Zaloguj

swoją drogą

 

Loża zaskoczonych (2010-06-23)


 

Loża zaskoczonych


Zaskoczenie, to taki niezwykły stan. Podnosi się adrenalina, krew zaczyna szybciej pulsować, stajemy się ożywieni, zwarci i gotowi, lub ogarnia nas złość, marazm i apatia. Zaskoczyć może wszystko. Drogowców może zaskoczyć nagły atak zimy w środku stycznia, studentów sesja w połowie czerwca. Często sami siebie potrafimy zaskoczyć, słysząc,  jakie to rzeczy potrafimy wyczyniać w towarzystwie po kilku koktajlach z Red Bullem. Zaskoczenie przybiera tak pozytywne jak i negatywne postacie. W tym tygodniu powodów do zaskoczenia było co najmniej kilka…

 

Zacznę piłkarsko, wielkim przeoczeniem byłoby o tym nie wspomnieć, również w kontekście zaskoczenia. Taka Szwajcaria (kraj schowany pośród alpejskich szczytów, gdzie w piwniczce każdego domu dojrzewa jakiś gatunek sera, za szafą każdy ma ze trzy pary nart, gdzie żeby pograć w nogę, trzeba się najpierw naszukać, żeby znaleźć kawałek poziomego podłoża, a potem, najczęściej, przegonić z niego owce), jej reprezentacja piłkarska, zaskoczyła swoja faworyzowaną, hiszpańską odpowiedniczkę, permanentnie i bezczelnie, przez 90 minut meczu nie pozwalając im wbić choćby jednej bramki, ani jednej, choćby i ze spalonego… Spalony, no właśnie!...

 

 Przychodzi taki czas, chyba w każdym związku, kiedy mężczyzna musi wytłumaczyć swojej ukochanej drugiej połówce  na czym polega ten ów dziwny piłkarski przepis. Według najnowszej strategii istnieją dwie najczęściej stosowane teorie do jasnego wyłożenia tego procederu, ale nie łudźcie się – obie nie działają. Tajemnica Spalonego dla większości kobiet zostanie nierozwikłana, jak dla większości z nas, różnica między sukienką a spódniczką – musi być jakaś równowaga na tym świecie.

 

Kontynuując jeszcze przez chwilę wątek piłkarski, jeżeli coś z tegorocznego Mundialu zapamiętamy, to na pewno wnerwiająco nieustający dźwięk Wuwuzeli, zagłuszający wszystko inne do tego stopnia, że angielscy kibole skarżyli się nawet, że nie mogli zwyzywać sędziego, bo ich obelgi zwyczajnie do niego nie docierały. Podobno dla wrażliwych europejczyków, sprzedawane były one wraz z zestawem stoperów. Mimo tego buczenia, mającego podobno udawać trąbienie słonia, dała się usłyszeć jedna perełka znanego piłkarskiego komentatora, Dariusza Sz., który tak oto skomentował mecz naszych południowych sąsiadów z reprezentacją Paragwaju: „Chyba lepiej dla piłki nożnej byłoby, gdyby Słowacy zajęli się jednak swoim hokejem”. Nie będę już tu na tyle złośliwy, żeby wypominać którą to reprezentację, w grupie eliminacyjnej Słowacy pozbawili przywileju słuchania Wuwuzeli na żywo z wysokości stadionowej murawy, kryje się w tym bowiem, nieco kontrowercyjna, acz trudna do podważenia teza.

 

Eureka!” Czemu by tak tego nie zastosować dla nas, Polaków? Zajmijmy się czymś, w czym jesteśmy w miarę dobrzy, czy ktoś odnotował, że nasi siatkarze ograli ostatnio Kubę? Mamy swoją siatkówkę, piłkę ręczną, lekkoatletykę… no tylko że teraz, cały świat żyje tylko piłką kopaną.

 

Innym zaskoczeniem, jakie mnie w tym tygodniu spotkało, to wybory. Może nie samo że się odbyły, bo musiałbym chyba nie oglądać telewizji, nie czytać gazet, nie chodzić po ulicach, przez ostatni miesiąc, ale ich wynik. I może już nawet nie, że między jednym a drugim wyszło tyle przewagi, ile wyszło, ale to, że my, jako wyborcy, mamy jednak bardzo krótką pamięć, politycy natomiast traktują nas, jak idiotów, przykre niestety, że w większości mają oni racje. Tym razem miało być jakoś inaczej, a wyszło… ale jak powiedział kiedyś mój kuzyn, trzymając wielki kubeł wody, do przypadkowo napotkanej na ulicy dziewczyny w Lany Poniedziałek: „Na tradycję nie pomożesz…” Odnotować warto też, że nie lada zaskoczenie wywołał u mnie ostatni przed wakacjami odcinek „Klanu”, a to głównie tym, że byłem święcie przekonany, ze zdjęto ten serial z anteny jakieś trzy lata temu.

 

Swoją drogą… Idą wakacje, wiec nie ma co się martwić - jeszcze moc zaskoczeń przed nami. Na pewno nie raz zaskoczy nas mylna prognoza pogody podczas wędrówki po górach, zepsuta kontrolka poziomu paliwa w naszym aucie, gdy jesteśmy po środku niczego,  opłata za toaletę, która podana była jednak w Euro, że na Słowacji w ogóle nie ma już takiej waluty jak Korona, lub że cena łososia widniejąca w menu nadmorskiej knajpki dotyczyła jedynie stugramowej porcji, a nie podanego nam na talerzu, ogromnego fileta.

 

 Tu jak zwykle praca domowa dla Was! Napiszcie, co Was ostatnio zaskoczyło, czy to pozytywnie, czy negatywnie, jakie wydarzenie sprawiło, że nagle podniosło się Wam ciśnienie, albo na wieść o czym, całkiem witki Wam opadły… Czekam, jak zwykle pod adresami mejlowymi: mi_golebiowski@wp.pl oraz nowym, m.golebiowski@minskmaz.com, najciekawsze zaskoczenia, wraz z imieniem i nazwiskiem autora opublikuję przy okazji najbliższego felietonu!

 

 

Pozdrawiam!