że uważana za wzór rzetelności i kompetencji dziennikarskiej TVN24, daje plamę z sondażami podczas wieczoru wyborczego.
Lipiec
Wyborcze zmagania sięgają zenitu. Telewizyjne debaty, każda oceniona na „remis ze wskazaniem" dla jednego lub drugiego pana K. Niepewność i cisza wyborcza, niczym ta, zwiastująca nawałnice, wszystko żywcem wyjęte z filmów Hitchcocka, werdykt - radość, choć po ostatniej sondażowej wpadce, jeszcze umiarkowana, wreszcie huk otwieranych szampanów i rozczarowanie w obozie pokonanych.
Nie samą polityką w lipcu żyjemy. Na sześćsetlecie bitwy pod Grunwaldem przybywa dwieście tysięcy miłośników średniowiecza. Miejscowym przyjezdni jednak nie przeszkadzają, znaleźli się tacy, którzy powiedzieli, że mile widzieliby te tłumy co tydzień, a już na pewno tych, którym w czterdziestostopniowy upał można opchnąć butelkę wody za ponad dychę. W tym samym czasie w Warszawie mamy dzień pochodów. Nie trzeba jednak wprawnego oka, aby odróżnić uczestników Europride, manifestujących swoje sympatie seksualne, od tych kroczących w Marszu Grunwaldzkim, choć nawet w zamyśle, z bitwą z przed sześciu wieków, ta demonstracja koresponduje raczej odlegle.
Ale co do wykorzystywania ogólnie znanych symboli do własnych celów - zabawa miała dopiero się rozkręcić.
Sierpień
Nagły, choć nie niespodziewany zwrot w PiS. Krytyka łagodnej retoryki i do akcji niezwłocznie wkraczają będący już stanowczo zbyt długo na medialnym głodzie, posłowie Kurski z Brudzińskim. Obaj panowie, jak przystało na chłopów z Pomorza, dają niebagatelny popis swoich możliwości. Słowami w stylu „prezydent w ruskiej trumnie" podkręcają temperaturę wystarczająco, aby wreszcie zabrać głos mógł ich pryncypał, który stwierdza, że nie uznaje prezydenta, wybranego w wyniku katastrofy.
Wówczas pod harcerskim krzyżem, przed Pałacem Prezydenckim już gromadzą się ludzie żądający godnego upamiętnienia ofiar z 10 kwietnia, a w szczególności osoby „poległego" prezydenta. Tu już rozpoczyna się nasze, polskie rozmienianie się na drobne. O to że „poległy" to złe słowo, o to, czemu krzyż tu, a nie tam i o wszystko, co dostatecznie głośno wykrzyczane, może się ukazać potem w wieczornym dzienniku. Tak na pożywce mediów i tych, którym cała ta maskarada idzie na rękę, urasta na Krakowskim nowa siła w państwie. Schowana za majestatem wiary, ale nie uznająca jej zwierzchników, mająca tylko jedną rację - swoją, ale nie zdolna do skonsolidowania jej w jakiś spójny postulat. Właściwie nietykalna. Tak też myśli władza - więc jej nie tyka. A problem eskaluje, ewoluując w coś na kształt szopki, z kontrmanifestacjami i jałowymi mediacjami, grzęznąc ostatecznie w kompromitującym pacie.
No i kolejna powódź, mająca być, według opozycji, znów perfidnym odwróceniem uwagi opinii publicznej, tym razem od rządowej podwyżki podatków.
Swoją drogą... to tylko wybrane wydarzenia z ostatnich miesięcy, ale nie wolno zapominać o pozostających w ich cieniu, ale nie mniej ważnych faktach, jak trzydziestolecie festiwalu w Jarocinie, całkiem niezłym wyniku naszych lekkoatletów w Barcelonie, gorszym klubów piłkarskich w europejskich pucharach, czy Thrash Metalowym festiwalu Sonisphere na Bemowie.
Każdy przeżył te wakacje we własny, niepowtarzalny sposób. Dla wielu z Was były to najlepsze miesiące w życiu, mnóstwo z pewnością się rozczarowało, ale każdy, mniej, lub bardziej, przeszedł je Swoją Drogą. Czekam na Wasze przemyślenia i relacje z ciekawych, może nie wszystkim znanych miejsc, na wszystkie nietypowe sytuacje, jakie Wam się przydarzyły. Może to być spotkanie jakiegoś celebryty na plaży w Sopocie, obrzucenie jakiegoś celebryty starymi jajkami, czy na przykład bycie wyprowadzonym siłą z miejskiej plaży. Adresy do mnie to nadal mi_golebiowski@wp.pl oraz m.golebiowski@minskmaz.com - czekam na Was!
Pozdrawiam!